adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 27 (2817)
6 lipca 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej

  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Stanisław Lem
  Czesław Miłosz
  Jacek Podsiadło

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz



Boiska i pobojowiska

Jacek Podsiadło


A mój syn interesuje się sportem.

Świat współczesny pełen jest zagrożeń.

Rodzicu! Czy jesteś pewien, że twoje dziecko nie ma żadnego kontaktu z niosącym liczne zagrożenia sportem?! Jeszcze niedawno z czystym sumieniem można było dzieciom i młodzieży polecać sport jako sposób na zdrowie oraz antidotum na nudę i rozwydrzenie. Sport miał chronić przed popadnięciem w złe towarzystwo i narkotykami. Częściowo miał nawet uciszać burzę hormonalną. Ale to się zmieniło. Oto lista zagrożeń kruchej i nieukształtowanej osobowości, jakich ostatnio doświadczył mój syn w związku z umiłowaniem sportu.

O zagrożeniu ze strony pana Gwaranta i dużych chłopaków już pisałem. Ponadto nie wiem, jak u Was, ale u nas, w O., wszystkie boiska w tajemniczy sposób pokrywają się wieczorami szkłem z rozbitych butelek, a nie ma sportu bez wślizgów, przewrotek i innych rodzajów upadłości. Mamy też ścieżkę zdrowia, ale tam to już naprawdę można się zabić o te butelki, zaś wszystkie przyrządy na niej zostały tak zdekonstruowane przez Niewidzialną Rękę, żeby nadawały się wyłącznie do siedzenia i picia. Szkoła, trzeba przyznać, robi, co może, aby ustrzec dzieci przed sportem. Przez pierwsze lata nauki dwie z czterech w tygodniu godzin wychowania fizycznego poświęca się na tańce, z czego godzinę zajmuje dojście i powrót z odległej sali tanecznej. Dwie pozostałe godziny to ćwiczenia gimnastyczne lub jakieś statyczne zawody typu stanie w kolejce do rzutu do kosza raz na pięć minut. Dość fajnie było wozić chłopaka na lekcje tenisa, ale amerykański styl życia kosztuje i zagrażał całkowitą destabilizacją stanu finansów podstawowej komórki społecznej.

Obok czynnego jest też możliwość biernego zajmowania się sportem, ale i tu zagrożeń jest multum. Ot, choćby czarna seria ekshibicjonistycznych wybryków na arenach sportowych. Oglądamy z synem finał piłkarskiego pucharu UEFA, a tu na boisko wpada dodatkowy sędzia, pokazuje sędziemu właściwemu czerwoną kartkę, ściąga gacie, zabiera piłkę i chodu. Sytuacja wysoce niezręczna, i dla sędziego, i dla piłkarzy, i dla służb porządkowych, i dla rodzica przed telewizorem odpytywanego, o co chodzi. Nawet mój ulubiony komentator Zdzisław Ambroziak, na tle innych błyszczący jak diament w koronie z tombaku, stracił zupełnie głowę, kiedy podczas finału turnieju Rolanda Garrosa kolejny ekshibicjonier obnażył się przed kamerami. Zwykle wyważony i inteligentny, jak na ucznia Bohdana Tomaszewskiego przystało, tym razem stracił rezon, a odzyskawszy mowę skomentował incydent następująco: "Może to naturysta, zwolennik wegetarianizmu lub jakiś inny szaleniec?" A wtedy mój syn taktownie nic nie powiedział, tylko spojrzał na mnie dziwnie i ciut się odsunął.

A parę dni temu oglądaliśmy ramię w ramię sport po "Panoramie", a tam pokazali, jak piłkarz Kamerunu zmarł na boisku podczas meczu. Pokazali na zbliżeniu, jak go reanimują, jak to nie pomaga, jak ostatni raz przewraca białkami i jak umiera. I tu już zupełnie nie wiedziałem, co dziecku powiedzieć. Absolutnie nie mogłem powiedzieć, że to nieprawda albo taki żart, bo zwątpiłby w prawdziwość i powagę futbolu w ogóle, a futbol to poważna sprawa, kiedy człowiek ma 8 lat. W końcu powiedziałem, że to się zdarza niezwykle rzadko, że to pierwszy taki przypadek, z jakim się spotkałem w moim niezwykle długim życiu. Naprawdę nie było sensu opowiadać mu, jak mój kolega z drużyny oldbojów też umarł na boisku, bo zamiłowanie do sportu kazało mu się uganiać za piłką po dwóch zawałach. Chłopak jakoś to przyjął i niby się nie przejął, ale przez cały następny dzień wyraźnie go to gryzło i nie chciało mu się dopasować do panującego w futbolu porządku. Stąd kilka razy zadawał mi niewinne pytania w rodzaju: "A jak ten piłkarz Kamerunu wczoraj umarł, to w której to było minucie?" "Tato, a jaki był wynik meczu, jak ten piłkarz umarł na boisku?"

"Nic się nie przejmuj. Kamerun prowadził pięć zero". Ponieważ trudno znaleźć optymistyczny akcent na koniec ponurych sportowych historii, może lepiej podzielę się informacją, że wskutek wysokiej śmiertelności oldbojów przeniosłem się z oldbojów do drużyny księży i dziennikarzy. Ostatnio graliśmy na festynie w O. z lekarzami i wygraliśmy cztery zero. W naszej drużynie było dziewięciu księży i dwóch dziennikarzy, więc chłopcy podchodzący po meczu do ławki rezerwowych po sfałszowane autografy mówili do mnie "proszę księdza".

Jacek Podsiadło
podsiadlo@atol.com.pl


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny