adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 28 (2818)
13 lipca 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej
  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Stanisław Lem
  Czesław Miłosz
  Jacek Podsiadło

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz



Misja pamięci: debiutancka powieść Amerykanina Foera

Zabójcza iluminacja

Paweł Dudziak


"Wszystko jest iluminacją" Jonathana Safrana Foera to książka wyjątkowa: nie dlatego, że taka wybitna i doskonała, ale dlatego, że pachnie młodzieńczą wyobraźnią, niepohamowaniem i odwagą.

Autor jest młodym (rocznik 1977) pisarzem żydowskim, zamieszkałym w Nowym Jorku, autorem jednej powieści, która zdążyła już odnieść niemały sukces. "Wszystko jest iluminacją" to opowieść o młodym Jonathanie, który na kilka dni przybył na Ukrainę w poszukiwaniu swojej przeszłości. Przy pewnym, zawsze wpisanym w takie stwierdzenie ryzyku można powiedzieć, że jest to powieść autobiograficzna.

Przeszłość, której poszukuje bohater, ma na imię Augustyna - jest kobietą, która uratowała w czasie wojny jego żydowskiego dziadka. Jedyny trop stanowi stara fotografia, na której (być może) jest owa bohaterka. Jonathan chce odkryć i rozwikłać tajemnicę - wydaje się, że bolesną, bo objętą w jego rodzinie nakazem milczenia. Wynajmuje do pomocy "przewodników od siedmiu boleści", czyli przypadkową rodzinę ukraińską, po nocach śniącą o zarobieniu kilku dolarów: "tłumacza od siedmiu boleści" Aleksa, jego upartego, wiecznie zaspanego i kłótliwego dziadka, czyli "kierowcę i przewodnika od siedmiu boleści" i "wiercącą się wiecznie" suczkę o kuriozalnym jak ona sama imieniu Sammy Davis Junior, Junior.

Cała sytuacja wydaje się początkiem dobrze opowiedzianego, absurdalnego dowcipu z rozlicznymi scenami kabaretowymi w tle. Nie może zresztą być inaczej, skoro na jednej scenie spotykają się tak farsowe postaci, jak wzdychający do Ameryki i wszystkiego co amerykańskie Aleks, opryskliwy, nietolerancyjny i ksenofobiczny dziadek, no i Jonathan - przybysz jak z Księżyca, wegetarianin, który nie ma co włożyć do ust, bo na całej Ukrainie nie ma ani kęsa bezmięsnego pożywienia. (Notabene: Foer stworzył niezwykły portret współczesnej Ukrainy - złośliwy, ale jednocześnie serdeczny i nostalgiczny; Ukraina jest dla niego egzotyczną, niedostępną, tajemniczą krainą będącą najwyraźniej dziełem innego Boga niż ten, który stworzył resztę świata).

Po co Jonathan przyjeżdża na Ukrainę? Po prostu dla zabawy, a może w poszukiwaniu przygody, przeczuwając intrygujące, detektywistycznej maści wydarzenia. Z pociągu w Kijowie wysiada chłopiec-na-wakacjach, który o historii wie pewnie tyle, ile zdążył się nauczyć z eleganckich, poprawnych politycznie podręczników, kilku filmów dokumentalnych albo jakichś powieści. Już po kilku dniach jednak, na tym samym dworcu do pociągu wsiądzie inny Jonathan - doświadczony Żyd, który odkrył swoją tożsamość, przekonał się, jak bardzo i czym obciążona jest żydowskość.

Jonathan żegnający swoich ukraińskich przyjaciół ma prawo nazwać się prawdziwym Żydem, ponieważ osobiście otarł się o tajemnicę Shoah - odbył pielgrzymkę i postawił stopę w miejscu zagłady. Zrozumiał też, że prawdziwy Żyd swoim głosem musi dawać świadectwo w imieniu wszystkich, którym głos odebrano. Wie na pewno, że napisze książkę - hołd złożony swojej rodzinie, ale przede wszystkim miejscom i ludziom, których dzisiaj nikt nie zobaczy bez "lornetki pamięci", tak jak on nie zobaczył na pustej, wieczornej łące ludnego niegdyś miasteczka Trochimbrod, zanim stara kobiecina nie wypowiedziała sakramentalnego "to tu".

Foer należy do najmłodszego pokolenia pisarzy znaczących w literaturze ślad po Holokauście, czyli nieistniejącym świecie. Przemawia jednak innym językiem niż jego wielcy poprzednicy; ma całkowicie własny pomysł na literaturę. Jego proza nie cierpi na brak słów uginających się pod własnym ciężarem, nie boi się być atrakcyjną, porywającą fikcją i nie kontempluje swojej bezsilności wobec niewyrażalnego. Jest, owszem, wielowarstwowa, bywa zabawna, często nawet rozmywa się, rozlewa na boki jakby "nie wiadomo po co". Mimo wszystko jest konstrukcją misternie utkaną i trzeba się mieć na baczności, żeby nie przegapić, nie okpić tego, co mówi się w niej szeptem albo mimochodem.

Foer jest młodzieńcem, którego ponosi pisanie, który świetnie bawi się zmyślaniem niezwykłych sytuacji i stwarzaniem światów - czasem bardziej, czasem mniej, ale prawie zawsze jakoś niemożliwych. Dlatego ta książka jest wyjątkowa: nie dlatego, że taka wybitna i doskonała, ale dlatego, że pachnie młodzieńczą wyobraźnią, niepohamowaniem i odwagą. Autor prowadzi z czytelnikiem grę: udaje, że jego powieść jest zabawna. Niebawem jednak okazuje się, że to złudzenie pierwszych stron. W miarę jak nasza pozorna wiedza o świecie pozornie odkrywana przez sprytnego Foera jest oplatana siecią coraz to większej tajemnicy, powieść zaczyna organizować się wokół napięcia, które rośnie do granic wytrzymałości. Pomiędzy lekkością języka opisującego zabawne miasteczko Trochimbrod a końcem świata, który nie zostanie zauważony, póki nie stanie w progu.

Po co Jonathan naprawdę przyjeżdża na Ukrainę? Wcale nie po to, żeby odszukać Augustynę. To tylko fikcja, którą Foer mydli nam i swojemu bohaterowi oczy. Tak naprawdę Jonathan nie odnajduje swojej straty, której przecież odnaleźć nie sposób. Amerykanin przybywa na wschodni koniec świata z (nieuświadomioną) misją niesienia pamięci, ocalania od zapomnienia. Nie chodzi już o jego rodzinę, ale o wielką i nieprzebraną pamięć zbiorową wielu narodów i kilkunastu pokoleń. Przyjeżdża jako obcy, wdziera się do skostniałego świata, który dawno już poradził sobie z wrzodem przez jednych zwanym "historią", przez innych "pamięcią". Pojawia się, żeby postawić te swoje "głupie, amerykańskie" pytania, żeby zwiedzić nieistniejące miejsca, ożywić je i odtworzyć - przede wszystkim dla innych.

Czym bowiem jest tytułowa "iluminacja"? Światło śledztwa stopniowo wydobywa z mroków zapomnienia coś innego, niż sugerowały niejasne cienie w ciemności. Obraz się komplikuje, naiwny zapał poszukiwacza prawdy odkrywa ją w innym miejscu, niż chciał, niż wszyscy chcieli(śmy). Iluminacja to koszmarna, niechciana i zabójcza, ale jednak zbawienna i oczyszczająca światłość przypomnienia; iluminacja to rozbłysk pamięci, a więc powrót do przeszłości, który niekiedy nie pozwala już na spojrzenie w przyszłość... Iluminacja jest nakazem pamiętania i odpowiedzialności - jej światło nie pozwala ukryć niczego.

Powieść przebywa daleką drogę: zaczyna się amnezją i pustką, kończy zaś przypomnieniem, któremu towarzyszą najgłębsze, bo śmiertelne uczucia. Celem jest katharsis: zżywamy się z dziwacznymi, ale takimi-jak-my bohaterami, zazdrościmy im, współczujemy, boimy się o ich losy; ich decyzje i śmierć przeżywamy jak nasze własne. Kiedy jednak kurtyna ostatniej kartki opadnie, czujemy tylko ulgę, że nie nas to dotknęło, że chociaż wiedziemy niepomiernie uboższe i mniej barwne życie, chociaż nie zawdzięcza ono tak wiele cudownym zdarzeniom, to jednak nie opłacamy go aż tak wysoko.

*


Foer splótł swoją powieść wirtuozowsko z trzech innorodnych, przenikających się tekstów. Po pierwsze jest to narracja Aleksa, w której niegramatycznie opowiada on o losach trójki poszukiwaczy. Taki styl mówienia oddaje jego słabą angielszczyznę, ale jest też przestrogą-grą: uwaga! historia, którą czytasz, jest przecedzona przez ułomne medium języka, a więc sama również jest wykoślawiona i ułomna. To poprzez taki "języko(po)twór" Jonathan kontaktuje się ze światem i poprzez niego tenże świat trafia do Jonathana. (Rodzi się podejrzenie, że większa część powieści jest dziełem parafrazy, a nie tłumaczenia).

Po drugie - mamy "beletrystyczną" powieść Jonathana stanowiącą finalny efekt poszukiwań: cudowną, rozpoczynającą się w 1791 roku historię kosmosu sprowadzonego do miasteczka Trochimbrod - miejsca, w którym Żyd Trochim wpadł onegdaj do rzeczki Brod.

Po trzecie wreszcie - listy Aleksa do Jonathana, pisane już po wyjeździe tego ostatniego do Ameryki. Listy pozornie stanowią tylko uzupełnienie książki. W rzeczywistości kryje się w nich największa tajemnica powieści i jej największy dramat.

Jonathan Safran Foer, "Wszystko jest iluminacją", przełożył Michał Kłobukowski, Warszawa 2003, Wydawnictwo W.A.B., seria Don Kichot i Sancho Pansa.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny