adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 27 (2817)
6 lipca 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej

  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Stanisław Lem
  Czesław Miłosz
  Jacek Podsiadło

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet

Listy antykoncepcja


Jakie wartości chroni zakaz stosowania antykoncepcji, tak stanowczo i wielokrotnie głoszony przez Urząd Nauczycielski Kościoła? Publikowane w "TP" nr 22/2003 artykuły Artura Sporniaka ("Seks, miłość i antykoncepcja") oraz o. Karola Meissnera OSB ("Niewłaściwe pytanie") rozpoczęły dyskusję, poszukującą odpowiedzi na to pytanie. Wszystkie teksty oraz listy na ten temat są dostępne na naszej stronie internetowej: www2.tygodnik.com.pl/tematy/antykoncepcja/

Pokochałam swoją płodność
Moja płodność jest częścią mnie i dlatego wymaga poznania, zaakceptowania i przestrzegania praw nią rządzących. Jeśli chcę prowadzić dialog z własnym ciałem, nie mogę traktować płodności jak choroby lub wynaturzenia, które trzeba zwalczać. Uparcie nie chcę stosować antykoncepcji, mimo że podobno każda "nowoczesna" kobieta to robi. Nie muszę być nowoczesna, wolę być mądra. Wybierając antykoncepcję odrzuciłabym swoją płodność, a więc nie kochałabym i nie akceptowała siebie w całości. Nie czułabym się też w pełni kochana i akceptowana przez męża. Wolę poznać i pokochać swoją płodność, by żyć w zgodzie ze swoim ciałem i sumieniem.
Od 14 lat jestem mężatką. Nasze trzy córki Hania, Ula i Kasia mają 3, 8 i 12 lat. Poczęliśmy je świadomie i dobrowolnie. Nigdy nie stosowaliśmy antykoncepcji. Dzięki metodzie austriackiego ginekologa prof. Josefa Rötzera, obserwując śluz i temperaturę, mogę w każdym momencie cyklu rozpoznać stan swojej płodności. Możliwość poczęcia dziecka ze współżycia w okresie niepłodności przedowulacyjnej jest taka jak przy stosowaniu pigułki hormonalnej, ale bez jej negatywnych skutków zdrowotnych. Okres niepłodności poowulacyjnej (10-12 dni w cyklu) jest okresem niepłodności bezwzględnej. Żadnej kobiecie na świecie nie udało się począć dziecka ze współżycia w tym czasie, bo jest to fizycznie niemożliwe.
Metodę Rötzera stosowaliśmy bez jakichkolwiek niespodzianek, gdy chcieliśmy odłożyć poczęcie - zarówno przy regularnych, jak nieregularnych cyklach - gdy chorowałam i karmiłam piersią. Przed nami jeszcze tryb postępowania przewidziany na okres premenopauzy. Z umiejętności rozpoznawania płodności korzystaliśmy też dla zapewnienia naszym dzieciom jak najlepszego startu już w chwili poczęcia. Zaczynaliśmy planować poczęcie dziecka, kiedy oboje mieliśmy siły i chęci. Podejmowaliśmy odpowiednie kroki tylko wtedy, gdy byliśmy zdrowi (ja przez minimum miesiąc, mąż przez trzy miesiące). Wcześniej szczepiłam się przeciwko grypie i łykałam kwas foliowy.
Z NPR jest tak, jakby za każdym razem, gdy w cyklu następuje okres płodności, padało pytanie: "Czy to jest czas na dziecko, czy chcemy teraz powiększyć rodzinę?". Jeśli odpowiedź jest twierdząca, łączymy przyjemne z pożytecznym. Jeśli nie, naturalną, wynikającą z odpowiedzialności decyzją, jest zaniechanie zbliżeń w okresie płodności i wyrażanie miłości w inny sposób. W moim małżeństwie jest to czas na czułość i planowanie tego, co będziemy robili, gdy wreszcie wyjajeczkuję i rozpocznie się okres niepłodności poowulacyjnej. Kilka dni czekania zaostrza apetyt i dzięki temu po 14 latach od ślubu wciąż nie nudzimy się w małżeńskiej sypialni.
Metody Rötzera nauczyliśmy się z jego podręcznika "Naturalna regulacja poczęć". Okazała się czymś dobrym dla naszej rodziny, bo dzięki niej coraz lepiej się rozumiemy i kochamy. Jest zdrowa, skuteczna i tania. Oboje z mężem jesteśmy instruktorami tej metody i prowadzimy zarówno kursy dla użytkowników, jak kursy nauczycielskie. Wiedzą służymy też małżonkom i narzeczonym w Przyparafialnej Poradni Rodzinnej na warszawskim Gocławku.
Wciąż się uczymy, bo metody rozpoznawania płodności, podążając za postępem wiedzy medycznej, wciąż są udoskonalane. Wiele ograniczeń dotyczących metod naturalnych sprzed 50, 20 czy nawet 10 lat nie odnosi się do współczesnych metod objawowo-termicznych. W pierwszej kolejności należy sprostować przewijające się w listach czytelników błędne przekonanie o niemożności stosowania NPR przy nieregularnych cyklach. Gdy rozpoznajemy płodność na podstawie objawów, nie ma to żadnego znaczenia. Współczesne metody objawowo-termiczne można z powodzeniem stosować od dojrzewania do menopauzy: przy cyklach regularnych i nieregularnych, po porodzie, w okresie karmienia piersią i w premenopauzie, po odstawieniu pigułki hormonalnej i po wyjęciu wkładki domacicznej, niezależnie od stanu zdrowia, także wtedy, gdy kobieta musi wstawać w nocy do dziecka i gdy pracuje na zmiany.
Prowadzenie obserwacji nie jest trudne, a z czasem staje się odruchowym nawykiem. Analiza obserwowanych objawów płodności (śluz szyjkowy, temperatura i ewentualnie zmiany w szyjce macicy) pozwala precyzyjnie wyznaczyć okresy płodności i niepłodności w cyklu miesiączkowym kobiety. Dzięki temu małżonkowie mogą świadomie wybrać najlepszy czas na poczęcie dziecka.
Przy odkładaniu poczęcia skuteczność metody Rötzera (jak innych metod objawowo-termicznych) jest wysoka, a przy ograniczeniu współżycia małżeńskiego do poowulacyjnego okresu niepłodności bezwzględnej jest 100-procentowa. Ostatnią opcję poleca się małżonkom świadomym, że poczęcie dziecka mogłoby mieć tragiczne konsekwencje dla matki lub samego dziecka. Taką pewność może dać jedynie znajomość praw rządzących płodnością. Umiejętność rozpoznawania płodności pozwala wyznaczyć czas maksymalnej płodności i zwiększa szansę na upragnione dziecko także wśród par o obniżonej płodności. Cykl płodności kobiety jest odzwierciedleniem jej stanu zdrowia. Poczynione obserwacje mogą być wykorzystane nie tylko przez małżonków, ale i przez mądrego lekarza.
Stosuję w moim małżeństwie metodę Rötzera, choć wymaga to pewnego trudu. Czuję jednak harmonię w sobie samej, w relacjach z moim mężem i Panem Bogiem. Akceptuję swoją, a właściwie naszą wspólną, małżeńską płodność. Nie ma we mnie lęku przed nieplanowanym poczęciem, jest wewnętrzny spokój. Nasi uczniowie również są zadowoleni. Dlatego modlę się i dokładam wszelkich starań, by rzetelna wiedza na temat współczesnych, objawowo-termicznych metod rozpoznawania płodności była coraz bardziej powszechna i zastępowała ignorancję.
RENATA ZDULSKA
(Warszawa)

PS. Pozdrowienia i podziękowania dla redakcji "TP", która rozpoczynając dyskusję na ten temat, wsadziła kij w mrowisko. Oby Pan Bóg wyprowadził z tego dobro.

Wola Boga-Ojca
Sądzę, że autorzy publikowanych w "TP" listów o naturalnym planowaniu rodziny i antykoncepcji w większości nie znają dokładnie bardzo pewnych, opartych na badaniach naukowych zasad naturalnych metod objawowo-termicznych, stąd większość ich wątpliwości. Dla mnie główny argument za NPR i przeciwko antykoncepcji polega na tym, że widzę w tym wolę i plan Boga-Ojca wobec małżeństwa. Stwórca tak zaplanował akt małżeński, że w jego naturalnym przebiegu wyrażenie miłosnej jedności łączy się ściśle z otwartością na życie. Poza tym stworzył On w organizmie kobiety cykliczne okresy płodności i niepłodności, dające się łatwo określić.
Piszę to na podstawie własnego doświadczenia, gdyż znam naturalne metody planowania rodziny od początku swego małżeństwa i oboje z mężem bardzo je cenimy. Prowadzenie samoobserwacji nie jest trudne, zwłaszcza, że po osiągnięciu doświadczenia można ją ograniczyć do czasu ustalenia niepłodności po owulacji, czyli przeciętnie do połowy cyklu. Okresowa wstrzemięźliwość trwa zazwyczaj 8-10 dni (jeśli nie planuje się poczęcia). Choć stwarza pewną trudność, wzmacnia też osobowość małżonków i pogłębia więź między nimi.
Pewność metod objawowo-termicznych jest bardzo wysoka. Minimalna zawodność dotyczy dni na początku cyklu, natomiast prawidłowo określony okres niepłodności po owulacji daje 100 proc. pewności (obecność ciałka żółtego i wytwarzanego przez nie progesteronu biologicznie uniemożliwia poczęcie). Metodę objawowo--termiczną można stosować zarówno w cyklach nieregularnych, jak po porodzie oraz w okresie premenopauzy. Trzeba tylko poznać opracowane i zalecane reguły postępowania. Ich pewność jest wypróbowana. Autorzy listów wspominają trudności w okresie karmienia dziecka z powodu często występującej wydzieliny śluzowej. Pomaga w takiej sytuacji zażywanie magnezu. Osobiście nie spotkałam się z przypadkiem konieczności stosowania w tym okresie długoterminowej wstrzemięźliwości.
Lek. med. ELŻBIETA WÓJCIK
(Warszawa)

Nie żałuję tego
Z zainteresowaniem przeczytałam artykuł Krzysztofa Jankowiaka. Trudno mi jednak zgodzić się z niektórymi argumentami. Mam męża i dwoje dzieci. Jesteśmy katolikami, pochodzimy z katolickich rodzin, zawarliśmy związek sakramentalny, ochrzciliśmy dzieci, co niedziela chodzimy do kościoła, chętnie przyjmujemy księdza podczas kolędy etc. Jednak kwestia podejścia Kościoła do antykoncepcji powoduje, że rzadko w pełni uczestniczymy we Mszy. Jak wiadomo, warunkiem przystąpienia do Komunii jest spowiedź, która jest ważna tylko wtedy, gdy szczerze żałuje się za grzechy (m.in. grzech antykoncepcji). A skoro się nie żałuje, jaki sens ma taka spowiedź?
Zgadzam się, że usuwanie ciąży i stosowanie środków wczesnoporonnych jest złe, a stosowanie antykoncepcji hormonalnej, ingerującej w naturalny cykl miesiączkowy, może być złe (poza przypadkami, kiedy kobieta jest leczona hormonalnie). Trudno mi jednak zrozumieć, dlaczego Kościół katolicki nie akceptuje prezerwatywy i stosunku przerywanego. Pan Jankowiak pisze, że metody NPR są "otwarciem się na życie". Stosowanie prezerwatywy czy stosunek przerywany też są otwarciem, bo małżonkowie muszą się liczyć z ewentualnością zapłodnienia.
Żyjemy w czasach nieustannego pośpiechu. Wykonanie pomiarów o określonej godzinie, gdy małżonkowie mają małe dziecko, które zasypia i budzi się kiedy chce, gdy rodzice muszą zdążyć do pracy, jest ekstremalnie trudne. Trudno też znaleźć moment, kiedy małżonkowie jednocześnie mają ochotę czy siłę na seks. Gdy już dochodzi do tego wspaniałego momentu, rozumiem, że zgodnie z nauką Kościoła mają przeczekać do okresu niepłodnego? Dlaczego dwoje kochających się ludzi, pragnących miłości cielesnej akurat w dniu płodnym, musi dokonywać tego wyboru? Pan Jankowiak rozpoczął artykuł słowami: "Żal mi małżeństw, które nie próbują stosować naturalnego planowania rodzin...". Mnie żal wielu uczciwych i prawych osób odchodzących od Kościoła (nie od Boga), ponieważ nie są w stanie podołać narzuconym, kontrowersyjnym przepisom.
MAŁGORZATA GBUREK

Dotkliwa rozbieżność
Gdy czytałam tekst Krzysztofa Jankowiaka "Takie jest życie", nasunęła mi się refleksja, że metody NPR są nadrzędne wobec wszystkich aspektów życia małżeńskiego, a wręcz ich stosowanie świadczy o zdrowej kondycji moralnej, psychicznej i fizycznej rodziny. Może też uleczyć małżeńskie problemy. Prawie uległam sile argumentacji autora. Niestety, propagatorzy NPR zdają się zakładać, że wszyscy z łatwością dostosują potrzeby seksualne do cyklu płodności kobiety. O ile ona może współżyć praktycznie w każdym czasie, w którym zechce (co nie znaczy, że zawsze z tą samą ochotą), u mężczyzn bywa różnie. Czy branie udziału w zapisywaniu pomiarów temperatury i oznaczanie objawów śluzowych na wykresie spowoduje, że mężczyzna będzie miał potrzebę współżycia z żoną w dni niepłodne, a w dni płodne nie? Trudnością w zaakceptowaniu metod naturalnych nie jest codzienne mierzenie temperatury, jej odnotowywanie na wykresie oraz obserwacja śluzu. Raczej brak zbieżności między czasem, kiedy można współżyć "bezpiecznie", a czasem, kiedy ma się ochotę na zbliżenie.
DOROTA WALENCIK
(Warszawa)

Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny