dotb.gif

„TP”, Nr 26 (2816), 29 czerwca 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2816/kultura07.php



Czasy zmuszają do aktywności i nauki

Z Barbarą Jóźwiak, prezesem Wydawnictwa Naukowego PWN,
rozmawia Andrzej Franaszek


Andrzej Franaszek: - Czy Polacy chcą się uczyć?

BARBARA JÓŹWIAK: - Polacy coraz bardziej doceniają rolę wiedzy i własnych umiejętności. Zarówno ludzie młodzi, jak i dorośli zdali sobie sprawę, że w obliczu rosnącej konkurencji zdobywanie nowych kwalifikacji daje poczucie lepszego przygotowania do wymagań pracodawców, a także pewności, że damy sobie z nimi radę. Z tych względów można zaryzykować stwierdzenie, że chcemy się więcej uczyć niż inni, choć nie jesteśmy przecież pod tym względem jakimś wyjątkowym narodem. Po prostu czasy zmuszają nas do aktywności i wysiłku. Musimy nabrać przekonania, że potrafimy skutecznie konkurować z innymi.


"Kapitał ludzki"

- Zmieniła się zatem postawa studentów i wobec nauki, rzeczywiście traktuje się ją dzisiaj jako "inwestycję w siebie"?

- Jeszcze nie tak dawno nie można było zdawać egzaminów wstępnych na więcej niż jedną uczelnię. Obecnie kandydaci składają podania na kilka kierunków jednocześnie, aby zwiększyć swoje szanse. Skończenie studiów jest dla większości młodych ludzi warunkiem koniecznym do zapewnienia sobie lepszego startu w dorosłe życie. Bardzo wielu studentów nie poprzestaje na jednym wydziale lub uczelni i jednocześnie stara się skończyć dwa (czasem nawet więcej!) kierunki. Są przeświadczeni, że wiedza, którą zdobędą, przekona pracodawców, a co najważniejsze: uchroni przed brakiem pracy. Tak duże poświęcenie i obciążenie tylko dla własnej satysfakcji byłoby udziałem nielicznych.

Wielu studentów uczy się kilku języków obcych. Wiedzą, że bez znajomości przynajmniej dwóch języków obcych ich szanse maleją. Śledząc ogłoszenia nietrudno zauważyć, jak bardzo wzrosły wymagania pracodawców, teraz już niemal każdy - bez względu na faktyczne kontakty zagraniczne - chce zatrudniać pracowników, znających języki. Najlepsze ostatnio to tzw. dwa unijne: angielski i francuski, choć ten drugi wiele stracił na popularności. Może ze względu na naszą akcesję do UE "powróci do łask".

Wszystko to świadczy o zwiększającej się świadomości znaczenia wiedzy wśród studentów i nie tylko wśród nich. Ostatnio egzaminy do gimnazjum pokazały, jak dużą wagę do wyboru dobrej szkoły przywiązują rodzice. W najlepszych gimnazjach - niczym na wyższych uczelniach - było kilkunastu kandydatów na jedno miejsce. Dlaczego? Myślę, że z powodu głębokiego przekonania rodziców do tzw. wysokiego poziomu tych szkół, czyli chęci zapewnienia dzieciom jak najlepszej wiedzy i przygotowania do dalszej nauki.

Oczywiście, takie świadome podejście do własnej wiedzy jest charakterystyczne tylko dla części uczących się. Zawsze będzie grupa osób, która tego nie docenia i uczy się nie dla siebie, lecz by mieć np. święty spokój w domu. Ale sądząc po wzrastających wynikach sprzedaży naszych publikacji szkolnych czy akademickich, jest ona coraz mniej liczna.

- A osoby dorosłe, które chcą lub muszą dokształcać się, by podnosić kwalifikacje zawodowe?

- Wiele naszych publikacji jest kupowanych nie tylko przez studentów. Ze względu na konfrontację z nowymi technologiami, sposobami zarządzania czy teoriami naukowymi - książki PWN są potrzebne również wielu dorosłym. Zarówno indywidualnie, jak również często z pomocą pracodawcy zdobywamy nowe lub pogłębiamy dotychczasowe kwalifikacje. W dalszym ciągu, pomimo pojawienia się nowych mediów, książka spełnia w procesie samokształcenia bardzo istotną rolę.

Nie mamy precyzyjnych danych o osobach, które w Polsce uczą się dalej, lecz patrząc na rozwój firm szkoleniowych, liczbę seminariów czy kursów organizowanych dla dorosłych, widać, że coraz częściej inwestujemy w siebie. Trochę z chęci bycia lepszym, a trochę z obawy przed młodszymi, lepiej wykształconymi konkurentami.

Daleko nam jednak do najbardziej rozwiniętych krajów europejskich i USA - w krajach skandynawskich odsetek osób dorosłych w procesie tzw. kształcenia ustawicznego, czyli uczenia się w ciągu roku, wynosi ok. 55 proc., w Hiszpanii, do której lubimy się porównywać, ok. 54 proc., zaś w USA - 51 proc. Najniższy wynik ma Portugalia z 13 proc. Choć nam mogą się wydawać bardzo dobre, jednak Unii Europejskiej te wskaźniki nie zadowalają i są uznawane za zbyt niskie.

UE stawia sobie bardzo ambitne cele związane z edukacją. Kraje członkowskie powinny zapewniać odpowiednie warunki do tworzenia europejskiej gospodarki, opartej na wiedzy. Edukacja jest jedną z najważniejszych dziedzin, które pomogą osiągnąć ten cel. Inwestowanie w "kapitał ludzki" w znacznym stopniu zwiększa produktywność i jest atrakcyjną formą inwestowania zarówno na poziomie mikroekonomicznym, jak i społecznym.


Edukacyjny pragmatyzm

- Po wejściu do UE Polacy mogą stanąć wobec podwyższonych wymagań pracodawców. Jak jest przygotowany do tego rynek książki edukacyjnej?

- Wymagania pracodawców rosną od kilku lat, choćby te - już wspomniane - dotyczące znajomości języków obcych. Poszukiwani są pracownicy, którzy zdobywają coraz bardziej ukierunkowaną wiedzę. Na uczelniach coraz rzadziej są polecane podręczniki z tzw. wiedzą ogólną. Zarówno wykładowcy, jak i studenci szukają podręczników precyzyjniej przygotowanych do ich potrzeb.

PWN dostrzegł te potrzeby już wcześniej, nasz dział marketingu zbiera szczegółowe informacje zarówno od studentów, jak wykładowców akademickich. Na tej podstawie zmieniamy zawartość podręczników, pracujemy z autorami nad konstrukcją książki zarówno w warstwie treściowej, jak i wizualnej. Nie rezygnujemy z podręczników dodatkowych, które pozwalają uzupełniać lub pogłębiać określone zagadnienia.

Definiujemy kierunki o największym potencjale rozwoju zarówno pod względem liczby studentów, jak i wydatków na zakup książek. Cały czas monitorujemy nasz udział w rynku książki akademickiej. Wszystkie te działania pozwoliły nam stworzyć nową, uaktualnioną strategię wydawniczą dla Wydawnictwa Naukowego PWN, którą realizujemy od kilku miesięcy.

- Na czym ona polega?

- Przede wszystkim na wyselekcjonowaniu najbardziej atrakcyjnych ośrodków naukowych w Polsce, a także precyzyjnym zdefiniowaniu dziedzin i dyscyplin, do których powinniśmy przygotowywać nasze publikacje. W ślad za tym musi ulec zmianie konstrukcja i zawartość podręczników akademickich. Ostatnio uległ zmianie poziom i sposób nauczania na uczelniach wyższych i zarówno wykładowcy, jak i studenci szukają odpowiednich materiałów. PWN z pewnością może je dostarczać. Nie chcę zdradzać zbyt wielu szczegółów, gdyż konkurencja nie śpi...

- Wspomniała Pani o zmienionych oczekiwaniach osób uczących się...

- W ostatnich latach nastąpiła dość wyraźna zmiana w sposobie nauczania na wyższych uczelniach. Wynika to z bardziej pragmatycznego podejścia do studiów przez samych studentów. Tym bardziej, że teraz na studia trafiają osoby, które ukończyły szkoły średnie w zmienionym programie nauczania i zmienionej metodologii. Studenci szukają podręczników, które umożliwią im znalezienie konkretnej wiedzy, najlepiej popartej przykładami i ćwiczeniami. Zmusza ich do tego zarówno brak czasu, bo oprócz studiowania np. pracują, jak i chęć udowodnienia swej przydatności pracodawcy natychmiast po uzyskaniu dyplomu. Jeszcze kilkanaście lat temu odbieraliśmy dyplom uczelni i rozpoczynaliśmy pracę, aby nauczyć się pracować. Obecnie pracodawcy chcą zatrudniać jak najlepiej przygotowanych absolwentów, bardzo chętnie z jakimś doświadczeniem praktycznym.

Dlatego też sama funkcja podręcznika zmienia się. Bardzo popularna i świetnie oceniana jest nasza seria "Krótkie wykłady", właśnie dzięki formie "esencji", w której przedstawia dane zagadnienie.


"Taniej niż ksero"

- Jak książka radzi sobie z konkurencją ze strony innych mediów - multimedialnych programów komputerowych, internetu, tematycznych kanałów telewizyjnych?

- To silni konkurenci, jednak książka w dalszym ciągu zachowuje swoją pozycję. Również dlatego, że trudno znaleźć inne medium, które tak wspaniale umożliwiałoby rozwijanie wyobraźni. Wyobraźnia zaś kształtuje i wzbogaca człowieka i jej znaczenie w naszym rozwoju jest nie do przecenienia. Dzięki czytaniu potrafimy również znacznie lepiej i precyzyjniej wyrazić swoje myśli słowami. Życie bez czytania jest uboższe, zaś w dalszym ciągu najprzyjemniej czyta się książkę w formie tradycyjnej.

Jako wydawcy nie ograniczamy się jednak do tradycyjnej formy książki, szczególnie, że naszymi odbiorcami są w znacznym stopniu ludzie młodzi. Grupa PWN osiągnęła już dość duży udział w rynku publikacji multimedialnych. Encyklopedia PWN, Atlas świata, słowniki języka polskiego na CD-ROMach i DVD dają nam pozycję lidera rynkowego w tym segmencie. Ponadto do wydań książkowych słowników języka polskiego dołączane są również płyty CD.

Dla książki akademickiej przygotowujemy tzw. aneksy internetowe, czyli specjalne strony w internecie, poświęcone danemu tytułowi wydanemu w tradycyjnej "papierowej" wersji, które dostarczą dodatkowych informacji, wskażą uzupełniające ćwiczenia, a przede wszystkim pozwolą na szybkie uaktualnianie treści.

Tendencje światowe wskazują, że wydawnictwa naukowe ewoluują również w stronę serwisu wydawniczego, który posługuje się nowymi technologiami, środkami przekazu i narzędziami. PWN ze swoimi ogromnymi zasobami treści ma na tym polu wielką szansę. Osobiście jestem optymistką i nie sądzę, aby nowe media całkowicie zagroziły istnieniu książki w tradycyjnej formie. Na pewno zmienią jej dotychczasową rolę i do tego staramy się przygotować.

- Jak PWN stara się zapewnić atrakcyjność swojej oferty, jakie działania marketingowe są tu szczególnie skuteczne? Jak się "sprzedaje wiedzę"?

- Marketing dość późno zawitał do wydawnictw naukowych, prawdopodobnie ze względu na specyfikę rynku, ale podstawowe zasady marketingowe i tutaj znakomicie się sprawdzają.

Wydawcy książek akademickich i ich autorzy szczególnie cierpią z powodu kserowania książek. PWN jest według naszej oceny na pierwszym miejscu spośród wydawców, których książki się kseruje. Dlatego w ubiegłym roku podjęliśmy akcję "Taniej niż ksero", czyli zaproponowaliśmy książki w bardzo przystępnych dla studentów cenach. W latach następnych będziemy tę akcję kontynuować, bo znalazła uznanie zarówno studentów, jak i naszych sprzedawców.

Książki PWN zyskują coraz lepiej widoczną "tożsamość graficzną", czyli starannie wypracowywany wygląd okładek, zarówno pod względem kolorystyki, jak i liternictwa. Staramy się również proponować poręczny format i objętość.

Co roku rozsyłamy nasze katalogi z bieżącą ofertą, a także 4 lub 5 katalogów z ofertą wysyłkową. Docieramy bezpośrednio do szkół z naszymi tytułami encyklopedycznymi i słownikami. Studentów zachęcamy do odwiedzania naszej strony internetowej (www.pwn.com.pl), gdzie zawsze czekają na nich specjalne propozycje. W tym roku wprowadziliśmy comiesięczne "Zapowiedzi wydawnicze PWN", które otrzymują księgarnie w całym kraju. Stale zapraszamy też do 7 księgarń własnych, zlokalizowanych w największych ośrodkach akademickich.

- O jakich nakładach i zyskach mówimy? Jak wypada rynek książki naukowej w Polsce w porównaniu z innymi krajami europejskimi?

- Rynek książki naukowej w Polsce boryka się z kłopotami charakterystycznymi dla całej branży, czyli malejącym popytem, malejącymi nakładami, kulejącą dystrybucją, brakiem pieniędzy na zakupy książek w bibliotekach. Dodatkowo zaś wspomnianym już piractwem, czyli kserowaniem, na którym tracą autorzy i wydawcy. Wielu czytelników narzeka na wysokie ceny. Są one rzeczywiście niemałe w porównaniu do naszych zarobków. Jednak w stosunku do innych krajów europejskich ceny naszych książek są niskie, jeśli odniesiemy je do kosztów produkcji, które z kolei są u nas porównywalne do zagranicznych.

O zyskach, nakładach, ich porównywaniu trudno mówić, bo nie mamy jeszcze profesjonalnego, opartego na takich samych jak na Zachodzie parametrach, standardu badań rynku książki.

- Będąc poważną firmą, PWN z pewnością angażuje się w akcje społeczne, działania pomocowe, akcje edukacyjne etc. Jak wyglądają konkrety?

- Powiem o akcji społecznej, która trwa właśnie w tej chwili, choć jest ich istotnie wiele. Nazwaliśmy ją "Potrzebny słownik", a polega na tym, że każdy może zostać darczyńcą i kupić znacznie taniej wydany przez nas ostatnio 4-tomowy "Uniwersalny Słownik Języka Polskiego", z przeznaczeniem dla wybranej przez siebie szkoły. Może to być nasza dawna szkoła lub np. szkoła, do której chodzą nasze dzieci. Jeśli fundator nie chce wskazywać żadnej konkretnej szkoły, PWN wybierze ją w jego imieniu. PWN wysyła książki pod wskazane adresy na własny koszt. W październiku planujemy spotkanie największych darczyńców w siedzibie "Rzeczpospolitej", która patronuje akcji.

Słownik języka polskiego jest książką, której nie można nie mieć i nie można niczym zastąpić, dlatego tak bardzo zależy nam, aby jak najwięcej dzieci miało możliwość korzystania z niej. "Uniwersalny Słownik Języka Polskiego", najnowszy słownik naszego języka na rynku, oparty jest na Korpusie Języka Polskiego, czyli zbiorze około 70 milionów zastosowań słów użytych zarówno w książkach, jak i czasopismach, audycjach radiowych i telewizyjnych czy w języku mówionym. Jest to jedyny w Polsce, unikatowy zbiór użycia słów w języku polskim, którego jesteśmy właścicielem.

*   *   *

- Jak wyobraża sobie Pani przyszłość rynku książki naukowej w Polsce?

- W najbliższych latach w Polsce zwiększy się liczba studentów: od około 1,6 miliona obecnie do ok. 2,5 miliona w 2010 roku. Jest to z pewnością grupa odbiorców o coraz większych wymaganiach, zarówno pod względem zawartości merytorycznej publikacji naukowych, jak i ich większej różnorodności pod względem technologicznym. Przenikanie się technologii i nauki postępuje od kilkunastu lat i ta tendencja będzie się moim zdaniem utrzymywała.

Jednocześnie będą wzrastały wymagania dostosowywania poziomu wiedzy do innych krajów, szczególnie UE, i coraz więcej osób będzie wyjeżdżało na studia za granicę, ale także wielu studentów przyjedzie do nas. Polska nauka, a w związku z tym publikacje akademickie i naukowe mają wszelkie atuty i możliwości odegrania istotnej roli w tym procesie. Myślę, że PWN utrzyma i umocni swoją pozycję w tym procesie, w każdym razie ciężko pracujemy, aby tak się stało.

© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl