adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 26 (2816)
29 czerwca 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej

  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Stanisław Lem
  Czesław Miłosz
  Jacek Podsiadło

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz




"Nie akceptuję tej kary, ale jej bronię"

O istocie kary dożywocia oraz doświadczeniach innych krajów z jej egzekwowaniem,
z Andrzejem Rzeplińskim - prawnikiem, profesorem Uniwersytetu Warszawskiego,
sekretarzem zarządu Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka - rozmawia Marcin Buczek


MARCIN BUCZEK: - Gdzie w Europie, oprócz Polski, stosowana jest kara dożywocia?

PROF. ANDRZEJ RZEPLIŃSKI: - Niemal wszędzie. W większości krajów stała się ona substytutem kary śmierci.


Prof. Andrzej Rzepliński
- Czy nie uważa Pan, że termin "dożywocie" jest używany nieco na wyrost? Przecież ci ludzie w większości przypadków nie będą siedzieć w więzieniu do końca życia.

- Rzeczywiście, kara ta najczęściej kończy się przedterminowym zwolnieniem. Mówimy oczywiście o Europie Zachodniej, bo w Polsce dożywocie stosowane jest dopiero od kilku lat. Średnia odbywania kary dożywocia bywa tam różna: waha się w różnych krajach od 13 do 18 lat. Ale to uśrednienie kary tworzą zarówno ci skazani, którzy zmarli w więzieniu, najczęściej z przyczyn naturalnych i to nawet w kilka lat po orzeczeniu takiej kary, jak ci, którzy siedzą nawet i po 40 lat.

Natomiast bez względu na to czy będzie to 13, 15 czy 18 lat, jest to długi okres przebywania w więzieniu. Jeśli z takim wyrokiem za kraty trafi ktoś starszy, wychodzi w podeszłym wieku. Inaczej jest z młodszymi. Ale jeżeli administracja więzienna umie pracować z takim człowiekiem i ma na to środki, to przez kilkanaście lat można zrobić z nim wiele: zmienić jego nastawienie do siebie i innych tak, że przestaje on zagrażać porządkowi publicznemu. I funkcjonuje całkiem przyzwoicie.

- To humanitarna kara?

- Nie. Ale nawet ci, którzy nie są jej zwolennikami, muszą jej bronić w imię powstrzymywania tych, którzy chcą wieszać. Dlaczego nie jest humanitarna? Bo zabiera nadzieję. A wiara, nadzieja i miłość to podstawy egzystencji człowieka w cywilizacji chrześcijańskiej. One czynią nas ludźmi. Odbieranie nadziei polega na tym, że przez pierwszych kilkanaście lat takim więźniom, ich strażnikom oraz rodzinom więźniów kara ta wydaje się bezkresna. U nas zdarza się, że sąd skazując na karę dożywotniego pozbawienia wolności zakreśla próg ubiegania się o warunkowe zwolnienia po 35-40 latach. Oznacza to, że po kilkunastu prośbach, składanych nie częściej niż raz na 6 miesięcy, przed skazanym otwiera się perspektywa warunkowego zwolnienia nawet po 50 latach. To zaś wytwarza poczucie zupełnej beznadziejności, a zatem i braku odpowiedzialności za swoje postępowanie. Więźniowie doskonale wiedzą, że możliwość proszenia sądu penitencjarnego o warunkowe zwolnienie nie oznacza pewności, że je uzyskają. Ale gdy kres kary jest oznaczony w wyroku, nadzieję wiąże się z odliczaniem lat i dni do końca kary. Przy dożywociu tego nie ma.

Żeby skutecznie kontrolować niektóre osoby, w zupełności wystarczyłaby kara 25 lat więzienia. A jeśli ktoś rzeczywiście zagrażałby społeczeństwu jeszcze po 25 latach, można umieścić go w zamkniętym ośrodku psychiatrycznym na podstawie ustawy o ochronie zdrowia psychicznego. Zresztą takich osób jest mało.

W Polsce mamy w tej chwili jeden z najbardziej surowych, rygorystycznych kodeksów karnych. W krajach zachodniej Europy jest mniej surowo, a dają sobie radę z kontrolą przestępczości. I to niejednokrotnie poważniejszej niż u nas.

- Jeden z moich rozmówców skazanych na dożywocie powiedział, że teraz w więzieniu, już po tym, jak wyrok stał się prawomocny, czuje się jakby poza wszelkimi kodeksami. Mówił: "Bo co mi jeszcze mogą zrobić?". Czy rzeczywiście ci ludzie są w jakimś sensie poza prawem?

- Nie. Są przecież dalej ludźmi. Sąd odebrał im wolność, i to dożywotnio. Ale korzystają z innych praw. Mają konstytucyjne prawo do postępowania z nimi w sposób humanitarny, szanujący godność ludzką. I ciągle mogą liczyć na przeniesienie do mniej surowego zakładu karnego, pierwszą przepustkę po 15 latach czy przedterminowe zwolnienie. Z drugiej strony, jeśli granica możliwości otrzymania warunkowego zwolnienia wynosi 40 lat, to trudno, by przynajmniej w pierwszej fazie nie wystąpiły apatia i zrezygnowanie.

Pojawia się też problem pewności, że dany skazany jest winny. Badałem losy 50 pierwszych "dożywotniaków" prawomocnie skazanych w Polsce, łącznie z kasacją. Jestem przekonany, że wszyscy z nich byli winni przypisanych im zbrodni zabójstwa. Ale znam też sprawę skazanych prawomocnie ostatnio dwóch młodych mężczyzn, którzy w moim przekonaniu są niewinni. Co musi czuć 19-latek, który wie, że jest niewinny, a słyszy wyrok: "dożywotnie pozbawienie wolności"?

Jednak choć nie akceptuję tej kary, będę jej bronić, bo zamiast niej może być kara śmierci. Skoro jest to kara przewidziana w naszym kodeksie karnym, sądy w wyjątkowych przypadkach szczególnie drastycznych zbrodni zabójstwa powinny ją wymierzać. Jestem za tym, żeby społeczeństwo było chronione przez surowe kary przed groźnymi przestępcami.

- Mówi Pan, że kilkanaście lat w więzieniu zmienia człowieka. Jak? Co się z nim dzieje?

- Przede wszystkim bardzo się wycisza. Rozmawiałem niedawno z jednym z najgroźniejszych polskich przestępców lat 90. Skazano go, co prawda, nie na dożywocie, ale 25 lat. Jednak sąd zrobił to wyłącznie ze względu na wiek tego człowieka. Od pięciu lat był on izolowany w celi dla niebezpiecznych więźniów. Jest odpowiednio pilnowany, specjalnie kontrolowany. Siedział sam. Jest w tej chwili bardzo wyciszony. I podejrzewam, że system więzienny "przemieli go" jeszcze dokładniej. Zapewne sąd z ostrożności prawie do końca kary będzie mu przedłużał pobyt i odwlekał przedterminowe zwolnienie. Może to trwać nawet do 23-24 lat. Ten człowiek wreszcie wyjdzie, ale będzie "przemielony" i zmieniony tą niesamowitą rutyną tysięcy podobnych do siebie dni.

- Kara obowiązuje od kilku lat. Kiedy wyjdzie na wolność pierwszy skazany w Polsce na dożywocie?

- Pierwszego więźnia skazano u nas na dożywocie w maju 1996 r., ale on najprawdopodobniej umrze w więzieniu. Na dożywocie został skazany za podwójne zabójstwo, a popełnił je, będąc na przepustce, kiedy odsiadywał wyrok 25 lat więzienia za inne zabójstwo. W jego przypadku nie ma w dającej się przewidzieć przyszłości ani nadziei, ani przesłanek świadczących o tym, że nie mógłby zabić ponownie. Dwóch skazanych na karę dożywotniego więzienia już nie żyje: pierwszy zmarł w czerwcu zeszłego roku na raka w więziennym szpitalu, drugi popełnił samobójstwo.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny