adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 27 (2817)
6 lipca 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej

  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Stanisław Lem
  Czesław Miłosz
  Jacek Podsiadło

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet


Prasa zagraniczna

Iran: bunt młodzieży i bomba A


Irańscy studenci musieli przegrać. Ich trwające przez kilkanaście dni protesty, które zaczęły się od żądań o charakterze ekonomicznym (władze postanowiły sprywatyzować kilka uczelni, co wywołało niezadowolenie) i przerodziły w bunt polityczny pod hasłem wolności, zostały po części spacyfikowane siłą - aresztowano 250 osób, które dziennik TEHRAN TIMES (z 18 czerwca; www.tehrantimes.com), podobnie jak reszta oficjalnej prasy, nazywa "kontrrewolucjonistami i chuliganami" - po części zaś rozładowane mediacjami. Protesty studenckie - traf chciał, że zbiegające się w czasie z napięciem międzynarodowym wokół Iranu i deklaracjami, że USA nie będą tolerować irańskich prac nad bombą atomową - nie okazały się wstępem do politycznych zmian.

Jednak studentom udało się coś osiągnąć: ich protest zadziałał jak papierek lakmusowy. MIDDLE EAST MEDIA RESEARCH INSTITUTE (międzynarodowy instytut ds. Bliskiego i Środkowego Wschodu; www.memri.org) dowodzi w swej analizie, że zdławienia demonstracji domagali się zgodnie zarówno irańscy "konserwatyści", jak i "reformatorzy", jak określa się dwie rywalizujące grupy w elitach władzy. W ten sposób studencki bunt pokazał granice trwającego od kilku lat eksperymentu: prób nie tyle demokratyzacji, co ostrożnego wprowadzania w Iranie elementów pluralizmu, ale nadal w warunkach ustrojowych Republiki Islamskiej - tego "państwa bożego", posiadającego wprawdzie konstytucję, parlament z wyboru i rząd, ale poddane kontroli duchownych (ajatollahów), stojących na straży "rewolucji islamskiej". Próby takiego "otwarcia" zaczęły się w połowie lat 90., gdy prezydentem Iranu został Mohammed Chatami, uważany za lidera "reformatorów"; w 2001 r. Chatami został ponownie wybrany prezydentem (dostał aż 77 proc. głosów). Dziś jednak studenci uznali najwyraźniej, że projekt Chatamiego nie powiódł się. Potwierdza się natomiast to, o czym spekulowano od pewnego czasu: że w obliczu problemów gospodarczych i społecznych oraz oporu "konserwatystów" (pod wodzą ajatollaha Chamenejego; to pod jego adresem studenci skandowali: "Śmierć Chamenejemu") obie frakcje zawarły kompromis - i że w imię stabilności oraz kanalizowania społecznych frustracji nie będą ruszać systemu, w którym instytucje demokratyczne sąsiadują z autorytarnymi. Dziś politycy z obu frakcji nie pozostawiają wątpliwości, że ruch studencki musi zostać zdławiony. Tak mówi nawet Chatami: uważana za "reformatorską" gazeta ENTEKHAB (z 10 czerwca) opublikowała oświadczenie prezydenta, że oczekuje on od sił porządkowych, iż "postawią tamę buntownikom". Charakterystyczne, że "konserwatyści" i "reformatorzy" zgodnie występują też w innej sprawie, która dziś jest w centrum uwagi: obie grupy popierają irański program atomowy. Oczywiście, budowana w Busher siłownia (uruchomienie pierwszego reaktora planuje się na koniec br., a produkcję energii na 2005 r.) i instytuty badawcze - w Natan (ośrodek wzbogacania uranu) i Arak (zakład produkcji ciężkiej wody) - oficjalnie zajmują się cywilnym wykorzystaniem tej energii. INSTYTUT POLITYKI ZAGRANICZNEJ I BEZPIECZEŃSTWA z Berlina (doradzający rządowi Niemiec; www.swp-berlin.org) zwraca jednak uwagę, że z gospodarczego punktu widzenia wszystkie te instalacje nie mają sensu. Sensowne stają się natomiast, jeśli ich celem ma być stworzenie infrastruktury do produkcji bomby. Instytut podkreśla też, że polityka ta jest konsekwentna: początki programu atomowego sięgają rządów szacha, obalonego w 1979 r. - już wtedy Iran chciał zbudować bombę atomową. Po objęciu władzy przez duchownych pod wodzą ajatollaha Chomejniego program wstrzymano, ale w 1984 r. podjęto na nowo.

Dziś Iran odmawia wpuszczenia międzynarodowych inspektorów, którzy mieliby ocenić wiarygodność zapewnień o jego cywilnym charakterze. Bomba atomowa w rękach ajatollahów, popierających organizacje terrorystyczne i mających związki z Al-Kajdą (w ostatnich miesiącach władze irańskie, na dowód dobrej woli, aresztowały lub wydaliły kilkaset osób podejrzanych o związki z organizacją bin Ladena) - taka perspektywa budzi niepokój w USA i stolicach europejskich (tym razem także Unia Europejska grozi Iranowi "konsekwencjami"). I w Izraelu, gdzie pojawiają się deklaracje, iż "irański reaktor nigdy nie zostanie uruchomiony". W domyśle: Izrael gotów jest go zniszczyć, tak jak zniszczył w 1981 r. iracki reaktor w Osiraku.

Wkrótce, 9 lipca, przypada czwarta rocznica wielkich demonstracji studenckich w Teheranie, krwawo stłumionych. Największa organizacja studentów zwróciła się do władz o pozwolenie na przeprowadzenie rocznicowej demonstracji. Pozwolenia nie dostali. Czy znowu wyjdą na ulice?

WP


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny