adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 28 (2818)
13 lipca 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej
  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Stanisław Lem
  Czesław Miłosz
  Jacek Podsiadło

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz



Tytuł rubryki

Józefa Hennelowa


Czasem odczuwam go jak przywilej. Prawo do odrębności oceny i sądu jest w nim zagwarantowane, a czytelnika nie trzeba osobno uprzedzać, że to niekoniecznie opinia zespołu, a czasem nawet wręcz przeciwnie. I że nawet nie było dyskusji czy wymiany zdań. Korzystam z tego i tym razem - w kilku sprawach.

Po pierwsze, nie podzielam tak wielu wypowiadanych nie od dziś - także w "Tygodniku" - zachwytów nad rolą sejmowej komisji w tzw. sprawie Rywina, a już szczególnie nad rolą, jaką odgrywa fakt bezpośrednich transmisji telewizyjnych ze wszystkich posiedzeń. Za wcześnie jeszcze na podsumowania, skoro końca prac nie widać, ale entuzjastyczna ocena skutków tego spektaklu to doprawdy przesada. Cóż to za "oczyszczenie" życia publicznego (a może bodaj opinii publicznej), skoro głównym motorem kierującym widzami jest podniecenie, z jakim ogląda się igrzyska, bokserskie, gladiatorskie czy podobne. Jak "mu" przyłożą, jak będzie się bronił, jak przegra. Przy czym widz lokuje swoje sympatie i swoją solidarność tylko po jednej stronie - dotarcie do prawdy dawno przestało być najważniejsze, najważniejsza jest wygrana czy przegrana "mojej" strony. A ta wygrana może być czysto doraźna - ale powiedział, ale się stremował, ale się wygłupił. Okrzyków nie słychać, ale potem, po kolejnych scenach spektaklu idą przecież na szpalty i w eter głosy solidarności, wsparcia albo oburzenia, łącznie z wyrokami skazującymi już od razu i bez odwołania. I aktorzy tego spektaklu, posłowie komisji dobrze o tym wiedzą. Przecież cały czas działają kamery i mikrofony. Liczy się każdy niuans głosu, każdy szczegół mimiki. Używa się tych chwytów z pełną świadomością. Obraz i dźwięk jeszcze bardziej odbiorcę podnieca - śledzi tak jak na ringu zachowanie "swojego" i "wroga". Naprawdę, nie spodziewam się takiego "oczyszczenia atmosfery", jakie przynoszą burze w przyrodzie. One zresztą trwają krótko, a komisja rozwleka swoją prace coraz bardziej i tylko dziennikarze telewizyjni mają satysfakcję gwarantowanej pracy.

Inny fakt, wobec którego chcę zgłosić votum separatum (nie będąc zresztą w tym samotna), to sprawa skazującego wyroku dla byłego prezydenta Wrocławia za "narażenie majątku publicznego na straty". Przez trzy lata walczył - jako gospodarz miasta - o korzystną dla miasta interpretację niejasnych przepisów w płaceniu VAT. Otrzymawszy decyzję o konieczności zapłacenia - zrobił to. Zapłacono także zaległe odsetki. A mimo to oskarżono go dokładnie tak, jak oskarża się autentycznych malwersantów. Stając przed sądem sam zrzekł się immunitetu, zamiast za niego się schować. I - dostał wyrok skazujący (tyle że więzienie w zawieszeniu). Ma za swoje, a my mamy lekcję: lepiej nie robić nic dla żadnej służby publicznej, bo za bierność i bezczynność przynajmniej nie ukarze cię nikt, a twojego nazwiska nie wmieszają między nazwiska prawdziwych złodziei publicznego grosza (taką dyskusję telewizyjną już sama słyszałam). Jeśli tak będzie wyglądała coraz szumniej głoszona "walka z korupcją", to dziękuję.

I jeszcze jeden temat, aż gorący od aktualności, i bliski, bo krakowski. To uchwała senatu UJ, uznająca, że pracownicy uniwersytetu nie powinni wykładać w innych szkołach wyższych w Krakowie. "Dorabianie w konkurencyjnych ośrodkach senatorowie uznali za nieetyczne" - tak jeden z dziennikarzy streścił uchwałę. Smutno jakoś. Bo owszem, są nadużycia w pogoni za zarobkiem - owo zatrudnianie się w wielu na raz szkołach wyższych, owe opuszczane wykłady i zajęcia, bylejakość wielu odpowiedzialnych zadań, takich jak poziom seminariów czy poziom pieczy nad magistrantami i doktorantami. Ale generalizacja owej uchwały budzi pytanie, wiele pytań. Czy chodzi o utrącenie "dorabiania", choćby było ono konieczne wobec smętnych uposażeń pracownika naukowego? Czy sednem sprawy jest owo potraktowanie innych wyższych uczelni Krakowa jako "konkurencyjnych"? Dlaczego w takim razie mowa jest tylko o uczelniach krakowskich, a nie ma sprzeciwu wobec ewentualnego "dorabiania" pracowników UJ poza Krakowem? I czemu już zapowiada się wyjątki, które nie będą zmuszały do takich wyborów, uczelnie pozostające poza tymi wyjątkami tym bardziej niezrozumiale piętnując? Chciałoby się, by atmosfera w naukowych gremiach Krakowa nie została zmarnowana, by nie zatruło jej rozgoryczenie ani zawiść, tylko staranie o najbardziej owocną współpracę i koegzystencję. Nie ja jedna takiej nadziei nie porzucam.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny