adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 27 (2817)
6 lipca 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej

  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Stanisław Lem
  Czesław Miłosz
  Jacek Podsiadło

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz



Każdy może czytać Szymborską

Józefa Hennelowa


Są wiersze, które, już kiedy czytamy je po raz pierwszy, przyjmujemy jak swoje własne wypowiedzi. Jakbyśmy to my tak mówili, tak widzieli. I nie ma znaczenia, kiedy powstały i pod czyim piórem.

"Wczesną godzinę" przeczytałam w "Tygodniku" jeszcze zanim wyszedł tom "Chwila". Czytałam - śmiech powiedzieć - z rodzajem niedowierzania. To przecież niemożliwe, żeby ktoś inny wypowiedział coś, co się przeżyło samemu, i to właśnie tak, do najdrobniejszego detalu identycznie. Przecież tak właśnie przebiega bezsenna pora przedranna, zwłaszcza wiosną, kiedy jeszcze nie zaczęły odzywać się ptaki, a co dzień wcześniej o parę minut "Kolejno, bez pośpiechu / bo to ceremonia / dnieją płaszczyzny sufitu i ścian / oddzielają się kształty / jeden od drugiego / strona lewa od prawej". Tak się odzyskuje świat codziennie na nowo, tak się pomału na nowo godzi z życiem, aż wreszcie, po dopełnieniu się "cudu już odbytego", z powrotem można życiu powiedzieć "tak". Czytałam "Wczesną godzinę" już tyle razy, i zawsze z tym samym irracjonalnym a niewzruszonym poczuciem, że to ja sama się wypowiadam. To jest moje. Oczywista uzurpacja, której człowiek nawet się nie wstydzi. Czy to dziwactwo niewczesnego odbiorcy, czy po prostu tryumf poezji?

Z "Małą dziewczynką" było i pozostało trochę inaczej, choć nie mniej osobiście. To jak spotkanie - Wisławy Szymborskiej i moje - przy kimś trzecim. Ten ktoś obie nas obchodzi bardzo, ale nasza wiedza o nim jest różna. Z początku patrzymy razem, z tą samą czułą a wyostrzoną uwagą na debiutującego małego człowieka, jak próbuje świata dokoła siebie, a my - jak staramy się odczytać tajemnicę jego samego. Razem przyglądamy się, jak ściąga obrus, by wprawić w ruch wszystko to, co jest na nim. I obie wiemy, jak ta próba się skończy. Poetka zapewnia, że to pierwsza próba małej dziewczynki, dlatego włożyła w nią nadzieję, której już żaden dorosły nie podzieli: że przedmioty przekroczą same siebie. "Wędrówka po suficie? / lot dokoła lampy? / skok na parapet, a stamtąd na drzewo?"

A ja - i tu nasza wiedza się rozchodzi - wiem, że kiedy wiersz się skończy, to ani zawodu, ani płaczu rozczarowania, ani protestu nie będzie. I że to nie jest próba pierwsza, próba czarodziejki, którą czeka zawód, tylko próba demiurga. Słyszę małą dziewczynkę, jak tryumfalnie śmieje się nad szczątkami przedmiotów leżących u jej nóżek. Przecież ona nimi włada od dawna, z bezwzględnością i zadowoleniem, ciskając nimi zza siatki łóżeczka i starając się, by sprawiły jak najwięcej hałasu i doznały jak najciekawszych kształtów zniszczenia. To właśnie jest rezultat oczekiwany, upragniony, taki, który mała dziewczynka zechce potwierdzić jeszcze raz i razy następne. I dlatego obrus będzie ściągany, nawet gdy pan Newton dozna pełnej satysfakcji. On zresztą najmniej się liczy w tym wspaniałym wierszu. Zostaje dziecko, stworzone przez poetkę i równocześnie moje własne, choć od pewnego momentu idę za swoją pamięcią i swoim domysłem, mimo że małą dziewczynkę zawdzięczam nie sobie, lecz znowu cudowi poezji. A skąd taki akurat temat dla felietonu? Może jako usprawiedliwienie starczy tytuł. A nadto dziś akurat w wymiarze najbardziej dosłownej aktualności dominuje fakt, który chciałoby się obejść jak najszerszym kołem - kongres SLD. Więc tylko ucieczka mi przystoi, schronienie w świecie z zupełnie innego wymiaru. Tym bardziej, że krakowska noblistka obchodzi właśnie jubileuszowe urodziny, więc chyba nie poczyta tych linijek za poufałość niewczesną...


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny