adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 26 (2816)
29 czerwca 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej

  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Stanisław Lem
  Czesław Miłosz
  Jacek Podsiadło

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz



Jedna godzina muzyki

Z Maciejem Rychłym i Tomaszem Rodowiczem,
twórcami Orkiestry Antycznej Teatru Gardzienice, rozmawia Jan Kawiorski


JAN KAWIORSKI: - To, co zostało z muzyki starożytnych Greków, można porównać do kilku maleńkich skorupek, które pozostały ze wspaniałej wazy. Jak ją odtworzyć?

MACIEJ RYCHŁY: - Z całej antycznej muzyki zachowało się 61 króciutkich fragmentów, ledwie godzina muzyki. Ale już to wystarczy, by zyskać wyobrażenie o jej bogactwie. Rekonstrukcja każdego utworu zaczyna się od odnalezienia jego stylu. Początek i koniec pieśni bardzo często określają skalę muzyczną, a za nią styl. Gdy wypełniam luki, staram się iść za ukazanym gestem. Chcę odczytać charakter myślenia, ruchu, tropu, którym szli kompozytorzy 2 - 2,5 tys. lat temu.

- Jakimi drogami chodziło ich natchnienie?

RYCHŁY: - Muzyki antycznych Greków nie można bezpośrednio porównać z istniejącymi tradycjami ludowymi lub z inną muzyką znaną z historii. Pracując nad jej dźwiękami, odkrywasz świat, w którego istnienie chwilami zaczynasz wątpić. Zachowały się okruchy, ale i w nich dzieją się muzyczne cuda. 2,5 tys. lat temu grecka kultura muzyczna przeżyła podobne wstrząsy, jak muzyka europejska na progu XX w. Znaleźli się kompozytorzy niemal tak awangardowi jak ci, których znamy z Warszawskiej Jesieni. Melanipides, Kinezjasz, Timotejos przestali tworzyć peany, zaczęli pisać dytyramby, rozbili kanon muzyki apollińskiej, tworzyli melodie pogmatwane niczym mrówcze korytarze. Podobna rewolucja jak ta, którą zgotowali nam kompozytorzy XX wieku. Przedtem Grecy nie myśleli o kompozytorach jak o artystach. Kompozytor, a więc melopoios, to był rzemieślnik, który potrafił z melosu żywej mowy wyłonić śpiewną melodię muzyczną.

TOMASZ RODOWICZ: - Mieli skodyfikowany system skal i z góry było wiadomo, jaką skalę zastosują, by napisać pieśń miłosną czy muzykę do tragedii. Muzyka była rozpoznawalna po pierwszych dwóch, trzech dźwiękach. I pojawili się muzycy, którzy złamali te zasady. Wprowadzili nowe skale, nowe harmonie. Zmienili instrumenty, dodali nowe struny - na początku Grecy używali 4 strun, potem nawet do 11.

- Dotąd wyobrażenie o antycznej kulturze muzycznej skłaniało raczej do szukania analogii w muzyce ludowej.

RYCHŁY: - Mikis Theodorakis, słynny grecki kompozytor, powiedział mi, że muzyczny antyk do dzisiaj żyje w tawernie greckiej. Chylę czoło przed Theodorakisem - ale w zachowanych zapisach trudno znaleźć muzyczny trop, który przywoływałby współczesną muzykę grecką graną na buzuki.

- Co to więc znaczy: brzmieć grecko?

RYCHŁY: - Muzyka starożytnej Grecji ma urok bliżej nieznanej muzyki ludowej, ale oparta jest na ścisłej teorii. Jest pomiędzy Dionizosem a Apollinem, między tym, co żywiołowe, a tym, co intelektualne. Przecież w Delfach, skąd pochodzi większa część muzyki, z którą pracujemy, czczono i ekstatycznego Dionizosa, i Apollina, uosabiającego światło słoneczne, myśl.

RODOWICZ: - Grecy poznawani dzięki ich muzyce okazują się żywsi, radośniejsi, obdarzeni ogromną wrażliwością i energią. Muzyka pełniła u nich wielorakie funkcje, od terapeutycznych po religijne. Zdumiewa mnie ogrom jej możliwości. I zdumiewa mnie, że została tak zapomniana.

- Zapomniana na jak długo?

RYCHŁY: - Po Grecji przyszedł Rzym. Rzym do Grecji ma się tak, jak dziś Ameryka do Europy. Rzymianie idą śladem Greków, ale wszystko jest u nich upotwornione, wielkie. Grecka forminga była zbudowana na miarę człowieka, w Rzymie jest takiej wielkości, że można by osła do niej zaprząc. Rzymianie zlekceważyli teorię muzyczną, rozwinęli za to ekspresję, i to w kierunku jarmarcznym. A potem świat grecki przepadł zupełnie. Instrumenty greckie wędrują na północ, do barbarzyńców, grecka tradycja znika z liturgii. Do kościoła wchodzi muzyka syryjska, orientalna - muzyka pustyni, pełna melizmatów, śpiewana gardłowym głosem, zanurzona w pogłosach świątyni, jakby we mgle. I rodzi się z tego chorał.

- Antyk przez cały czas spoczywał jednak gdzieś w głębi muzyk różnych regionów Europy.

RODOWICZ: - Stanisław Vincenz, autor huculskiego eposu "Na wysokiej połoninie", był przekonany, że to na Huculszczyźnie zachowała się żywa tradycja antyku. Przystępując do pracy nad "Metamorfozami" według Apulejusza właśnie u Hucułów szukaliśmy muzyki. Potem Maciej zaproponował odtworzenie muzyki sczytanej z kamieni. Idea Vincenza jest poetycka. My z Maciejem jesteśmy bardziej konkretni. W żywych tradycjach szukamy klucza, który pomógłby nam czytać starożytną muzykę.

RYCHŁY: - Trudno oczekiwać, że w tradycji żywego przekazu przechowają się jak w bursztynie zabytki przeszłości. Jest piękna metafora rzeki - w środku ruch, a na brzegach woda stoi i wiruje w baniorach. Gdzieś na peryferiach kultury są ostańce, które wymknęły się jej głównemu nurtowi. Obserwowałem, pracując w międzynarodowym zespole, jak ludzie wspaniale śpiewali pieśni ze swych krajów i niemal zasypiali, gdy śpiewano pieśni z kraju ościennego. Gdyby zrobić etnooratorium utkane z różnych wątków etnicznych, może ono być dla nikogo. A z muzyką Greków jest tak, że w każdej tradycji mógł zachować się jej ślad. Może być formą jednoczącą wysiłek artystyczny grupy, symbolem łączącym ludzi z różnych ekumen, z różnych nacji.

- Wspomnieliśmy o podobieństwie rewolucji muzycznej z V w. przed Chrystusem i tej dwudziestowiecznej. Czy w innych obszarach kultury też dostrzegają Panowie analogie między tamtymi czasami a teraźniejszością?

RYCHŁY: - Podobieństwo jest zbyt szokujące, by je ignorować. Jak wtedy, i dziś jest ten ląd inny, na który wyeksportowano kulturę, jest moment rozpadu form, kiedy kładzie się nacisk na siłę, na szok, na efekty wręcz fizjologiczne - kosztem rozwijania systemu. Tak było za czasów Eurypidesa, kiedy komponowali dytyrambiści, którzy zaczęli czcić nowego boga. Warto sięgać w przeszłość. Umarli powiedzą nam, co nas czeka. Ich możemy pytać o przyszłość.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny