adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 27 (2817)
6 lipca 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej

  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Stanisław Lem
  Czesław Miłosz
  Jacek Podsiadło

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz



Co będzie w sprawozdaniu sejmowej komisji śledczej do sprawy Rywina

Jeden winny, reszta nieświęci

Katarzyna Kolenda-Zalewska


Al Capone poszedł do więzienia za niepłacenie podatków, a nie za popełnione przestępstwa. W ten sposób amerykański wymiar sprawiedliwości znalazł furtkę, pozwalającą ukarać gangstera. Sejmowa komisja śledcza badająca aferę Rywina podąży tym tropem.

Nikt nie zostanie oskarżony o wysłanie Lwa Rywina do Adama Michnika z łapówkarską propozycją, ale różnym osobom zostaną postawione zarzuty uchybień proceduralnych w pracy nad ustawą o radiofonii i telewizji, niektórzy zostaną oskarżeni o składanie kłamliwych zeznań. Ci, którzy kłamali przed komisją i mataczyli przy ustawie, mają być ukarani. Niekoniecznie więzieniem, jak Al Capone. Utrata stanowiska, publicznego zaufania, polityczny niebyt też może być dotkliwą sankcją. Niewykluczone, że wśród nich będzie inspirator korupcyjnej propozycji. Przewodniczący komisji, Tomasz Nałęcz jest przekonany, że nazwiska winnych zostaną wymienione w końcowym sprawozdaniu, które, według ostrożnych szacunków członków komisji, kompletnie zdezawuuje akt oskarżenia autorstwa prokuratury. Bo ta znalazła tylko jednego winnego: Rywina.

Komisja wzywa jeszcze nowych świadków i zastanawia się nad ponownym wezwaniem już przesłuchanych. Ale praca posłów dobiega końca i czas na wnioski. Przewodniczący komisji odrzuca pomysł, aby każdy poseł pisał własny raport. - To będzie publicystyka, w niektórych przypadkach nawet nie najwyższych lotów - mówi. - Każdy przywiąże się do swoich wniosków i zechce ich bronić jak Ordon reduty. Cała praca komisji poszłaby na marne.

Jan Rokita z Platformy Obywatelskiej jest, jak Nałęcz, przekonany, że ani historyk, ani nawet parlamentarny prawnik nie są w stanie opracować zebranego materiału dowodowego. Mógłby tego dokonać tylko fachowiec, gotowy tygodniami przedzierać się przez gąszcz dowodów, zeznań i procedur. - Mówię architektowi, w jakim domu chcę mieszkać, a on moją wizję ujmuje w budowlane reguły - tłumaczy ideę zatrudnienia niezależnych specjalistów Nałęcz. Wszystko wskazuje na to, że raport z wielomiesięcznej pracy komisji napisze dwóch prawników. Jeden wskazany przez SLD, drugi przez Rokitę. Komisja przedstawi im tezy sprawozdania, może zaproponuje podział na rozdziały. Członkom komisji marzy się wspólny dokument. - Zrobię wszystko, aby powstał jeden raport, ale nie pójdę na żadne kompromisy z prawdą - deklaruje Rokita. Prawda widziana oczami jego czy Zbigniewa Ziobry z Prawa i Sprawiedliwości, wygląda inaczej niż pogląd na nią Bogdana Lewandowskiego czy Anity Błochowiak z SLD.

Pierwszy ser - czyli kto wysłał Rywina

W popularnej grze planszowej "Trivial Pursuit" chodzi o to, aby odpowiadając na pytania z różnych dziedzin wiedzy, zgromadzić jak najwięcej "serów". Posłowie z sejmowej komisji śledczej zdecydowali przy wstępnym rozdaniu: w tej grze trzeba zdobyć trzy sery. Pierwszy jest nagrodą za odpowiedź na pytanie, kto wysłał Rywina do Michnika, czyli kto tworzy "grupę trzymającą władzę". Drugi zdobędzie ten, kto odpowie, jak pisze się w Polsce ustawy, w tym tę o radiofonii i telewizji. Za odpowiedź, czy wysocy urzędnicy państwowi złamali prawo nie informując prokuratury o korupcyjnej propozycji, zdobywa się trzeci ser.

Posłowie z komisji śledczej zgadzają się tylko w jednym: Rywin nie działał sam. Skoro nie był sam, to ktoś go do Michnika wysłał. Kto?

Nałęcz: - Mam kilka hipotez i pewność, że nie był to Leszek Miller.

Przewodniczący tak opisuje najbardziej, jego zdaniem, prawdopodobną hipotezę: - W połowie lipca 2002 r. do kilku ludzi dotarła informacja o kompromisie między premierem, a nadawcami prywatnymi. Było wiadomo, że rząd wycofa się z najbardziej kontrowersyjnych zapisów ustawy medialnej i ci ludzie postanowili uzyskać zwykłe materialne korzyści za to, co i tak było przesądzone. Wysłali więc Rywina do Michnika z łapówkarską propozycją sugerując, że działają z upoważnienia premiera. Nałęcz nie chce wymieniać żadnych nazwisk. - Większość dowodów ma charakter poszlakowy.

Jan Rokita: - Nie dam się wrobić w żadne hipotezy.

Irytują go ciągłe pytania o nazwiska. - Poznamy je, jeśli pojawi się świadek koronny zeznający, kto kogo i gdzie wysłał. Ale na to specjalnie nie liczyłbym. Rokita niechętnie mówi też o nazwiskach osób tworzących "grupę trzymającą władzę". Jego zdaniem, w pewnym sensie należy do niej każdy, kogo los zetknął z ustawą o radiofonii i telewizji, bo, czy to specjalnie, czy z powodu indolencji i braku nadzoru, doprowadził do patologii przy pisaniu ustawy. Prezes TVP Robert Kwiatkowski i sekretarz Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Włodzimierz Czarzasty, i Aleksandra Jakubowska, i Lech Nikolski, i Juliusz Braun, były przewodniczący KRRiTV, który nie dopilnował, podobnie jak premier Miller, procedur prawnych.

Bogdan Lewandowski pytany o hipotezy głośno się śmieje: - Rywin wie, że milczenie jest złotem. Dopóki milczy, niczego się nie dowiemy.

Lewandowski przyznaje, że chodzą mu po głowie różne koncepcje, ale nie jest w stanie udowodnić komuś winę ponad wszelką wątpliwość. Po cichu liczy, że niespodziewanie znajdzie się dowód, który rzuci nowe światło na sprawę.

Zbigniew Ziobro: - Byłbym skłonny wskazać konkretnego człowieka. Nazwiska nie ujawnię.

Poseł PiS podtrzymuje opinię, że gdyby premier natychmiast zarządził podjęcie czynności śledczych: sprawdzanie billingów, przeszukiwanie mieszkań, zabezpieczanie dowodów, szanse na odkrycie inspiratora Rywina byłyby większe.

- Wiemy, dlaczego nie wiemy, kto wysłał Rywina do Michnika - mówi Ziobro.

Drugi ser - jak napisać projekt ustawy

Nie ma wątpliwości, że przy powstawaniu ustawy o radiofonii i telewizji działy się tajemnicze rzeczy. Ginęły kartki, wypadały słowa i zdania, pojawiały się nowe artykuły. To mylił się człowiek, to komputer. Komisja krok po kroku odsłaniała, jak lekceważono i łamano procedury, jak, niczym w barze, między wódką a zakąską dopisywano kluczowe dla ustawy zdania. W tym przypadku komisja może w miarę precyzyjnie opisać, kto i w którym momencie grzebał przy ustawie. - Mamy dowody, nie tylko poszlaki - przekonuje Nałęcz, ale nazwisk nie wymienia. Na razie. - Na pewno znajdą się w sprawozdaniu.

W tej sprawie komisja może pracować w miarę zgodnie i nawet próbować dojść do wspólnych konkluzji. Rokita chce jeszcze poprosić wybitnego prawnika o napisanie modelowego przebiegu procesu legislacyjnego. Od początku do końca. Mając w ręku legislacyjny wzór z Sevres, można przyłożyć do niego wszystko, co się wie o powstawaniu ustawy medialnej. - To będzie piorunujący materiał porównawczy - mówi Rokita.

Trzeci ser - jak upolować premiera

Tylko niektórym członkom komisji trafiają do przekonania tłumaczenia premiera, że nie zawiadomił prokuratury o korupcyjnej propozycji, bo wydała mu się absurdalna. - Miller nie kwestionował faktu, że Rywin złożył Michnikowi korupcyjną propozycję - twierdzi Ziobro. - Skoro tak, powinien był działać, bez względu na osobisty ogląd sprawy. "Grupa trzymająca władzę" miała czas na przygotowanie obrony, zatarcie śladów i zniszczenie dowodów, bo wśród polityków i dziennikarzy nieustannie krążyła plotka o aferze.

Przewodniczący komisji widzi to inaczej. - Mówiąc po rywinowemu "grupa trzymająca władzę" czuła się całkowicie bezkarna. Nie zacierali śladów, bo nie wierzyli, że sprawa ujrzy światło dzienne. Nie docenili powagi sytuacji i determinacji Michnika. Nałęcz i Lewandowski są przekonani, że teraz każdy wie, co powinien wtedy zrobić premier. Co więcej, premier też to wie. Tyle że rok temu sytuacja wyglądała inaczej, a przypadek Rywina sklasyfikowano jako psychiatryczny.

Rokita odkłada na bok kilogramy stenogramów z przesłuchań, billingi, notatki, kalendarze, książki wejść i wyjść i sięga po zapomniany wyrok krakowskiego sądu sprzed lat. Sąd, rozpatrujący sprawę lokalnego urzędnika, wydał jednoznaczne orzeczenie: "niezawiadomienie o przestępstwie przez funkcjonariusza państwowego jest przestępstwem urzędniczym". W świetle tego wyroku odpowiedzialność premiera nie budzi u Rokity wątpliwości.

Finał gry

Ci, którzy oczekiwali efektowanego finału i publicznego linczu na inspiratorze bądź inspiratorach łapówkarskiej propozycji, będą zawiedzeni. Lewandowski przyznaje, że dostaje setki listów zarzucających komisji nieudolność. - Rozumiem rozgoryczenie, przełykam nawet wyzwiska, tylko błędów ortograficznych nie wybaczam.

- Sprawozdanie komisji będzie raportem o stanie państwa, a nie o tym, kto komu zaproponował ordynarną łapówkę - mówi Rokita.

Z analizy przebiegu sejmowej gry śledczej wynika, że być może cała komisja zgodnie odpowie tylko na pytanie o przebieg prac nad ustawą medialną. Co do reszty zgody raczej nie będzie. Czy to oznacza, że gra się zakończyła i nikt nie wygrał? To zależy. W sejmowym sprawozdaniu, jak w zwierciadle, obejrzy się cała klasa polityczna. Można raport schować pod dywan i udawać, że afera Rywina to kolejny wypadek przy pracy w historii młodej demokracji. Taki finał byłby porażką komisji, polityków i społeczeństwa.

Trzeba z raportu próbować wyciągać wnioski. Pierwszy jest jasny: dotyczy przejrzystości w tworzeniu prawa. Nie jedyna to ustawa, którą tworzono przy nacisku rozmaitych grup interesów, ale pierwsza, którą dokładnie prześwietlono pod okiem czujnej opinii publicznej. Kolejne wnioski wymagają odrobiny wysiłku. Skoro przy okazji afery Rywina tak chętnie przywołuje się konieczność tworzenia IV Rzeczypospolitej, bo Trzecia uległa kompromitacji, może warto znaleźć punkt odniesienia i cezurę, od której warto zacząć. Przykład negatywny, a takim stanie się raport komisji, jest lepszy niż żaden.

Katarzyna Kolenda-Zaleska jest dziennikarką TVN 24 i byłą korespondentką "Wiadomości" TVP. Stale współpracuje z "TP".


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny