adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 26 (2816)
29 czerwca 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej

  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Stanisław Lem
  Czesław Miłosz
  Jacek Podsiadło

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet

Listy antykoncepcja


Jakie wartości chroni zakaz stosowania antykoncepcji, tak stanowczo i wielokrotnie głoszony przez Urząd Nauczycielski Kościoła? Publikowane w "TP" nr 22/2003 artykuły Artura Sporniaka ("Seks, miłość i antykoncepcja") oraz o. Karola Meissnera OSB ("Niewłaściwe pytanie") rozpoczęły dyskusję, poszukującą odpowiedzi na to pytanie. Wszystkie teksty oraz listy na ten temat są dostępne na naszej stronie internetowej: www.tygodnik.com.pl


A może spać osobno?

Materiały o antykoncepcji, jakie ukazały się na łamach "TP", stanowią esencję tego, za co tak bardzo cenię "Tygodnik". Najpierw poruszenie zagadnienia antykoncepcji przez publikację dwóch artykułów w tonie moralizatorsko-teologiczno-filozoficznym, a dwa numery później śmiała odpowiedź z pozycji czysto praktycznej czytelników. Cieszy mnie, że istnieje pismo, nie obawiające się poruszać trudnych tematów odważnie i uczciwie.

Czytelnicy pisali już, że metoda NPR nie zawsze jest skuteczna i nie w każdym przypadku możliwa do zastosowania. Pierwszej tezy nie potwierdziłem z żoną empirycznie, jednakże

2-miesięczny (kochany i sprawiający wielką radość) owoc naszej miłości jest dowodem, że minimalna niefrasobliwość żony w ocenie fazy cyklu pociąga za sobą nieodwracalne skutki. Cieszymy się naszą córeczką, ale chcielibyśmy też trochę nacieszyć się sobą. Tymczasem w instrukcjach NPR wyczytaliśmy: "Po porodzie przez długi czas może pojawiać się i zanikać śluz, który za każdym razem traktujemy jako objaw płodności. Jeżeli wtedy mamy wątpliwości, czy wystarczająco wcześnie spostrzeżemy pojawienie się śluzu po raz kolejny, to należy przerwać współżycie na dłuższy czas, aż do pojawienia się regularnych cykli, albo zaakceptować niewielkie prawdopodobieństwo nieoczekiwanej ciąży" (wg http://free.med.pl/wrochna/www.htm). Co z tego wynika dla nas?

Druga ewentualność nie wchodzi w grę. Dla mnie nie byłby to jeszcze zbyt duży problem, bo planujemy więcej dzieci, ale dla żony już tak: "Mój organizm jeszcze nie odpoczął po "trudach" pierwszej ciąży, a samo zajmowanie się maluchem (karmienie, przewijanie, spacery itp.) jest ogromnie wyczerpujące. Gdybym teraz zaszła w ciążę, nie wiem, jak bym sobie poradziła. Ty pracujesz, a najbliższa rodzina mieszka 400 km stąd. Nie wyobrażam sobie chociażby ściągania wózka po schodach z pierwszego piętra "z brzuchem"". Pomijam tak przyziemne sprawy, jak zwolnienie ciężarnej żony z pracy.

Jeśli chodzi o pierwszą możliwość, to między innymi: żona karmi tylko piersią, co sprawia, że regularność cykli może być zachwiana nawet przez 6 miesięcy, a śluz będzie trudny do rozpoznania. Pomni genezy poczęcia pierwszej pociechy, jesteśmy więc wyłączeni ze współżycia na pół roku, do czego trzeba dodać półtora miesiąca abstynencji seksualnej z okresu przed porodem (wg zaleceń lekarza). I jak to się ma do współżycia jako "miernika uczuć małżeńskich"? W imię czego musimy być poddawani tak heroicznej próbie? Czy istnieją jakieś pozytywne aspekty długiej wstrzemięźliwości seksualnej w małżeństwie? Zastanawialiśmy się nawet, czy nie lepiej byłoby spać osobno, żeby być w zgodzie z nauką Kościoła...

(nazwisko i adres do wiadomości redakcji)




To nie jest dogmat

Sposób poruszenia tak ważnego tematu przez "TP" zasługuje na uznanie. Dziękuję. Poświęciłam sporo czasu, aby dotrzeć do aktualnego stanu wiedzy, co do metodologii NPR, ponieważ chciałam je stosować jak najlepiej. Zauważyłam, że ucząc o tej metodzie, obiecuje się więcej niż może ona dać. Metoda, bazująca na obserwacji objawów (w połowie klasyfikowanych na podstawie subiektywnej oceny) żywego organizmu, podlegającego wpływom wielu czynników, jest obarczona sporym marginesem błędu. Oczywiście, że w razie wątpliwości należy zaniechać współżycia. Tylko że te wątpliwości trzeba mieć! Znam wieloletnią instruktorkę NPR, która zaszła w nieplanowaną ciążę i nie był to skutek braku samodyscypliny. Stosowanie NPR nie jest ani proste, ani łatwe, ani skuteczne, jak głoszą osoby je propagujące.

Dlaczego przemilcza się, informując o NPR, problem psychologicznego obciążenia kobiety, na której spoczywa ciężar oceny objawów i decyzji o współżyciu? Za mało w tej popularyzacji naukowego obiektywizmu, za dużo hipokryzji. Doświadczenie sakramentu małżeństwa dane jest świeckim małżonkom. Szkoda, że o tym, jak żyć w małżeństwie, mówią przede wszystkim duchowni. Są ludzie, którzy chcą pogodzić drogę do Boga, poczucie odpowiedzialności za rodzinę i zrozumieć, dlaczego antykoncepcji Kościół mówi "nie". Co znajdują? Osoby, które chciałyby zadekretować, że teoria już wszystko wyjaśniła, a jeśli ktoś ma wątpliwości, tym gorzej dla niego. Ale przecież nauka o antykoncepcji nie jest dogmatem?

(nazwisko i adres do wiadomości redakcji)




Wątpliwości outsidera

Jestem ateistą życzliwie nastawionym do Kościoła dzięki temu, że poznawałem i poznaję go przez "TP". Chociaż nie zgadzam się z niektórymi poglądami pisma, na własny użytek określam je jako pismo "katolików, z którymi daje się dyskutować". Wstęp ks. Adama Bonieckiego do dyskusji o antykoncepcji potwierdza niechęć "Tygodnika" do dialogu, który byłby rozpisanym na głosy monologiem. Niestety, tym razem zarówno Artur Sporniak, jak o. Karol Meissner prezentują to samo stanowisko, tyle że pierwszy autor ma wątpliwości, a drugi - nie.

Takie stwierdzenia, jak "[małżonkowie] podejmują zaś współżycie małżeńskie w okresach niepłodności po to, aby świadczyć sobie wzajemną miłość i dochować przyrzeczonej wzajemnej wierności" (Paweł VI) niczego nie wyjaśniają. Przecież małżonkowie stosują środki antykoncepcyjne także po to, aby świadczyć sobie wzajemną miłość i dochować przyrzeczonej wierności. Podobne jest rozumowanie o. Meissnera: małżeństwo nie sięgałoby po antykoncepcję, gdyby stosunek nie prowadził do poczęcia; albo więc małżonkowie, stosujący antykoncepcję, nie znają NPR, albo kieruje nimi jedynie "nieodparta potrzeba seksualna". Czy potrzebę seksualną można z góry oceniać negatywnie? Określenie "otwarcie na przekazywanie życia ludzkiego" rozumiałem dotychczas inaczej niż Sporniak. Była to dla mnie gotowość do przyjęcie dziecka, mimo stosowania takich czy innych zabezpieczeń (które mogą zawieść) oraz świadomość, że stosunek seksualny może prowadzić do poczęcia dziecka.

O. Meissner stwierdza, że antykoncepcja jest przejawem lęku przed płodnością, jak gdyby w stosunku do NPR nie można było wytoczyć tego samego oskarżenia. Dalej pisze, że rodzice traktują dziecko jako przeszkodę w osiąganiu swoich celów. To nie tylko bezpodstawne oskarżenie, ale również wykorzystywanie osobistych wątpliwości wiernych, którzy nie są pewni, czy jest w nich dość miłości, żeby mieć dziecko, a kiedy już jest - czy znajdą dość sił i mądrości, aby je wychować. Cokolwiek złego się stanie, można to przypisać niedostatkom miłości do dziecka, a te z kolei antykoncepcji. Tyle że jest to uproszczenie. Czy dziewczyna pragnąca rodzeństwa i z żalem mówiąca o antykoncepcji rodziców, z przykładu o. Meissnera, byłaby uradowana odkryciem, że nie ma braciszka, bo rodzice stosują metody zalecane przez Kościół? Czego ma dowodzić ten przykład?

Dziękuję "TP" za podejmowanie niełatwych tematów.

RAFAŁ MASZKOWSKI
(Piaseczno k. Warszawy)





Brak mi dyskrecji

Jako argument przeciw sztucznej antykoncepcji pada m.in. stwierdzenie, że ludzie mogą nadużywać miłości cielesnej. Kiedy? W tym pośpiechu, szeregu wypełnianych do północy prac i obowiązków? Gdy na tak wiele rzeczy, nawet sen, brak czasu? NPR raczej nie chroni przed tym nadużyciami, bo Kościół, zalecając okresy abstynencji, nie docieka jakości współżycia małżonków w dni "bezpieczne". Skoro w dni bezpłodne Kościół zatrzymuje się przed drzwiami sypialni, dlaczego tak bardzo dba o przejrzystość czasu płodnego? Nie dziwię się zażenowaniu niektórych osób, uważających, że brak w tym konsekwencji i dyskrecji.

Czym, w myśleniu małżonków, różni się współżycie przy użyciu antykoncepcji od współżycia w fazie niepłodnej? Mentalnie - niczym: i jedni, i drudzy nie chcą poczęcia dziecka. Być może argumenty o otwarciu się małżonków na siebie przy stosowaniu metod naturalnych, można wytłumaczyć racjonalnie, ale nie można empirycznie. Na dodatek kobieta, bojąc się niechcianej ciąży, może obrócić lęki przeciw mężowi. A jeśli dojdzie do zerwania łączącej ich więzi, nawet w chwilach intymnych? Biorąc pod uwagę stwierdzenie zapisane w Katechizmie: "w małżeństwie cielesna intymność małżonków staje się znakiem i rękojmią komunii duchowej" (KKK, 2360), przy stosowaniu NPR niewiele jest chyba komunii pozbawionych strachu, dających poczucie "ubogacenia się sercem radosnym i wdzięcznym" (KKK, 2362).

AGNIESZKA TOMASIK
(Sopot)

 


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny