adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 28 (2818)
13 lipca 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej
  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Stanisław Lem
  Czesław Miłosz
  Jacek Podsiadło

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz


Komentarze

Krzysztof Kozłowski
Starachowice czyli układ władzy


Starostę powiatu starachowickiego i zarazem szefa miejskiego SLD powiązanego z miejscowym gangiem przestępczym uprzedził telefonicznie o zamierzonym przez Centralne Biuro Śledcze aresztowaniu szef powiatowego SLD, wiceszef wojewódzkiego SLD i równocześnie poseł SLD Andrzej Jagiełło. W owej rozmowie - legalnie, czyli za zgodą sądu podsłuchiwanej i nagranej przez policję - Jagiełło powołał się na informacje uzyskane od wiceministra spraw wewnętrznych i administracji Zbigniewa Sobotki, który też jest posłem SLD (a niegdyś był zastępcą członka Biura Politycznego KC PZPR). Komendant Główny policji złożył o tym wydarzeniu meldunek wiceministrowi spraw wewnętrznych i administracji nadzorującemu policję - czyli... temuż Sobotce. Prokuratura otrzymała doniesienie w kwietniu i nie zrobiła dosłownie nic. Starosta siedzi w areszcie od marca, ale jest nadal urzędującym starostą, bo radni SLD nie chcą go pozbawić stanowiska.

Gdyby nie dziennik ,,Rzeczpospolita", nadal by się w tej sprawie nic nie działo, ponieważ mamy państwo w znacznym stopniu upartyjnione, a władzę trzyma układ kolesiów. Ten układ jest niezdolny do samonaprawienia i do samooczyszczenia, póki do akcji nie wkroczą niezależne środki przekazu. Tak było w aferze Rywina, tak jest w aferze starachowickiej. Doszło do tego, że obywatele i policja muszą podsłuchiwać i nagrywać ludzi trzymających władzę i ich wysłanników, by się uchronić przed korupcyjnymi propozycjami i bezprawiem.

Anna Mateja
Konsumenci kontra geny


Niedawna decyzja Unii Europejskiej o reformie Wspólnej Polityki Rolnej nie była rewolucją, ale kompromisem między ministrami rolnictwa krajów członkowskich. I, co najważniejsze, pierwszym krokiem w kierunku rolnictwa bliższego konsumentowi: pozbawionego wysokich dotacji (od 2005 r. mają zależeć od liczby posiadanych hektarów, a nie wydajności produkcji) i w większym stopniu podlegającego regułom gospodarki wolnorynkowej (rolnicy sami będą decydować o profilu produkcji, kierując się zapotrzebowaniem rynku, a nie listą towarów wspieranych przez Brukselę). Pojawiła się też nadzieja na żywność wytwarzaną bez ton pestycydów i sztucznych nawozów: bo jeśli nie dotowano by wydajności, a większą uwagę zwracano na jakość, rolnicy straciliby motywację do intensyfikacji produkcji, kończącej się nadprodukcją mleka, wołowiny, roślin oleistych itd. Tymczasem w ub. tygodniu Parlament Europejski uchwalił ustawę nakazującą wyraźne oznaczanie żywności zawierającej więcej niż 0,9 proc. składników zmienionych genetycznie. Może to oznaczać, że po czterech latach obowiązywania moratorium na import żywności zmienianej genetycznie dopuści się ją na europejski rynek. Swoje zrobiły naciski USA, które uważają, że unijne ograniczenia dyskryminują amerykańskie towary i podważają reguły wolnego obrotu żywnością na świecie. Unia żąda dowodów, że genetyczna żywność jest nieszkodliwa i powołuje na obawy swych obywateli, z których 94 proc. domagała się oznaczenia, że w jedzeniu są geny. Spór rozstrzygnie jesienią trybunał Światowej Organizacji Handlu.

Czy Europejczycy mają powody drżeć przed udoskonaloną genetycznie soją lub marchewką? Czy powinni pójść w ślady Jose Bove, francuskiego rolnika i ekologa, który niszczył uprawy transgenicznej kukurydzy? (pozbawiono go za to wolności na 10 miesięcy). Na razie nie wydarzyło się nic takiego, co pozwoliłoby naukowcom na jednoznaczne uznanie takiej żywności za szkodliwą dla ludzi. Ale równocześnie nie potrafią oni udowodnić jej bezpieczeństwa. Biotechnologia pozwala wyhodować odmiany odporne na złą pogodę, szkodniki i choroby, bogatsze w składniki odżywcze i posiadające większe możliwości plonotwórcze, obywające się bez niekorzystnych dla środowiska nawozów czy środków ochrony. Poważne jest jednak też ryzyko zachwiania równowagi ekosystemu, dalszej industrializacji rolnictwa i podporządkowania go interesom wielkich koncernów - producentów zmodyfikowanych odmian (ONZ szacuje, że wartość unijnego rynku takiej żywności sięga blisko 5 mld dolarów rocznie i szybko wzrośnie, jeśli specjaliści uznają takie plony za bezpieczne). Dopuszczenie zmienionej genetycznie żywności na europejski rynek będzie zmianą równie doniosłą, co uchwalona reforma WPR.

Andrzej Łukowski
Dziś zamach bo jutro wybory


Dwie terrorystki-samobójczynie wysadziły się przy wejściu na lotnisko Tuszy- no w Moskwie, gdzie odbywał się festiwal rockowy. Zginęło co najmniej 18 osób. W telewizji wystąpił minister spraw wewnętrznych Borys Gryzłow. O zamach oskarżył separatystów czeczeńskich, niezadowolonych pono z wyznaczenia przez prezydenta Putina daty wyborów prezydenckich w Czeczenii na październik. Przedstawiciele separatystów odżegnali się od zamachu. Sytuacja w Czeczenii, ogłoszonej przez Kreml strefą stabilizacji i pokoju, jest nadal napięta. Prący do władzy Ahmed Kadyrow, namaszczony przez Moskwę administrator i główny pretendent do wygrania "demokratycznych" wyborów, czyni swoje porządki (wzmacnia własny klan, zwalcza inne), armia rosyjska - swoje (pacyfikacje, pokątny handel), a separatyści - swoje (zamachy na promoskiewskie władze, dopominanie się o podjęcie rozmów). W kontekście zamachu warto zwrócić uwagę na kilka niuansów. Po pierwsze, trudno będzie ustalić organizatorów zamachu, choćby dlatego że wśród zwolenników wolnej Czeczenii brak ośrodka koordynacyjnego; zamach mógł być zatem "prywatną inicjatywą" grupki desperatów. Po drugie, znamienna jest aktywna postawa ministra Gryzłowa, szefa proprezydenckiej partii "Wspólna Rosja", który zabiega o elektorat. Pomaga mu w tym dyspozycyjna państwowa telewizja (Gryzłow zajmuje ostatnio drugie - po prezydencie - miejsce pod względem częstotliwości pokazywania się na ekranie), pilnie relacjonując posunięcia niezłomnego pogromcy skorumpowanych funkcjonariuszy i mafii. Prasa twierdzi, że Gryzłow nie tylko chce doprowadzić do zwycięstwa swojej partii w grudniowych wyborach do Dumy, ale potem sam ma wystartować na prezydenta. To, że milicja nie wpuściła na teren lotniska szykujących zamach kobiet i w ten sposób zapobiegła większemu rozlewowi krwi, jest akcentowane w oficjalnych komentarzach i dodaje splendoru ministrowi. Po trzecie, Moskwa przyzwyczaiła się do życia w zagrożeniu terrorem. Po zamachu koncertu nie przerwano - ze względów bezpieczeństwa; mer stolicy nie odwołał też zaplanowanych na weekend innych masowych imprez. Trochę żal zabitych, ale przecież przedstawienie musi trwać - ze względów bezpieczeństwa, ma się rozumieć.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny