adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 26 (2816)
29 czerwca 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej

  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Stanisław Lem
  Czesław Miłosz
  Jacek Podsiadło

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz



Prasa krajowa

Mediów szaleństwo prounijne


W dyskusji o przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej krajowe media w zdecydowanej większości silnie zaangażowały się po stronie zwolenników integracji. Zaangażowanie mediów w nakłanianie do głosowania na "tak" wielu nazywa wręcz propagandą - pisze w PRESSIE (6) Paweł Siennicki.

Było widać, że 90 proc. dziennikarzy jest sercem po stronie euroentuzjastów. Dziennikarz ma prawo do własnych poglądów. Ale podczas debat powinien przede wszystkim szukać dziury w całym, także w poniekąd słusznej sprawie. Czasami miałem wrażenie, że więcej było agitacji niż dociskania i trudnych pytań. Lepiej, gdy dziennikarz występuje w roli adwokata diabła - ocenia Bogdan Rymanowski.

"Wiadomości" TVP raziły celebrą polityków agitujących za Unią i brakiem krytycyzmu. Widzowie mogli obejrzeć obszerne relacje ze spotkań członków rządu, prezydenta i liderów prounijnych partii w terenie. Informacji o działaniach eurosceptyków było wyraźnie mniej. Szef "Wiadomości" TVP Piotr Sławiński broni się: Powinniśmy to robić, bo to jest misja telewizji publicznej.
A na zarzuty Ligi Polskich Rodzin o łamanie zasady równości w dostępie do mediów odpowiada: W programach informacyjnych czy publicystycznych nie można utrzymać stosunku 50 do 50 między zwolennikami a przeciwnikami Unii. W społeczeństwie też jest więcej zwolenników integracji.

Polska Agencja Prasowa przyjęła regułę informowania o nawet najdrobniejszych wydarzeniach związanych z referendum (w depeszach znalazły się wiadomości o poparciu dla Unii związków sztangistów, golfistów i szachistów). Jednak depeszę o inauguracji kampanii antyunijnej przez LPR podano dopiero w serwisie nocnym.

W "Gazecie Wyborczej" - obok użytecznych informacji o kosztach przystąpienia do Unii oraz rozmaitych poradników - publikowano sążniste referaty polityków popierających akcesję (m.in. gen. Wojciecha Jaruzelskiego apelującego do "byłych towarzyszy, którzy mają wątpliwości" o wzięcie udziału w referendum za Unią jako "szansą dla Polski"). Wicenaczelny "Gazety" Piotr Stasiński przyznaje, że jego pismo przekroczyło granicę między informowaniem a agitacją. Argumentuje jednak, że gdyby chcieć relacjonować każdy pogląd eurosceptyków, "byłby to tępy obiektywizm". Pada też argument zasadniczy: że wejście do Unii jest zgodne z polską racją stanu, stąd trudno było o inny ton w środkach przekazu.

Sami dziennikarze wspominają, że prowadzenie dyskusji między zwolennikami a przeciwnikami było trudne, bo obie strony były skłonne tylko referować swoje poglądy i nie sposób było sprowadzić dyskusji do jednej płaszczyzny. Andrzej Morozowski, autor programu "Europa - ostatnia prosta" mówi wprost: Niewielu jest medialnych polityków, przeciwników integracji, których można zaprosić do studia. Zauważa też, że o ile zwolennicy Unii przygotowali mnóstwo materiałów na temat akcesji, to przeciwnicy ograniczali się do ulotek z tezami w rodzaju "ceny wzrosną o 55 proc., kościoły będą puste i Niemcy nas wykupią" bądź - jak w przypadku narodowców - hasłami nie nadającymi się do cytowania. Tak samo kaja się "Przegląd": Staliśmy się propagandystami. Ale jaki mieliśmy wybór?

Dziennikarze żalą się jednak, że w redakcjach nastąpiło "prounijne szaleństwo". W jednym z opiniotwórczych dzienników redaktorzy musieli ponoć szybko - między zamknięciem wydania krajowego i stołecznego zmienić tekst o kosztach integracji tak, by jego wymowa była bardziej optymistyczna i korzystniejsza dla zwolenników Unii.

Są jednak głosy, że dziennikarze zrobili dla promocji Unii za mało. Andrzej Jonas, naczelny "The Warsaw Voice" jest zdania, że środowisko dziennikarskie - jako ważna grupa obywatelska - powinno zabrać głos, wzywając do poparcia integracji.

Pewne jest jedno: jeżeli społeczeństwo rozczaruje się Unią, odbije się to na euroentuzjastycznych mediach - stracą one część społecznego zaufania.

KB


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny