adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 27 (2817)
6 lipca 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej

  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Stanisław Lem
  Czesław Miłosz
  Jacek Podsiadło

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet



Prasa krajowa

Pieniądz stabilny jak prawo


Każdy obywatel ma prawo do korzystania ze stabilnej waluty, tak samo jak ma prawo do stabilnego ustawodawstwa - mówi w Businessman Magazine (6) Jacek Rostowski, profesor ekonomii na Uniwersytecie Środkowoeuropejskim w Budapeszcie i członek Rady Instytutu CASE.

Banki centralne - uchodzące za gwarant stabilności pieniądza - są dziś tak niezależne, jak nigdy w historii. Skąd ta zmiana? Do początku lat 90. w wielu krajach banki te podlegały rządom. Pojawiał się stały cykl: na dwa lata przed wyborami zabiegające o ponowną elekcję rządy luzowały politykę monetarną. W efekcie rosła aktywność gospodarcza i spadało bezrobocie. Rządy rzeczywiście miały więc sporą szansę na sukces w wyborach. Bo choć równocześnie pojawiała się groźba inflacji, to ten skutek pojawia się z natury nieco później. W sumie jednak inflacja z czasem stopniowo wzrastała - wszak wyprowadzanie gospodarki na prostą trwa dłużej niż jej psucie. Cykliczność taka była mniej niebezpieczna w państwach ze strukturą federalną, gdzie wybory odbywają się częściej - choćby w USA prezydent jest wybierany co cztery lata, Kongres co dwa, a Senat co sześć i to nie cały, bo 1/3 Senatu zmienia się co dwa lata. To są zbyt krótkie cykle polityczne, by naciski na bank miały sens. Stąd jego niezależność. W przypadku krajów politycznie jednolitych zagrożenie jest już jednak większe.

Jest i teoria niestandardowa wzrostu roli banków centralnych. Wedle niej cel inflacyjny określa wprawdzie demokratycznie wybrany rząd, ale decyzję, jak ten cel osiągnąć, podejmuje już niezawiśle bank. A ponieważ żaden rząd nie przyzna się, że chce wysokiej inflacji, więc nie ma zagrożenia dla niezależności banku. To tradycja anglosaska.

W Unii Europejskiej stabilny pieniądz jest uważany za jedno ze wspólnych dóbr. Każdy obywatel ma prawo do korzystania ze stabilnej waluty, tak samo jak musi mieć dostęp do niezawisłego sądu. Przyjmuje się, że obywatel wchodzi w kontrakt z innym obywatelem jedynie przy założeniu, że wartość pieniądza będzie stabilna - jak prawo. Stąd też bank centralny jest niezależnym elementem struktury państwa - i to on decyduje o celu inflacyjnym. Konstytucja III RP, przyznając Narodowemu Bankowi Polskiemu niezależność, nawiązuje do tradycji europejskiej. Decyzja ta jest też zakorzeniona w początkach polskiej demokracji: w I Rzeczypospolitej gwarantowaliśmy wolność, dzieląc władzę wykonawczą. Przykładem reguła dożywotniego mianowania Hetmanów Koronnego i Polnego czy Wielkiego Kanclerza - chodziło o zapewnienie ich niezależności od bieżącej polityki. Ponadto stworzenie po 1989 r. w Polsce niezależnego banku centralnego służyć miało zduszeniu kolosalnej inflacji: władze polityczne były zbyt słabe, by ten cel osiągnąć same.

Co równie ważne: koszty walki z inflacją zależą od tego, czy zamysł ten postrzegany jest przez obywateli jako wiarygodny plan, czy też jako mrzonki. Im bardziej jest wiarygodny, tym niższa jest jego cena społeczna. Jeśli przyjąć, przykładowo, że okres potrzebny dla dezinflacji to 10 lat, a wybory są co 5 lat, to nawet jeśli na początku wszyscy chcą spadku inflacji, nie wiadomo, czy po 5 latach - gdy pojawią się trudne do przewidzenia koszty restrykcyjnej polityki finansowej - nastroje te się utrzymają. Dlatego właśnie potrzebny jest niezależny bank, który przez całe 10 lat, bez żadnych wahnięć, będzie się koncentrował na celu inflacyjnym ustalonym demokratycznie na początku tego okresu.

Nie jest to bynajmniej sprzeczne z demokracją: chodzi tylko o to, że niektóre cele ważne dla państwa nie są do osiągnięcia w terminie kilkuletnim - i dla tych celów trzeba ustalić osobny terminarz wyborów. Na tym polega rozdział władzy wykonawczej od monetarnej, to także metoda na zażegnanie jednej ze słabości demokracji, wynikającej z nieprzystosowania okresów wyborczych do niektórych procesów zachodzących w państwie. Ten mechanizm pozwoliłby przywrócić pieniądzom należne im znaczenie. Aby było naprawdę demokratycznie, ludzie co 10 lat musieliby w referendum ustalać, za jaką inflacją opowiadają się na następną dekadę.

KB


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny