adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 28 (2818)
13 lipca 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej
  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Stanisław Lem
  Czesław Miłosz
  Jacek Podsiadło

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz



La Belle Époque

Czesław Miłosz

Był kiedyś czas nazywany Piękną Epoką - La Belle Époque. Od kilku dziesiątków lat nie było w Europie wojny. Podróżowało się bez wielkich utrudnień z kraju do kraju pociągami, o ile to możliwe, pierwszej klasy, posiadającymi wagony sypialne i restauracyjne. Niektóre z tych pociągów nazywały się ekspresy i przebywały duże przestrzenie. Na przykład Orient Express przemierzał całą południowo-wschodnią Europę aż do Konstantynopola. Gazety przynosiły wieści o coraz to nowych odkryciach, oświetlenie gazowe wydawało się już staroświeckie, wprowadzano elektryczne uliczne latarnie. Pojawiały się nowe nazwy i nowe obyczaje. Damskie kapele w kawiarnianych ogródkach, kabaret i tingiel tangiel, czyli, jakbyśmy dziś powiedzieli, dyskoteka.

Ciekawi obcych krajów, a nie mający dość pieniędzy, żeby podróżować, mogli za skromną opłatą oglądać egzotyczne krajobrazy w specjalnych lokalach pokazujących przezrocza - fotoplastikon. A nawet powstał iluzjon pokazujący śmieszne ruchome komedyjki - przodek dzisiejszego kina. Była to epoka dobrobytu - dla niektórych. Byli tacy, którzy uważali to kulturalne i spokojne życie za obrzydliwe i rzucali bomby w imię ideałów anarchizmu, choć czego właściwie chcieli - nikt nie wiedział.

Oczywiście miejsce artystów w tym spokojnym świecie było szczególne. Ich malowidła często miały w sobie odcień satyry, jak choćby w płótnach młodzieńczego Witkacego. A poeci byli melancholijni, sławili uroki śmierci i wielu z nich popełniało samobójstwa.

Tak zwane "dobre towarzystwo" było już międzynarodowe, jeździło do tych samych kurortów i miejscowości nadmorskich. Jeżdżono do wód w Karlsbadzie i Marienbadzie. Nad Atlantykiem odwiedzano Biarritz i nie wiadomo dlaczego Ostendę, bo tylko moda mogłaby wytłumaczyć chęć wysiadywania na plaży pod pochmurnym i zimnym niebem Flandrii. Mieszkańcy monarchii habsburskiej też mieli swoje morze na dalmatyńskim brzegu, gdzie słynęła Abacja. Nazwy Abacji nikt, ale to nikt już nie pamięta i brak jej nawet w encyklopediach. Po I wojnie światowej przeszła we władanie Włoch, następnie Jugosławii i otrzymała nazwę Opatija, czego dowiedziałem się od Profesora Henryka, Niezgłębionej Wiedzy, Markiewicza. Obok, w Lovranie, mieszkał dość długo dla poratowania zdrowia Stanisław Witkiewicz, ojciec Witkacego.

La Belle Époque przetrwała w satyrycznych wierszykach Boya-Żeleńskiego pisanych dla Zielonego Balonika. Przypomnijmy, że tamten czas nie był jedynie francuską la Belle Époque, że była to pora rewolucji 1905 roku i fermentu umysłowego w zaborze rosyjskim. Boy sięgał w swoich tematach również do okupowanej przez Rosjan Warszawy. Napisał wierszyk satyryczny o rozkoszach konsumpcyjnych pana Ferdynanda Hoesicka, warszawskiego felietonisty i wydawcy. W wierszu Pan Hoesick zmienia się w Pana Esika. Boy dla siebie układał słownik rymów i wierszyk o Hoesicku był dla niego dobrą okazją do ćwiczeń w rymowaniu.

Gdy skwar dopieka
Biednego człeka,
Pot po nim ścieka,
Topnieje już,
Gdzież Esik będzie,
Godniej zasiędzie,
Jak nie w Ostendzie,
Królowej mórz...

Uroczy pobyt,
Tłum pięknych kobit,
Wkoło dobrobyt,
Wszystko aż lśni;
Rozkosz przenika
Ciało Esika,
Nóżkami fika,
Ze szczęścia rży.

Nie mogę cytować całego utworu, bo jest dość długi, ale zawsze zachowuję w pamięci:

Ostryga tłusta
Wpada mu w usta,
Potem langusta,
Potem chablis:
Otwiera paszczę,
Językiem mlaszcze,
W brzuszek się głaszcze,
I dalej ji.

Albo to:

Wychodzi letki
Z cichej klozetki,
Znów na kobietki
Popatrzeć rad;
Z tłumem się miesza,
Gdzie strojna rzesza
Gwarnie pośpiesza -
Piękny jest świat!

Z pewną melancholią, bo myślę o rzeziach I wojny w Europie Zachodniej, które nastąpiły kilka lat później, cytuję opis zabawy:

Sala stłoczona,
Dyszące łona,
Nagie ramiona
Wśród fraków tła;
Tańczą skłębieni
W ciasnej przestrzeni,
Szampan się pieni,
Muzyka gra.

I dalej:

Trzęsie się buda,
Pęka obłuda:
Cóż to za uda!
Esik aż drży;
Pyta nieśmiele:
“Ma toute belle...
Rajskie wesele...
Quel est votre prix?:

Spojrzy dziewczyna:
Zamożna mina,
Duża łysina
I nóżki w "ix"
“Bez długich krzyków
Dla starych pryków
Dziesięć ludwików
C’est mon prix fixe"

Nie głupi Esik,
Swój pularesik
Zapina gdziesik,
Ochłonął w mig;
Płaci co żywo
Za małe piwo,
Z miną złośliwą
Za drzwiami znikł.

Wśród nocy chłodnej
Po plaży modnej
Idzie pogodny,
Wolny od burz;
Jeszcze dwie gruszki
Zjadł do poduszki,
Wyciągnął nóżki
I chrapie już!...


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny