|
|
Listy

Zobacz też listy w sprawie antykoncepcji
Trudny temat
W trakcie akcji "Niech nas zobaczą" chciałem napisać o homoseksualizmie na łamach
biuletynu parafialnego, z którym współpracuję. Napisałem dwa felietony i wysłałem
do księdza, który jest jego wydawcą. Tekstów nie wykorzystano. Temat jednak się
przypominał, a to podczas przeglądania lektury pisma edukacyjnego "Cogito"
(7/2003), które kupuję dla córki (w rubryce "Obyczaje" znalazło się zdjęcie
prezentowane w ramach tej kampanii i krótka o niej informacja), a to w "TP". Myślę,
że pani Józefie Hennelowej, autorce tekstu "Przykro mi..." ("TP" nr
18/2003), należy się poparcie. Dyskusja nie powinna toczyć się jedynie między
zwolennikami akcji "Niech nas zobaczą", a felietonistką "TP"
[polemikę publikowaliśmy w dziale "Listy", w "TP" nr 22/2003 -
red.].
Czym jest tolerancja? W "Katechizmie Kościoła Katolickiego" czytamy:
"Znaczna liczba mężczyzn i kobiet przejawia głęboko osadzone skłonności
homoseksualne. Osoby takie nie wybierają swej kondycji homoseksualnej; dla większości z
nich stanowi ona trudne doświadczenie. Powinno się je traktować z szacunkiem i
delikatnością. Powinno się unikać wobec nich jakichkolwiek oznak dyskryminacji".
Trzeba złej woli, żeby temu stanowisku zarzucić brak tolerancji. Nie wolno nam o parach
homoseksualnych wyrażać się obraźliwie, nie wolno naśmiewać się z nich i w
jakikolwiek sposób prześladować. Mamy jednak prawo do poglądu uznającego, że
homoseksualizm jest sprzeczny z naturalnymi różnicami płci, sprawiającymi, że jedynie
związek mężczyzny i kobiety jest małżeństwem i na nim opiera się rodzina. Takie
zdanie nie jest dyskryminacją.
Czy Polska jest krajem nietolerancyjnym w porównaniu z innymi krajami? Wojciech Klewiec w
artykule "Parada zwycięzców", opublikowanym na łamach nieistniejącego już
dziennika "Życie", napisał: "Odkąd do głosu doszli agresywni liderzy
Gay Pride, wielu ludzi zaczęło darzyć homoseksualistów niechęcią. Rodzą się z niej
rozmaite demonstracje, których uczestnicy, jak choćby we Włoszech, wymachują hasłami:
"Geje w Koloseum? Tylko z lwami"" (maj 2001 r.). Joanna Petry-Mroczkowska
tekst "Amerykanie wobec homoseksualizmu" rozpoczęła zdaniem:
"Homoseksualizm, jak niewiele innych problemów, dzieli społeczeństwo amerykańskie
na dwa obozy" ("Więź", 7/2002). Dowiadujemy się, że 70 proc. obywateli
(podobnie jak w Polsce) uważa, że "stosunki pomiędzy osobami tej samej płci są
niewłaściwe". Kłamią więc polscy promotorzy prawa dla związków homoseksualnych
twierdząc, że nasz kraj wyróżnia się negatywnie na tle innych państw.
Oby brak wyobraźni nie zamienił się w nadmiar tolerancji. Zainicjowana niedawno akcja
"Niech nas zobaczą" dowodzi, że temat homoseksualizmu wywoła jeszcze jedną
trudną dyskusję, w której ogromna część społeczeństwa najchętniej by nie
uczestniczyła. Może jednak należy się do tego sporu przygotować? Obawy, że kampania
"Niech nas zobaczą" będzie mieć dalszy ciąg, nie są bezzasadne. Może się
on wyrazić w haśle: "Pozwólcie nam mieć rodziny". Na billboardach zobaczymy
zdjęcia "młodych, sympatycznie wyglądających, uśmiechniętych ludzi" tej
samej płci prowadzących małe dzieci za rączki.
MIROSŁAW R. KANIECKI
(Brodnica, woj. kujawsko-pomorskie)
Tzw. Kolaboracja
Bardzo dobrze, że "Tygodnik" udostępnił łamy promotorowi i recenzentowi
pracy pani Anetty Rybickiej - prof. Marianowi Wojciechowskiemu i prof. Włodzimierzowi
Borodziejowi ("TP" nr 23/2003). Trzeba usłyszeć, co druga strona ma do
powiedzenia. Jednak poza tym, że chodzi o mało istotny fragment rozprawy doktorskiej,
nic na swą obronę nie mają. Tymczasem na pracę owych "kolaborantów" zgadzało
się państwo podziemne i była ona przykrywką dla ich działalności konspiracyjnej. Stało
się tak, jakby jakaś doktorantka odkryła, że kapitan Kloss był kolaborantem, bo
pracował w Abwehrze i miał stopień oficera. A recenzenci pracy tłumaczyli, że
doktorantka znalazła niemieckie źródła, z których wynika, że przełożeni kapitana
Klossa byli z jego pracy zadowoleni.
Anetta Rybicka tym fragmentem pracy, choć drobnym, ośmieszyła siebie, prof.
Wojciechowskiego i recenzentów, a teraz w ramach polemiki uczeni ośmieszają się nadal.
Rozumiem prof. Tadeusza Ulewicza, ale prof. Wojciechowski zasłużył nie tyle na
"emocjonalne starcie", ile na to, by mu śmiechem parsknąć prosto w nos!
Profesorowie zatrudnieni w Ost-Institut byli oskarżani o kolaborację jeszcze za okupacji
i zaraz po wojnie. Był to dogodny pretekst dla komunistów do ataków na Polską Akademię
Umiejętności. Słyszałem o tym od ojca, Stanisława Urbańczyka, który opisał to we
wspomnieniach "Z miłości do wiedzy" (Księgarnia Akademicka, Kraków 1999).
KAZIMIERZ URBAŃCZYK
(Kraków)
|
|