adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 27 (2817)
6 lipca 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej

  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Stanisław Lem
  Czesław Miłosz
  Jacek Podsiadło

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz



Pytanie o styl

Ks. Adam Boniecki


Spór George'a Weigla z Jarosławem Makowskim polega chyba na nieporozumieniu, wynikłym być może z niedostatków przekładu recenzji na angielski. Wszak Makowski, pisząc o zarzucie fanatyzmu, nie adresuje go do autora "Świadka nadziei" - wprost przeciwnie, z niejakim uznaniem podkreśla, że "[Weigel] nie baczy na takie koszta", przystępując do obrony prawdy związanej z nauczaniem Kościoła.

Wyjątkowa (przynajmniej w Polsce) jest sytuacja, w której autor książki polemizuje z recenzentem. Co dziwniejsze, ta książka przecież została zaadresowana do katolików, którzy "nie są pewni tego, czego Kościół naucza i dlaczego tego naucza...", a Makowski reaguje niejako w imieniu takich właśnie katolików, zgłaszając wątpliwości, czy rzeczywiście wykład George'a Weigla jest tożsamy w wykładem Kościoła. Autor powinien się ucieszyć, tymczasem reaguje irytacją.

Makowski nie jest gołosłowny. Jako przykład przytacza sposób potraktowania sporu wokół deklaracji "Dominus Iesus". Według Weigla wszelkie zarzuty stawiane deklaracji (dokumentowi - podkreśla - "najważniejszej kongregacji Kościoła katolickiego") są albo nieporozumieniem, albo wyrazem "mdłej politycznej poprawności". Makowski ośmiela się w to wątpić i bynajmniej nie kwestionując doktrynalnego przekazu zawartego w treści dokumentu przypomina, że nad sposobem wyrażenia tej treści ubolewali ówczesny przewodniczący Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan kard. Cassidy, jego następca na tym stanowisku kard. Walter Kasper i inni.
Nie, Makowski nie uważa za fanatyków - jak mu chce wmówić Weigel - ani autorów Katechizmu Kościoła Katolickiego, ani kardynała Ratzingera. Zwraca nawet uwagę, że podczas gdy dla Weigla katolickie rozumienie określenia "Kościół" odnosi się wyłącznie do Kościoła rzymskokatolickiego, to w omawianym dokumencie obejmuje również prawosławie, o czym Weigel nie wspomina.
Konstanty Gebert w ostatnio wydanej książce ("54 komentarze do Tory") przytacza midrasz, który pyta "czy Adam ma swój udział w grzechu Ewy także i przez to, że zaostrzył zakaz Boży? Wszak Pan zabronił mu jedynie spożywać wiadomego owocu, on jednak swojej żonie nakazał, by go wręcz nie dotykała. Nakłoniona przez węża dotknęła, a dopiero, gdy się nic nie stało - zerwała". Czyżby więc - pyta Gebert - "nadmiar gorliwości w przestrzeganiu prawa mógłby sam prowadzić do grzechu?"

Z pewnością morał midraszu nie odnosi się do całej książki "Czym jest katolicyzm?", a już na pewno nie do poruszanych w niej zagadnień moralnych. Problem jednak w tym, że Weigel zakłada, iż jego wykład równa się nauczaniu Kościoła. Makowski stara się wykazać, że często jest to wykład nauki katolickiej, ale w rozumieniu George'a Weigla, i że niekoniecznie stosunek do tego ostatniego znaczy to samo, co stosunek do nauczania Kościoła (w zapale polemicznym nie dopowiadając, że w książce jest wiele cennych myśli).
Apostrofa amerykańskiego pisarza pod adresem polskiego katolicyzmu, który według niego ma szansę pokazania światu, jak być "Kościołem w świecie współczesnym", jest bardzo sympatyczna i pewnie w jakimś stopniu uzasadniona. Jednak także w Polsce nie do uniknięcia jest (będzie?) konfrontacja z tym wszystkim, co niesie nasz czas. Nie żyjemy na samotnej wyspie i prawdopodobnie pytania Makowskiego dręczą także wielu innych ludzi. Wśród nich na pierwszy plan wysuwa się pytanie o "styl", w jakim wierzący mają mówić o swojej wierze tak, żeby byli rozumiani.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny