dotb.gif

„TP”, Nr 27 (2817), 6 lipca 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2817/main03.php

Papież o przyszłości kontynentu

Nadzieja dla Europy

Ks. Adam Boniecki


Wobec dechrystianizacji Papież nie sięga po reformy strukturalne, zmiany "technik" duszpasterskich. Kościół, który do niedawna swą działalność opierał na współpracy z instytucjami świeckimi, dziś wraca do czasów sprzed Edyktu Mediolańskiego, kiedy nie do pomyślenia było, że chrześcijanin może być cesarzem.

Posynodalne adhortacje papieskie są adresowane do biskupów, kapłanów, osób konsekrowanych i wiernych świeckich. Nie ma wśród nich, jak wśród odbiorców encyklik, "wszystkich ludzi dobrej woli". Są więc adhortacje dokumentem kościelnym, wewnętrznym. Warto przy lekturze najnowszej, "Ecclesia in Europa" ("Kościół w Europie", ogłoszonej w sobotę 28 czerwca), pamiętać, że Papież zwraca się do katolików; że zakłada wspólną troskę o los Kościoła i że przemawia w kategoriach wiary.

Adhortacja jest owocem zgromadzenia Synodu Biskupów poświęconego Europie w październiku 1999 r. Zebrane tu przemyślenia kolegium biskupów mają rangę magisterium papieskiego. Czytamy o nadziei dla Europy, o tym, że tą nadzieją jest żyjący w Kościele Jezus Chrystus. Papież pisze o przyszłości: "Europa dziś nie może się po prostu odwoływać do dawnego chrześcijańskiego dziedzictwa, musi być w stanie na nowo zdecydować o swojej przyszłości w spotkaniu z osobą i przesłaniem Jezusa Chrystusa".

Jan Paweł II bierze za przewodnika Księgę Apokalipsy. Jej fragmenty otwierają kolejne rozdziały dokumentu. Ale i obraz świata w tym dokumencie jest iście apokaliptyczny. Nawet Kościół w Europie zdaje się - czytamy w dokumencie - ulegać pokusie rozpaczy. Zewsząd płyną niepokojące sygnały: pamięć chrześcijańskiej przeszłości zanika, w miejsce wiary szerzy się praktyczny agnostycyzm i religijna obojętność, oblicze Europy tworzy się na nowo wymazując rysy chrześcijańskiego dziedzictwa. Czcigodne symbole chrześcijańskiej przeszłości zamieniają się - w miarę umacniania się sekularyzmu - w zabytkowe ruiny. Coraz trudniej łączyć wiarę w Chrystusa z codziennym życiem. Niewiara staje się czymś samym przez się zrozumiałym, podczas gdy wiarę uzasadnia się racjami społecznymi, które nie są ani oczywiste, ani wystarczające. Przyszłość budzi w ludziach lęk: spada liczba urodzeń, spada liczba powołań kapłańskich i zakonnych, młodzi lękają się sięgających w przyszłość definitywnych zobowiązań - stąd kryzys instytucji małżeństwa. Rozpadają się związki międzyludzkie, dominuje poczucie samotności. Wybuchają walki etniczne, rasizm i napięcia międzywyznaniowe. Małe społeczności są coraz bardziej egocentryczne, a pierwsze miejsce w hierarchii wartości zajmują własne interesy i przywileje. Procesy globalizacyjne zamiast ludzi łączyć, dzielą ich i prowadzą do zepchnięcia na margines słabszych i bezbronnych. U korzeni tych zjawisk leży antropologia bez Boga i bez Chrystusa, uznająca za absolutne centrum rzeczywistości - człowieka. Rośnie nihilizm w filozofii, relatywizm poznawczy i moralny. Tak, kultura Europy ma kształt "milczącej apostazji". Człowiek w niej żyje tak, jakby Bóg nie istniał. Szczęścia oczekuje w raju, który ma stworzyć nauka, w hedonistycznej konsumpcji, narkotykach i ezoterycznych ruchach, takich jak różne odmiany New Age, bez odniesienia do transcendencji. A zawiedzione nadzieje i frustracje przybierają postać agresji i przemocy.

W tym apokaliptycznym krajobrazie "cywilizacji śmierci" są nieśmiałe znaki nadziei: odzyskanie wolności przez niektóre Kościoły, jakieś przejawy międzynarodowej solidarności, jednoczenie się Europy i powolne kształtowanie się europejskiej świadomości. Są świadectwa męczenników za wiarę, są współcześni święci, zdarzają się żywe parafie, grupy modlitwy, nowe ruchy i wspólnoty, które pomagają praktykować radykalizm Ewangelii. Są postępy na drodze dialogu ekumenicznego. Ale czy to wystarczy? W jaki sposób na nowo ukazać Europie źródło nadziei - Jezusa Chrystusa, który zda się - jak podczas burzy na jeziorze - pozostawać uśpiony na dnie łodzi?

Papież nie proponuje duszpasterskich nowości. Nawet ostrzega przed pokusami aktywizmu. Proponuje jedno: chrześcijanie Europy mają żyć w takiej łączności z Chrystusem, by On był w nich dostrzeżony. Liturgii mają nadać jej właściwy sens, uprawiać wewnętrzną modlitwę, adorować Chrystusa i słuchać Słowa. Mają się nawrócić "na polu ekumenizmu", doceniając to, co chrześcijan łączy, pozbywając się uprzedzeń, wytrwale, z miłością prowadząc dialog. Wspólnoty mają sprawować liturgię tak, by była przedsmakiem nieba, księża - nauczać i służyć Ewangelii nadziei. Celibat ma być znakiem nadziei i całkowitego oddania się Bogu - żadna zmiana prawa kościelnego w tej dziedzinie nie rozwiąże problemów z brakiem powołań. Udział kobiet w życiu i misji Kościoła ma być większy niż dotychczas, z dostępem do wszelkich funkcji kościelnych, które tylko są dostępne dla świeckich.

Głoszenie Ewangelii nadziei tym, którzy nie znają Chrystusa i tym, którzy są ochrzczeni, ale wiara ich została zdeformowana przez świecką, pozbawioną nadprzyrodzonego wymiaru interpretację i których życie pozostaje odległe od chrześcijaństwa, ma się dokonywać przez wiarygodne świadectwo. Nadszedł czas, by od wiary podtrzymywanej obyczajem społecznym przejść do wiary dojrzałej, osobistej i oświeconej, wybranej przez każdego z przekonania. Wiarę należy kultywować, a to wymaga dogłębnej katechezy. Głoszenie Europie Ewangelii nadziei wyrazi się w dialogu z innymi religiami, zwłaszcza z judaizmem ("każda wspólnota kościelna ma, na ile pozwalają okoliczności, prowadzić dialog i współpracę z wierzącymi wyznawcami religii żydowskiej"), we współpracy z niewierzącymi i wymagającym szczególnej mądrości dialogu z islamem, a także przez działalność chrześcijan na polu kultury i sztuki, mediów, w prowadzeniu katolickich szkół, w wyruszaniu na misje, w których należy działać w duchu szacunku dla zastanych wierzeń, nie prozelityzmu.

Ewangelię nadziei Kościół ma głosić przez świadectwo miłości wobec biednych, bezrobotnych i chorych. Ma głosić prawdę o małżeństwie i rodzinie, tak ważną wobec zamieszania powodowanego rozciąganiem tych określeń na różne rodzaje współżycia, także homoseksualne. Kościół ma otoczyć miłością samotne matki, rozwiedzionych i powtórnie zaślubionych i niestrudzenie bronić "Ewangelii życia". Ma być opiekunem i obrońcą imigrantów oraz wszystkich uciśnionych. Ma głośno ujawniać wszelką niesprawiedliwość.

Nade wszystko jednak Kościół w Europie musi być Kościołem, który się modli, który przez prawidłowo sprawowaną liturgię przywraca ludziom zmysł tajemnicy, celebruje sakramenty, zwłaszcza praktykowany indywidualnie sakrament przebaczenia (należy obudzić też świadomość grzechu), który w wielu krajach wymaga ożywienia.

Takie określenie miejsca Kościoła w Europie zdaje się nie wychodzić poza przypomnienie elementarnych zasad chrześcijańskiego życia. Jednak w tym pozytywnym obrazie jest coś dramatycznego. Kościół, który do niedawna swą działalność opierał na współpracy z instytucjami świeckimi, który sam był instytucją znaczącą, dziś wraca do początków, do czasów sprzed Edyktu Mediolańskiego, kiedy nie do pomyślenia było, że chrześcijanin może być cesarzem (jak potem, że chrześcijaninem może nie być). Okazuje się, że jedyną siłą, którą dysponuje, jest Pan Jezus Chrystus. Dziś Kościołowi pozostała "tylko" wiara przenikająca życie wspólnot, poświadczona życiem. I nad tym Papież nie boleje, bo tak być powinno, taki jest właściwy sposób istnienia Kościoła. Czyżby w Europie, żyjąc, zależnie od kraju, w większym, lub mniejszym dobrobycie Kościół o tym wszystkim zapomniał?

Rozdział szósty i zarazem ostatni adhortacji napisany jest nieco inaczej. To europejska, rozwinięta wersja pamiętnego wołania sprzed 25 lat: "Nie lękajcie się otworzyć drzwi Chrystusowi". Jan Paweł II omawia w nim filozofię zjednoczonej Europy, potem jej prawodawstwo, wreszcie rolę poszczególnych europejskich instytucji. Ukazuje bardzo konkretnie wizję zjednoczonej Europy. "Z pełnym szacunkiem dla świeckości instytucji unijnych" upomina się o uwzględnienie w traktacie konstytucyjnym praw Kościołów i wspólnot religijnych.

Ten rozdział, pełen szczegółów, wymaga osobnej analizy. Być może jednak nie tak bardzo odbiega on od reszty dokumentu. Jest postawieniem kropki nad "i". Mówi Europie o tym, jak ogromną szansą jest dla niej przesłanie Ewangelii, z którego wyrosła.

© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl