|
|
|
Wiersze

Jarosław Mikołajewski
Na słowo
Wierzę ci na słowo. Na tej słabej podstawie
zamieszczam nekrolog, choć na dobrą sprawę
powinienem pójść do kostnicy, odkryć prześcieradło,
potrząsnąć za ramiona, podstawić zwierciadło
i uwierzyć dopiero tafli niezasnutej.
A słowo, jak to słowo - wykręcone drutem,
obijane w eterze przez ptaki i fale,
przez deszcz i wichurę, co w jesiennym szale
myli adresy jak pijany listonosz
i nie do poznania może zmienić wiadomość
o wiewiórce, co w parku guza sobie nabiła
w skargę, że córka Ci się właśnie zabiła:
głuchy telefon nad jesienną Warszawą
jedyną do przyjęcia byłby dziś zabawą.

Jarosław Mikołajewski
|
|
Słowa to są śmieci, do których wystarczy
dodać jedną głoskę, co jak Cerber warczy,
żeby z nieboskłonu niebacznie wywiercić
telefon z informacją o przedwczesnej śmierci.
Słowa to są dzieci, które wyskakują
na świat, jeszcze zanim dobrze zakiełkują.
Słowa to nie jest wiążąca rozmowa,
słowa to nie jest poważna umowa,
słowa to wichura jest listopadowa,
która sieka dziś miasto w kapryśnych narowach.
Lecz właśnie słowami wyrażam współczucie.
Podsuwa mi je nieznane dotychczas poczucie
wspólnoty i poryw zdradzonej miłości
do życia zgwałconego w momencie kruchości,
i żal za ułudą, która dziś uleci,
że nie żal umierać, bo zostają dzieci.
Carpe diem
Mówią ci byś przeżywał
a ty nie przeżyjesz
lecz wygrasz
bo przeżyć to zdradzić
Nie przeżyjesz tej chwili
sam staniesz się chwilą
przylgniesz do niej
jak dziecko do piłki lekarskiej
przetaczane na głowę przez jej męski ciężar
weźmiesz ją w ramiona
jak żuk kulę gnoju
rozpłaszczysz się na niej jak pijany zwrotniczy
na kole pomylonego pociągu
Przeżycie to popis
gaz do martwej dechy
na pasie dla starych traktorów i drezyn
Więc staniesz
i będziesz dla innych tą chwilą
którą z wielkim trudem da się jednak przeżyć
Zmartwychwstanie
podniosę głowę
i rozchylę powieki
zegnę język
poderwę biodra
i krzyż odniosę na miejsce
do lasu
co na powrót stanie się szkółką
|
|