adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 29 (2819)
20 lipca 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej
  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Stanisław Lem
  Czesław Miłosz
  Jacek Podsiadło

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz



Opinia publiczna i władza

Marcin Król


Badania opinii publicznej stały się jednym z ulubionych zajęć socjologów. Oczywiście wiele z tych badań służy ważnym celom i dzięki nim można się sporo dowiedzieć o stanie społeczeństwa. Jednak nieco inaczej jest z badaniami dotyczącymi spraw publicznych i politycznych. Można mieć uzasadnione wątpliwości, czy nieustanne publikowanie takich badań służy dobrze rozwojowi demokracji. Coraz częściej bowiem politycy (klasyczny był przypadek prezydenta Clintona) nieustannie sprawdzają, jak ich działania są oceniane w badaniach i dostosowują swoje postępowanie do tego, czego rzekomo oczekuje społeczeństwo. "Rzekomo" - gdyż badania opinii publicznej są zawsze obciążone poważnym marginesem błędu i często dostarczają odpowiedzi na mało - w gruncie rzeczy - ważne pytania.

Jednak badania takie są prowadzone, a - co ważniejsze - opinia publiczna istnieje. Istnieje w dodatku niezależnie od tego, czy jest badana przez socjologów i innych specjalistów, czy też jest wyrażana na wiele innych sposobów: przez publicystów, mass media, w trakcie głosowania (także poprzez liczbę głosujących), w trakcie strajków i przy wielu innych okazjach.

Opinia publiczna jest przecież najważniejszym narzędziem społeczeństwa, niezbędnym, by mogło się ono wypowiadać w systemie demokratycznym. Wybory parlamentarne czy prezydenckie są tylko jedną z wielu form formułowania stanowiska opinii publicznej. Należałoby zatem sądzić, że politycy powinni przejmować się stanowiskiem opinii publicznej, które naturalnie nigdy nie jest jednolite, ale często istnieją przeważające tendencje, z którymi należałoby się liczyć. Jednak nie w Polsce. Skrajnym tego przykładem jest nieliczenie się przez Leszka Millera z ocenami opinii publicznej, ale nie pierwszy to przypadek. Bardzo wiele ustaw (także dotyczącą aborcji) przeprowadzono przez parlament wbrew stanowisku opinii publicznej. Naturalnie jest to czasem niezbędne, jak zapewne było w przypadku naszego uczestnictwa w koalicji antyirackiej, ale nie można stale gwałcić lub ignorować poglądu dominującego w opinii publicznej, bo wtedy po prostu znika demokracja. Demokracja polega między innymi na nieustającej wymianie, na stałej publicznej debacie toczonej między społeczeństwem a jego władzami. Zaś demokracja, która działa na zasadach rozmowy dziada z obrazem, zamienia się w autokrację, z czym zaczynamy mieć już w Polsce do czynienia. Autokracja może mieć najlepsze intencje, ale z demokracją nie ma nic wspólnego.

Opinia publiczna jest w normalnym demokratycznym kraju niebywałą potęgą, zaś mass media czasem mają nawet władzy za wiele. Każdy na przykład widzi łobuzerstwo telewizji publicznej i gdyby nie TVN, już by w Polsce nie było wolności w mediach, ale nic z tego nie wynika. Votum zaufania, jakie wbrew opinii publicznej zdobył premier, świadczy tylko o tym, że parlament kompletnie zapomniał, że mamy demokrację substancjalną, a nie jesteśmy na elementarnej lekcji arytmetyki. Kiedy jednak opinia publiczna się wzburzy, skutki tego mogą być zupełnie nieoczekiwane. Opinia publiczna (zupełnie nie sformalizowana) obalała już rządy i doprowadzała do gwałtownych wstrząsów. Warto by może Polsce tego oszczędzić, Polska nie jest folwarkiem SLD, a SLD autokracji długo nie utrzyma, najwyżej dwa lata. Tylko potem demokratyczna rewolucja może ukarać tych, którzy się nie liczyli z opinią publiczną, bardziej niż to sobie dzisiaj wyobrażają.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny