dotb.gif

„TP”, Nr 27 (2817), 6 lipca 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2817/wiara04.php


Blizny po krucjatach

Ks. Jan Kracik


Nie jest to jeszcze jedna historia wypraw krzyżowych. Współpracujący z włoską prasą i telewizją Gad Lerner odbył podróż szlakiem I krucjaty w jej dziewięćsetlecie. W książce znalazło się osiem reportaży z najważniejszych miejsc wyprawy oraz rozmowa z Franco Cardinim, najlepszym we Włoszech znawcą krucjat i "katolickim tradycjonalistą".

Reportaże zawierają nieco informacji historycznych, przetykanych impresjami, zadumą, pytaniami bez odpowiedzi. Bo oto ustanowiony przez papieża przewodnikiem krzyżowców biskup Ademar z Le Puy "przeobraził się w zbrojnego hierarchę i odznaczył się męstwem w walce z Turkami". Cisza burgundzkich klasztorów i wychodzące z nich "wezwanie do wojny, aż po ten monstrualny twór, który powiązał życie wojskowe i zakonne" u templariuszy, joannitów, krzyżaków. Jednym z najbardziej wpływowych propagatorów tej niebezpiecznej syntezy był św. Bernard z Clairvaux. Czemu dziś tylu pokojowo przecież i ekumenicznie nastawionych zakonników broni do ostatka duchowej wielkości człowieka, który zagrzewał do krucjat, tłumacząc, że zabijanie w nich wrogów to nie mężobójstwo, lecz złobójstwo? Czemu w tym czy innym tomie katolickich studiów o wyprawach krzyżowych trudniej o krytyczną ich ocenę niż o zachętę do uwzględnienia kontekstów i uwarunkowań epoki? Pytania takie dyktuje historia, a to, czy bezpośrednio formułuje je chrześcijanin, czy "lewicowy Żyd" (jak określa siebie Autor), nie ma już znaczenia.

Prawie połowę tej szczupłej książki zajmuje rozmowa dziennikarza z historykiem. Nie jest to odpytywanie, ale dyskusja, w której ostrość widzenia pierwszego współdziała z erudycją drugiego. Dialog nie dotyczy faktów, lecz ich ocen i narosłych wokół nich problemów. Co ważniejsze niż myśl zapisana przez Autora na widok niezliczonych minaretów wyrastających dziś na równinach Antiochii, w której - według Dziejów Apostolskich - uczniów Jezusa po raz pierwszy nazwano chrześcijanami: "Historyczny paradoks wielkiej światowej religii, która wyschła wokół swoich pierwotnych korzeni". W 1097/98 r. krzyżowcy zdobyli miasto po 7 miesiącach oblężenia. Jerozolima wpadła w ich ręce 15 lipca 1099 r. Była rzeź mieszkańców i grabieże, potem pobożne wzruszenia przy Grobie Pańskim. Jak to wszystko było możliwe? - powraca pytanie w rozmowie obu panów. I jak pogodzić wielowiekową katolicką apoteozę krucjat z przepraszaniem za nie przez Jana Pawła II? Wywołuje to opór kościelnych integrystów, dla których uczestnikami wypraw krzyżowych kierowało bardziej mistyczne tchnienie niż ziemskie pobudki. Może Urban II, Gotfryd z Bouillon, św. Bernard przewracają się dziś w grobie z powodu owych przeprosin? A jak dziś funkcjonują inne ahistoryczne spojrzenia na krucjaty? Pytań jest wiele.

Obaj rozmówcy potrafią słuchać racji drugiego, spierać się lub godzić na wspólne opinie. Że idea świętej wojny ma nie tylko muzułmańskie, ale i chrześcijańskie pochodzenie. Że ci, co dziś zarzucają islamowi brak tolerancji, zapominają, jak długo uczył się jej sam Kościół. Że łacinnicy byli nastawieni bardziej przyjaźnie do muzułmanów niż do prawosławnych. Ci zaś w XV w. woleli żyć pod panowaniem Turków niż katolików, bowiem pierwsi "szanowali ich przekonania i zostawiali ich w spokoju". Lerner docieka przejawów przemocy zachodnich chrześcijan, Cardini wskazuje, że i wschodni mieliby za co przeprosić. Choćby za tradycyjną uległość wobec władz państwowych, w Konstantynopolu czy później w Moskwie.

Czytelniczy udział w takiej wymianie zdań na wielki, a kontrowersyjny temat historii stanowi tejże historii lekcję pouczającą i ciekawą.

© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl