adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 27 (2817)
6 lipca 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej

  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Stanisław Lem
  Czesław Miłosz
  Jacek Podsiadło

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz



Leśnik-rzeźbiarz z Podlaskiego stworzył nietypową galerię dla nietypowych odbiorców

"Eksponat. Proszę, dotknij"

Tekst i zdjęcia Magda Tytuła


Dzieło sztuki jest gładkie, przyjemnie pachnie i zapach ten zostawia na palcach. Kiedy wodzisz po nim dłońmi, kiedy obejmujesz je, twoje ciało naśladuje jego harmonijny ruch, zaczynasz pojmować jego symbolikę i ukryte w nim znaczenia. Jeżeli będziesz cierpliwy, połączysz oderwane fragmenty dzieła, zrozumiesz jego imię.

Galeria Sławomira Smyka nie jest typowa. Nie prowadzą do niej drogowskazy, nie ma stałych godzin otwarcia ani wielkich wystawowych okien, przez które można zajrzeć do środka i nabrać chęci na kupno zgromadzonych prac. Rzeźb nie broni ostrzeżenie "Nie zbliżać się do eksponatów!". Tu z dziełem artysty trzeba zmierzyć się nie tyle wzrokiem i rozumem, ale dotykiem, węchem, ruchem. Dopiero takie poznanie może być pełne.

Tak przynajmniej uważa Sławomir Smyk, rocznik 1958, autor galerii i leśnik z zawodu (w nadleśnictwie Bielsk Podlaski). - W czasie mojej wystawy w Holandii zwróciłem uwagę, że ludzie przechodzą obok moich rzeźb niepewnie, jak obok gorącego pieca, który stał w tej samej sali - opowiada Smyk. - Wpadliśmy z kolegą na pomysł, by umieścić kartkę: "Proszę nie dotykać pieca. Proszę dotykać rzeźb".

Idea okazała się doskonała. Zwłaszcza dla tych, którzy w normalnych galeriach i muzeach mają problem z poznaniem piękna jakiegoś dzieła. Czyli ludzi niepełnosprawnych, np. z zespołem Downa albo dla niewidomych. W galerii tego rzeźbiarza-samouka jedyną przeszkodą w "oglądaniu" sztuki może być niewrażliwość.


Galeria Smyka nie jest typowa. Kiedy jest ciepło i świeci słońce, rzeźby - a najczęstszym ich tematem jest kobieta - wychodzą na podwórko. Drewniane postacie zaczynają oddychać, zagarniają dla siebie przestrzeń, ich ciała stają się bardziej płynne, a harmonia ich ruchów wyraźniejsza. Na podwórku można swobodniej przechadzać się wśród eksponatów, jest więcej miejsca, by je dotykać i poznawać.

W taki właśnie piękny, majowy dzień galerię w Kleszczelach na Podlasiu odwiedzili uczniowie gimnazjum, liceum i zawodówki z podwarszawskich Lasek. Niewidomi. Smyk prowadził ich ręce, pomagał poznawać swe rzeźby. I opowiadał: - One są gładziutkie, nie pokrywam ich lakierem, to byłaby profanacja, ale woskiem i kitem pszczelim. Bo drewno, nawet ścięte, jest czymś żywym, nierozerwalnie związanym z człowiekiem i jego naturą. Kiedy tworzę, lubię czuć twardość drewna. Często zdarza się, że mam w sobie potrzebę tworzenia, ale nie wiem, co rzeźbić. Wtedy poddaję się dłutu i drewnu. I wydobywam to, co sama natura zrobiła, co jest tylko gdzieś głębiej zamknięte. Drewno samo podpowiada, co mam robić, bo w nim drzemie dusza, trzeba tylko otworzyć ją i odrzucić to, co niepotrzebne. Niewidome dzieci odkrywały dotykiem kształt rzeźby.

Dominik mówił: - Pięknie pan rzeźbi.

- Te postacie są gładkie, bezpieczne - dodała Ewelina. - W ich kształcie nie ma niespodzianek. Karol z powagą naukowca zadawał pytania, wszystko chciał sprawdzić, wszystkiego powąchać. Najbardziej podobały mu się prace niewykończone, chropowate, pełne zadziorów: - Czy można tworzyć tylko takie rzeźby? - zastanawiał się. - One byłyby dziwaczne dla ludzi. Ale może przez to interesujące?

Galeria w Kleszczelach nie jest typowa. Daremnie szukać karteczek z nazwami rzeźb czy numerem katalogu. Nazwy są ukryte, najczęściej w głowie Smyka: - Nie interesuje mnie sztuka realistyczna, bo uważam, że największym realistą był Bóg, który stworzył wszystko, co nas otacza i nie ma powodu, by z Nim konkurować, i nie chcę narzucać ludziom jednego sposobu odbioru. Nie narzucam się z nazwą, bo taka rzeźba staje się po jakimś czasie pusta dla oglądającego, już odczytana, raz na zawsze. Chcę, by ludzie sami dla siebie odkrywali te rzeźby, ciągle znajdowali w nich coś nowego. Dla mnie ważna jest wieloznaczność.

Smyk zachęcał dzieci z Lasek, by próbowały nazywać dotykane eksponaty i opowiadały o wrażeniach ("To dla mnie skarbnica pomysłów").

- Najbardziej podobała mi się ta rzeźba, "Żagiel" - zdradził Damian. - W niej czuć takie wypłynięcie na morze, rozwinięte żagle. Można to odnieść do życia, przecież my też możemy próbować rozwijać nasze żagle. Ta rzeźba była dla mnie osobistym przeżyciem.

Galeria jest nietypowa, i Sławomir Smyk nie jest typowy. Zaczął tworzyć dopiero osiem lat temu (mówi, że przeżył wtedy osobisty kryzys); rzeźbienie pomogło mu zmierzyć się z niepowodzeniem, wypełnić pustkę. A w dzieciństwie? W młodości? Nie, Smyk nigdy wcześniej nie dłubał łódek ani dziadów-szeptunów. - Ale chyba coś we mnie drzemało, choć było przyduszone przez życiowe perypetie - zastanawia się. - I w końcu to rzeźbienie wyszło na wierzch. Kiedy już zacząłem, nie mogłem się nim nasycić, ono pozwoliło mi się wyciszyć i odkryć, że największym darem danym człowiekowi od Boga jest dar tworzenia.

Teraz najważniejszym kawałkiem ziemi dla Sławomira Smyka jest podłoga jego pracowni. Nie chce gości, którzy przychodzą, by zaliczyć kolejną galerię sztuki, gdzieś w zapomnianym zakątku na obrzeżach Puszczy Białowieskiej. - Ludzie często pytają, czemu nie zrobiłem drogowskazów do galerii - mówi. - Ale ja nie chcę tłoku. Jeśli ktoś zechce zobaczyć moje rzeźby, to mnie znajdzie.

PS. Wycieczkę uczniów Ośrodka Szkolno-Wychowawczego dla Dzieci Niewidomych w Laskach zorganizowało Centrum Informacyjne Lasów Państwowych. Galerię obejrzało piętnaścioro dzieci.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny