dotb.gif

„TP”, Nr 27 (2817), 6 lipca 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2817/wiara02.php


Pytanie o styl

Ks. Adam Boniecki


Spór George'a Weigla z Jarosławem Makowskim polega chyba na nieporozumieniu, wynikłym być może z niedostatków przekładu recenzji na angielski. Wszak Makowski, pisząc o zarzucie fanatyzmu, nie adresuje go do autora "Świadka nadziei" - wprost przeciwnie, z niejakim uznaniem podkreśla, że "[Weigel] nie baczy na takie koszta", przystępując do obrony prawdy związanej z nauczaniem Kościoła.

Wyjątkowa (przynajmniej w Polsce) jest sytuacja, w której autor książki polemizuje z recenzentem. Co dziwniejsze, ta książka przecież została zaadresowana do katolików, którzy "nie są pewni tego, czego Kościół naucza i dlaczego tego naucza...", a Makowski reaguje niejako w imieniu takich właśnie katolików, zgłaszając wątpliwości, czy rzeczywiście wykład George'a Weigla jest tożsamy w wykładem Kościoła. Autor powinien się ucieszyć, tymczasem reaguje irytacją.

Makowski nie jest gołosłowny. Jako przykład przytacza sposób potraktowania sporu wokół deklaracji "Dominus Iesus". Według Weigla wszelkie zarzuty stawiane deklaracji (dokumentowi - podkreśla - "najważniejszej kongregacji Kościoła katolickiego") są albo nieporozumieniem, albo wyrazem "mdłej politycznej poprawności". Makowski ośmiela się w to wątpić i bynajmniej nie kwestionując doktrynalnego przekazu zawartego w treści dokumentu przypomina, że nad sposobem wyrażenia tej treści ubolewali ówczesny przewodniczący Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan kard. Cassidy, jego następca na tym stanowisku kard. Walter Kasper i inni.
Nie, Makowski nie uważa za fanatyków - jak mu chce wmówić Weigel - ani autorów Katechizmu Kościoła Katolickiego, ani kardynała Ratzingera. Zwraca nawet uwagę, że podczas gdy dla Weigla katolickie rozumienie określenia "Kościół" odnosi się wyłącznie do Kościoła rzymskokatolickiego, to w omawianym dokumencie obejmuje również prawosławie, o czym Weigel nie wspomina.
Konstanty Gebert w ostatnio wydanej książce ("54 komentarze do Tory") przytacza midrasz, który pyta "czy Adam ma swój udział w grzechu Ewy także i przez to, że zaostrzył zakaz Boży? Wszak Pan zabronił mu jedynie spożywać wiadomego owocu, on jednak swojej żonie nakazał, by go wręcz nie dotykała. Nakłoniona przez węża dotknęła, a dopiero, gdy się nic nie stało - zerwała". Czyżby więc - pyta Gebert - "nadmiar gorliwości w przestrzeganiu prawa mógłby sam prowadzić do grzechu?"

Z pewnością morał midraszu nie odnosi się do całej książki "Czym jest katolicyzm?", a już na pewno nie do poruszanych w niej zagadnień moralnych. Problem jednak w tym, że Weigel zakłada, iż jego wykład równa się nauczaniu Kościoła. Makowski stara się wykazać, że często jest to wykład nauki katolickiej, ale w rozumieniu George'a Weigla, i że niekoniecznie stosunek do tego ostatniego znaczy to samo, co stosunek do nauczania Kościoła (w zapale polemicznym nie dopowiadając, że w książce jest wiele cennych myśli).
Apostrofa amerykańskiego pisarza pod adresem polskiego katolicyzmu, który według niego ma szansę pokazania światu, jak być "Kościołem w świecie współczesnym", jest bardzo sympatyczna i pewnie w jakimś stopniu uzasadniona. Jednak także w Polsce nie do uniknięcia jest (będzie?) konfrontacja z tym wszystkim, co niesie nasz czas. Nie żyjemy na samotnej wyspie i prawdopodobnie pytania Makowskiego dręczą także wielu innych ludzi. Wśród nich na pierwszy plan wysuwa się pytanie o "styl", w jakim wierzący mają mówić o swojej wierze tak, żeby byli rozumiani.

© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl