|
„TP”, Nr 26 (2816), 29 czerwca 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2816/wiara01.php
Papież w Bośni i Hercegowinie
Dziesięć godzin pojednania
Aleksandra Bajka z Banja Luki
Mimo pobożnych życzeń społeczności międzynarodowej, bałkański kocioł nie stał się
oazą pokoju. W Bośni i Hercegowinie, która nosi jeszcze ślady ostatniej wojny,
Chorwaci, Serbowie i Muzułmanie patrzą na siebie spode łba. Teraz, gdy oczy całego świata
zwrócone są na inne rejony ziemi, do Bośni przyjechał ten, który apeluje do
tutejszych narodów o pojednanie i prosi o przebaczenie za winy katolików.
Papieskiej pielgrzymce do Banja Luki towarzyszyło wiele obaw. Policja informowała o groźbach
nadchodzących ze strony muzułmańskich fanatyków i dwa dni przed przyjazdem Jana Pawła
II aresztowała siedmiu uzbrojonych mężczyzn. Serbska partia ekstremistyczna, zwana tu
"partią demokratyczną", zapowiadała manifestacje przeciwko wizycie, a na mieście
pojawiły się plakaty z datami: 1942-2003 i literą U -przypominające o zbrodniach
ustaszy. Dodatkowo niektórzy twierdzili, że kolejna podróż w tak krótkim czasie to
dla Papieża zbytni wysiłek fizyczny.
Serbowie za punkt honoru postawili sobie zapewnienie dostojnemu gościowi bezpieczeństwa
i wizyta przebiegła spokojnie. Mimo iż, jeśli wierzyć sondażowi przeprowadzonemu
przez jedną z lokalnych rozgłośni radiowych na kilka dni przed przyjazdem Papieża, 63%
mieszkańców było jej przeciwnych (19% było "za", a 18 % nie miało zdania).
- Jan Paweł II to wielki autorytet - mówi Jovanka, emerytowana nauczycielka. - Wierzę,
że jego przesłanie pokoju usłyszą wszyscy mieszkańcy Banja Luki.
Dla Jovanki, która jest Serbką, wizyta Papieża była okazją do spotkania dawnych sąsiadów.
Mieszkający kiedyś obok katolicy uciekli stąd w czasie wojny i nigdy do Bośni nie wrócili.
Teraz przyjechali na beatyfikację Ivana Merza.
Podróż do ziemi cierpienia
Wyniesienie na ołtarze pierwszego świeckiego Chorwata, który na początku XX wieku
propagował na Bałkanach idee Akcji Katolickiej, było głównym celem papieskiej
pielgrzymki. Ale była to też podróż do miejsc, gdzie katolicy zostali w czasie wojen
bałkańskich zdziesiątkowani lub przepędzeni. Spośród 220 tys. wypędzonych wróciło
niecałe 10 tysięcy. Jan Paweł II chciał niejako złożyć im hołd, szczególnie zaś
ich biskupowi Franjo Komaricy, który w czasie wojny nie uległ presji Serbów, nie opuścił
Banja Luki i był przetrzymywany w areszcie domowym. - Niechętnie wracam myślami do
przeszłości - mówi "Tygodnikowi" bp Komarica. - Było dramatycznie, było
naprawdę ciężko. Na własnej skórze doświadczyłem siły zła. Żyłem w odosobnieniu
i pamiętam naprawdę trudne chwile. W tym czasie zabito siedmiu moich księży i jedną
zakonnicę - zupełnie niewinnych ludzi - za to, że pozostali wierni swojemu powołaniu.
Ksiądz Karol, Polak, opowiada, że w jego parafii przed wojną było 3 tys. wiernych.
Teraz ma zaledwie dwustu parafian.
Na lotnisku w Banja Luce witało Papieża trzyosobowe kolegialne prezydium Bośni i
Hercegowiny - Serb, Muzułmanin i Chorwat. To oni - według postanowień porozumienia z
Dayton - pełnią teraz władzę w państwie, co 8 miesięcy zmieniając się na czele.
Sprawujący obecnie funkcję szefa prezydium Serb, Borislav Paravac, pozdrowił Papieża
przybywającego "z misją pokoju i przyjaźni" do kraju, którego obywatele, po
trudnych latach konfliktów "stanowią dziś wspólnotę ludzi wolnych i równych".
Paravac podkreślił, że Jan Paweł II jest gościem Republiki Serbskiej Bośni i
Hercegowiny, która "pragnie dać dziś świadectwo swojej tolerancji religijnej i
narodowościowej". W przemówieniach na lotnisku znalazły się odniesienia do większości
marzeń tego ciągle niespokojnego kraju. "Oby dążenie Bośni i Hercegowiny do członkostwa
w zjednoczonej Europie spotkało się z pozytywnym przyjęciem" - życzył Papież,
dodając: "Staję u waszego boku, by prosić wspólnotę międzynarodową, która tak
wiele już uczyniła, aby nadal była z wami, pozwalając osiągnąć szybko sytuację pełnego
bezpieczeństwa w sprawiedliwości i zgodzie".
- Sytuacja nie jest tu jeszcze normalna - twierdzą polscy żołnierze, którzy stacjonują
w miejscowości Doboj i pełnią służbę w ramach międzynarodowych sił SFOR. W tej
okolicy są wioski, w których nie ocalał w czasie wojny ani jeden dom i do dziś nikt
nie mieszka. - Mimo iż od konferencji w Dayton minęło osiem lat, wielu uchodźców i
wypędzonych ciągle nie może wrócić w rodzinne strony - mówi bp Komarica podkreślając,
że poszczególne grupy etniczne w Bośni "nie żyją już tak jak dawniej".
Polacy patrolujący ten region uważają, że widok międzynarodowych wojsk uspokaja
"bojowe" nastroje poszczególnych grup narodowościowych. - Gdy stąd
wyjedziemy, może znowu wezmą się za łby - mówią nieoficjalnie żołnierze. W ich
bazie znajduje się prawdziwy arsenał starej broni i granatów, które oddają mieszkańcy
pobliskich wiosek.
Papieskie "mea culpa"
Organizatorzy Mszy papieskiej prosili, by na to spotkanie nie przynosić flag ani napisów,
które mogłyby kogoś urazić. Wśród tłumu dominowały więc flagi i kolory watykańskie.
Uroczystość beatyfikacyjna, która zgromadziła blisko 40 tys. ludzi, odbyła się w
miejscu wzbudzającym kontrowersje: franciszkańscy zakonnicy z mieszczącego się na wzgórzu
Petriczevac klasztoru zamieszani byli w masakry prawosławnych w 1942 roku. Ale właśnie
w tym miejscu papież postanowił wygłosić "mea culpa", pragnąc wymazać
najbardziej niechlubną kartę w dziejach chorwackiego Kościoła, który w czasie II
wojny światowej współpracował z nazistowskimi ustaszami. "Z tego miasta,
naznaczonego w ciągu wieków cierpieniem i krwią, błagam Pana Wszechmogącego, by zmiłował
się wobec win popełnionych przeciw człowiekowi, jego godności i wolności, także
przez synów Kościoła Katolickiego, i by wszystkim dał pragnienie wzajemnego
przebaczenia - mówił Jan Paweł II. - Tylko w klimacie prawdziwego pojednania pamięć
tak wielu niewinnych ofiar i ich poświęcenie nie będą próżne, dadzą nam bowiem
odwagę, by budować nowe relacje braterstwa i zrozumienia".
Papież, nazwany przez bpa Komaricę "Janem Pawłem Wielkim", przyjechał do
Banja Luki także po to, by zwrócić się do prawosławnych i muzułmanów. W czasie Mszy
przesłał "braterskie pozdrowienia" patriarsze Belgradu Pavle oraz członkom Świętego
Synodu Serbskiego Kościoła Prawosławnego. "Nowy wigor, jakiego nabrał ostatnio
nasz marsz ku wzajemnemu zrozumieniu, wzajemny szacunek oraz braterska solidarność
stanowią powód do radości i nadziei dla tego regionu" - powiedział Jan Paweł II.
Ale ziemia ta to także miejsce spotkania chrześcijaństwa z islamem: Papież spotkał się
w Banja Luce z przedstawicielami muzułmanów.
Gdy przedstawiciele rządzącego Bośnią i Hercegowiną "triumwiratu" dziękowali
papieżowi za to, "co mówił, gdy inni milczeli", rzecznik Watykanu Joaquin
Navarro-Valls zdradził, że postanowili oni sprawić Janowi Pawłowi II nietypowy
prezent. Członkowie kolegialnego prezydium zobowiązali się wspólnie zwrócić
wszystkim związkom wyznaniowym - katolikom, prawosławnym, muzułmanom oraz żydom dobra
zagarnięte przez reżim komunistyczny.
© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl
|