|
Koncert Kevina Kennera na rzecz Archiwum Jerzego Turowicza
Tłumaczyć muzykę
Tomasz Cyz
Czy to był koncert, jeden z wielu? Raczej spotkanie przyjaciół, także przyjaciół
muzyki, bo ona właśnie stała się, może niepostrzeżenie, jego główną treścią.
Nie była tylko pretekstem, ale tekstem, bez przedrostka - tego wieczoru najważniejszym.
Zapewne spora część przybyłych tego wieczoru do Filharmonii krakowskiej słuchaczy nie
pojawiłaby się w tym miejscu, gdyby nie cel koncertu. Bynajmniej nie dlatego, że nie
lubi muzyki; po prostu słucha innej muzyki. Osobliwe było także to, że muzycznie najważniejszym
punktem koncertu stał się (nie było to tylko moje wrażenie) nie Chopin, a Ravel - może
dlatego, że zabrzmiał zaraz po przerwie, wyrywając natychmiast ze świata kuluarowych
rozmów, oczarowując nieziemską barwą i zmysłowymi obrazami ("Une barque sur
l'ocean"). A może ci słuchacze zaprzeczyli znanemu hasłu, że lubimy słuchać
tylko to, co już słyszeliśmy i znamy? (bo przecież prawdopodobnie częściej spotykamy
się, w tym miejscu choćby, z muzyką Chopina niż Ravela). Oznaczałoby to zmianę jakościową,
a może tylko przesunięcie akcentów, małe, ale bardzo ważne.
Dziękujemy!
Uroczysty Koncert Dobroczynny na rzecz Archiwum Jerzego Turowicza, który zorganizowaliśmy
w Filharmonii Krakowskiej 20 czerwca, w pierwszą rocznicę powołania Fundacji Tygodnika
Powszechnego, nie mógłby się odbyć bez udziału i wspaniałomyślności wielu osób i
instytucji. Pragniemy podziękować przede wszystkim:
- znakomitemu pianiście Panu Kevinowi Kennerowi;
- naszym dobroczyńcom, czyli Bankowi Millennium Prestige i Konsulatowi Generalnemu Stanów
Zjednoczonych w Krakowie;
- Programowi II Polskiego Radia, który objął koncert patronatem medialnym i
przeprowadził z niego bezpośrednią transmisję, informując przy tym o Fundacji i
Archiwum;
- portalowi onet.pl, zaangażowanemu w promocję koncertu;
- gospodarzowi i współorganizatorowi imprezy, czyli Filharmonii Krakowskiej, a w szczególności
Pani Dyrektor Annie Oberc.
Szczególną wdzięczność winni jesteśmy wszystkim naszym gościom i wspaniałej
publiczności, która szczelnie wypełniła tego wieczora salę Filharmonii. Koncert
Kevina Kennera był pierwszym, ale nie ostatnim takim przedsięwzięciem zorganizowanym
przez Fundację; zapraszamy więc z góry na kolejne!
Redakcja "TP" i Fundacja Tygodnika Powszechnego |
|
Między Schubertem a Ravelem
Już sam program koncertu budował intrygującą przestrzeń. Pierwszy z Chopinów
("Ballada nr 1 g-moll" op. 23) miał otwierać i wprowadzać, oczyścić ze świata
zewnętrznych myśli i zdarzeń; ostatnie ("Mazurki" op. 17 oraz
"Walce" op. 18 i 34) domykać i jednocześnie - poprzez lekkość myśli i
swojskość nuty - zapowiadać pokoncertowe wydarzenia: małą "winną" ucztę
dla ciała. Kulminację stanowiła muzyka Franza Schuberta ("4 Impromptus", D.
899) oraz Maurice'a Ravela (cykl "Miroirs"), niby pochodząca z dwóch
odmiennych muzycznych światów, ale zdradzająca podświadome pokrewieństwo, a pod
palcami Kevina Kennera połączona wspólnym oddechem i pulsem.
Po jednym z ostatnich recitali w Wigmore Hall w Londynie krytyk "Financial
Times" nazwał Kennera "dojrzałym muzykiem bliskim szczytu osiągnięć, o
wielkiej gracji, subtelnej różnorodności i sile". Niewątpliwie amerykański
pianista jest dziś jedną z liczących się postaci światowej pianistyki. Urzeka
subtelnością uderzenia, doskonałą techniką, rysując każdą frazę klarownie i
intensywnie, kładąc szczególnie silny nacisk na emocję, uczuciową stronę muzyki, nie
pomijając oczywiście aspektów warsztatowych. Kenner gra sercem, z miłością podchodzi
do każdego, najmniejszego nawet dźwięku, słuchając go uważnie i pozwalając mu
wybrzmieć. To wszystko nie przeszkadza muzyce brzmieć lirycznie, miękko, niekiedy gwałtownie,
bezbłędnie w szybkich pasażach, ciepło w łagodnych kantylenach.
Jest coś jeszcze w grze amerykańskiego pianisty: niezwykłe czucie i skupienie, które
wstrzymuje oddech i każe z równym skupieniem nasłuchiwać. "Powinniśmy dążyć,
by naprawdę zrozumieć, co muzyka chce nam powiedzieć. Interpretator, wykonawca musi mieć
mniej z kompozytora, więcej z tłumacza. Jest naturalnym medium, przez które muzyka może
i chce sama się wyrazić" - mówił niedawno Kenner w wywiadzie dla "TP".
I dalej: "Istotą wykonywania muzyki jest dialog. (...) Wykonawca powinien reagować
na muzykę, którą właśnie gra. (...) Cały czas musi zwracać uwagę na warunki,
otoczenie, wszystko bowiem mówi coś do ciebie, musisz słuchać i odpowiadać".
Kim jest dla nas Chopin?
A pytań jest wiele, może nawet coraz więcej. Choćby to: kim jest dla nas dziś
Fryderyk Chopin i jego muzyka? Plácido Domingo po otrzymaniu honorowego doktoratu w
Warszawie, przyznając się do wielkiej fascynacji twórczością polskiego kompozytora
("dlaczego nie napisał opery" - pytał), zwrócił uwagę na to, że Francuzi
chcieli - i ciągle pewnie chcą - przywłaszczyć sobie Chopina; choćby przez zmianę
pisowni jego imienia. Rzeczywiście, na komplecie płyt z solową muzyką fortepianową w
wykonaniu Nikity Magaloffa, wydanym przez Philips Classics (1997), znajdziemy francuski
zapis imienia "Frédéric".
Trzeba nam też pamiętać, że to właśnie wtedy, kiedy żył i grał Chopin, dokonała
się inna jakościowa zmiana: romantyzm - jak pisał o tym na kartach "Doktora
Faustusa" Tomasz Mann - "wyemancypował muzykę ze sfery zaściankowej
specjalizacji i zawodu miejskiego grajka, pozwalając jej nawiązać kontakt z wielkim światem
ducha". Romantyków (na co zwracał uwagę w "Ideologiach romantycznych"
Stefan Jarociński) łączyło przekonanie, że uczuciowość stanowi głębszą sferę
duszy ludzkiej niż rozum i wola, a muzyka - najbliżej związana ze sferą uczuciową -
stanowi namiastkę religii. Przecież "wszystko jest muzyką, jeśli się patrzy na
wszystko oczami miłości" - jak pisał w 1799 roku w "Lucyndzie" Friedrich
Schlegel. Wreszcie muzyka (według Delacroix) "dlatego góruje nad innymi sztukami, iż
będąc zupełnie umowną, posiada najpełniejszy język".
"On pięknie robi muzykę" - powiedział w przerwie o Kevinie Kennerze pewien młody
pianista. I w tym prostym zdaniu było coś więcej i głębiej. Bo nie do końca prawdą
jest to, że - jak chciał choćby Wilhelm Wackenroder - "kochać należy sztukę,
nie zaś artystę, który jest tylko słabym narzędziem". Dziś słabi jesteśmy my
sami, bo przecież w większości nie potrafimy własnoręcznie "czytać"
muzyki. Muzyka niewątpliwie potrzebuje tłumacza, kogoś, kto przełoży ten system
zapisanych na papierze znaków i śladów na język dla nas zrozumiały, słyszalny.
*
Kiedy po długich brawach wydawało się już, że nastąpi koniec i przejdziemy na stronę
ciszy, Kevin Kenner piękną polszczyzną podziękował za zaproszenie. Po chwili ściszonym
głosem powiedział, że kilka dni temu zmarł jego ojciec i chciałby teraz zagrać coś
dla niego. Zabrzmiały (w tym kontekście brzmiące szczególnie przejmująco i niemal
ciemno) pierwsze dźwięki "Nokturnu nr 20 cis-moll" Fryderyka Chopina, a tych
kilka zdań sprawiło, że nagle otworzył się przed nami horyzont intymnych, wewnętrznych
przeżyć pianisty, przez które i dzięki którym tłumaczył nam w ten wieczór muzykę.
Pomyślałem wtedy też, że ta dedykacja ma tego wieczoru jakby dwa wymiary. Wymiar
pierwszy jest oczywisty; wymiar drugi łączy się z osobą Pana Jerzego Turowicza, w głębokim
przecież sensie ojca "Tygodnika Powszechnego" i wszystkiego, co z nim związane,
a więc i tego koncertu... Nigdy Go osobiście nie spotkałem, a chciałbym, choćby
teraz, zadać mu pytanie, czym jest dla niego muzyka Chopina...
RECITAL FORTEPIANOWY KEVINA KENNERA (Koncert Dobroczynny na rzecz Archiwum Jerzego
Turowicza w I rocznicę powołania Fundacji "Tygodnika Powszechnego"). Fryderyk
Chopin "Ballada nr 1 g-moll" (op. 23), "Andante spianato et Grande
Polonaise brillante" (op. 22), "4 Mazurki" (op. 17), "3 Walce"
(op. 18 i 34), Franz Schubert "4 Impromptus" (D. 899), Maurice Ravel
"Miroirs", Filharmonia im. Karola Szymanowskiego w Krakowie, 20 czerwca 2003.
|