adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 26 (2816)
29 czerwca 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej

  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Stanisław Lem
  Czesław Miłosz
  Jacek Podsiadło

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz

Nicolas de Staël w Centre Pompidou


Labirynt blasku i ciemności

Anna Arno


"Sztuka stwarza coś, co jest ponad kształtem rzeczy, chociaż jej znaczenie polega na tym, by zachować kształt rzeczy".

Chiński poemat z epoki Song


Porównywany bywa do van Gogha, za sprawą tragicznego, samotnego życiorysu zakończonego samobójstwem, którego przyczyny pozostają niejasne, za sprawą losu dzieła, przez długi czas nie rozumianego, osobnego. Wystawa w Centre Pompidou przypomina zagadki Nicolasa de Staëla.



Nicolas de Staël "Les Indes galantes", 1953
Artysta-wędrowiec - urodzony w 1914 r. w Petersburgu, kilka lat dzieciństwa spędził w Polsce, studiował w Brukseli, osiadł we Francji, lecz podróżował bezustannie, aż do końca, przede wszystkim na Południe: do Włoch, Maroka, Algierii.

Samotnik - choć lista wielkich XX wieku, z którymi utrzymywał kontakty i przyjaźnił się, jest długa: Braque, Kandinsky, Arp, Sonia Delaunay, Le Corbusier, René Char, którego książki ilustrował.

W Centre Pompidou pokazano dzieła ze wszystkich okresów twórczości de Staëla: od pierwszych, fragmentarycznych jeszcze, pejzaży, martwych natur i portretów, poprzez ciężkie, ciemne abstrakcje, ku abstrakcji dojrzałej i promiennej, aż po powrót do malarstwa figuralnego i ostatnich płócien przenikniętych światłem i atmosferą Południa.

Oprócz obrazów olejnych można oglądać liczne rysunki, grafiki (wśród nich niezwykły cykl inspirowany siedemnastowiecznymi rycinami), ilustracje do książek. Na ogromnych planszach widać fotografie artysty w pracowni, wśród powstających obrazów.

Można więc iść labiryntem de Staëla, zachwycić się jego momentami blasku, zastanowić nad przestrzeniami ciemności, załamania, także tego ostatecznego, gdy na sztalugach pozostał monumentalny i niedokończony "Koncert" z krzyczącą czerwienią tła.

Czy to płótno przerosło go? Czy też nie wytrzymał napięcia powrotu do natury, po tylu latach żywienia się abstrakcją w czasie, gdy uważano, iż "malarstwo abstrakcyjne zbawi malarstwo". Te pytania, powracające podczas oglądania wystawy, muszą pozostać otwarte - jak wielka, niespełniona przestrzeń "Koncertu".

Można opowiedzieć historię tego artysty, wędrując od portretów Jeannine (jego pierwszej, wcześnie zmarłej żony), aż do ostatnich płócien z Antibes. Będzie to opowieść o niepokojach, szarpaninie, samotności i spotkaniach w cieniu i blasku starych mistrzów - Matisse'a i Picassa; o konieczności konfrontacji z kubizmem i odpowiedzi na nowe wyzwania płynące z obu stron oceanu.

Można także opisywać drogę de Staëla do abstrakcji, jej kulminację i powrót do figuracji, dociekając motywacji jego wyborów. Najlepiej jednak stanąć przed nim jak chłopak z małego płótna Józefa Czapskiego ("Chłopak przed de Staëlem"), zwrócony ku rzeczywistości obrazu. Spróbować przeniknąć dzieło, stać się niemal jego częścią, jak postać naszkicowana przez Czapskiego w kilku jakby de staelowskich pociągnięciach.

Ten, kto staje przed de Staëlem, przechodzi przez jego kolejne atelier w Paryżu przy rue Nollet, przy rue Gauget; mija pokoje, w których zatrzymywał się podczas podróży na Południe - w Marsylii, Agrigento, aż po ten ostatni, w Antibes. Widz obserwuje odmiany światła, które to malarstwo formowały, i blask, jaki z niego emanuje. W małych abstrakcjach znajduje obraz tego, co samemu zdarzało mu się widzieć: wielobarwne płaszczyzny pól, słońca i cienia, wspaniałość chmur, wysmukłe zarysy butelek i pędzli.

Ten świat jest rzeczywisty i dotykalny, lecz jakby zapamiętany we wspomnieniu, zatartym w szczegółach, ale bardzo intensywnym, zmysłowym. "Katedra" to płaszczyzny jasności na tle ciemnego granatu nieba; jest tu ogrom i lekkość, w których tkwi jej duma.

"Dachy" - mistrzostwo abstrakcji: w górnej partii ekspresyjnej, malowanej z rozmachem - swobodnymi, szerokimi pociągnięciami pędzla; niżej ujętej w formy zgeometryzowane, lecz niepewne, obłe. Te dwie strefy zderzają się, i aż prosi się, byśmy odczytali w tym płótnie kontury rzeczywistości. "Tak widziałem", zdaje się mówić artysta.

De Staël wybrał miejsce pomiędzy, w niepewnej strefie na pograniczu abstrakcji. Niektórzy skłonni są twierdzić, że była to jego słabość, która wprawiała go w niepokój i drżenie, nie pozwalając osiągnąć szczytu. Staël zrozumiał jednak, że twórczość jest działaniem na granicy niemożliwości, w przestrzeni paradoksalnej, wśród oksymoronów.

W tej pozornej sprzeczności kryje się chęć przełamania pokusy naśladowania, bałwochwalczego posłuszeństwa. Spojrzenie uległe, służalczo posłuszne, myli się nieraz lub prześlizguje po powierzchni. Nie o poddaństwo, lecz o wierność tu chodzi, o wierność widzianym rzeczom. Promień skupiony w oku przechodzi przez jasny umysł, przez cień wrażliwości, by powrócić zawsze poprzez wzrok, by tworzyć obraz dla zawsze czujnych oczu.

Stajemy przed de Staëlem. W "Parc des Princes" barwy koszulek sportowców i trawy nakładają się na siebie i plączą. To radość widoku, jaki można i dziś zobaczyć. Radość abstrakcyjna - daje poczucie malarskiego wymiaru życia, ale towarzyszy jej także świadomość tego, że są to kształty istniejących ludzi, formowane wedle ich pragnień i na miarę ich charakterów.

"Orkiestra" - niemalże odgadywana, malarska sugestia, jednakże wyraźna i przekonywująca: jasne zarysy fortepianu, wiolonczeli, pulpitów, ciał poruszonych muzyką. "La Route d'Uzes" - droga zwężająca się ku punktowi, w którym znika. To droga prowadząca za nieznany horyzont, może na Południe, w oślepiające barwy i światło.

Po wystawie trzeba jeszcze wyjrzeć przez panoramiczne okna Centre Pompidou na Paryż, w którym można dostrzec prostokąty "Dachów" i niedbałą materię nieba. A potem idzie się dalej, w "Paris la nuit", nad grafitową Sekwanę z jaśniejszą linią mostu, z czarnym masywem kamienic i uderzającą jasnością wież Notre-Dame.


Nicolas de Staël. Wystawa w paryskim Centre Georges Pompidou; marzec - czerwiec 2003.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny