|
"Nie akceptuję tej kary, ale jej bronię"
O istocie kary dożywocia oraz doświadczeniach innych krajów z jej egzekwowaniem, z
Andrzejem Rzeplińskim - prawnikiem, profesorem Uniwersytetu Warszawskiego, sekretarzem
zarządu Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka - rozmawia Marcin Buczek
MARCIN BUCZEK: - Gdzie w Europie, oprócz Polski, stosowana jest kara dożywocia?
PROF. ANDRZEJ RZEPLIŃSKI: - Niemal wszędzie. W większości krajów stała się ona
substytutem kary śmierci.
 |
 Prof. Andrzej Rzepliński |
|
- Czy nie uważa Pan, że termin "dożywocie" jest używany nieco na wyrost?
Przecież ci ludzie w większości przypadków nie będą siedzieć w więzieniu do końca
życia.
- Rzeczywiście, kara ta najczęściej kończy się przedterminowym zwolnieniem. Mówimy
oczywiście o Europie Zachodniej, bo w Polsce dożywocie stosowane jest dopiero od kilku
lat. Średnia odbywania kary dożywocia bywa tam różna: waha się w różnych krajach od
13 do 18 lat. Ale to uśrednienie kary tworzą zarówno ci skazani, którzy zmarli w więzieniu,
najczęściej z przyczyn naturalnych i to nawet w kilka lat po orzeczeniu takiej kary, jak
ci, którzy siedzą nawet i po 40 lat.
Natomiast bez względu na to czy będzie to 13, 15 czy 18 lat, jest to długi okres
przebywania w więzieniu. Jeśli z takim wyrokiem za kraty trafi ktoś starszy, wychodzi w
podeszłym wieku. Inaczej jest z młodszymi. Ale jeżeli administracja więzienna umie
pracować z takim człowiekiem i ma na to środki, to przez kilkanaście lat można zrobić
z nim wiele: zmienić jego nastawienie do siebie i innych tak, że przestaje on zagrażać
porządkowi publicznemu. I funkcjonuje całkiem przyzwoicie.
- To humanitarna kara?
- Nie. Ale nawet ci, którzy nie są jej zwolennikami, muszą jej bronić w imię
powstrzymywania tych, którzy chcą wieszać. Dlaczego nie jest humanitarna? Bo zabiera
nadzieję. A wiara, nadzieja i miłość to podstawy egzystencji człowieka w cywilizacji
chrześcijańskiej. One czynią nas ludźmi. Odbieranie nadziei polega na tym, że przez
pierwszych kilkanaście lat takim więźniom, ich strażnikom oraz rodzinom więźniów
kara ta wydaje się bezkresna. U nas zdarza się, że sąd skazując na karę dożywotniego
pozbawienia wolności zakreśla próg ubiegania się o warunkowe zwolnienia po 35-40
latach. Oznacza to, że po kilkunastu prośbach, składanych nie częściej niż raz na 6
miesięcy, przed skazanym otwiera się perspektywa warunkowego zwolnienia nawet po 50
latach. To zaś wytwarza poczucie zupełnej beznadziejności, a zatem i braku
odpowiedzialności za swoje postępowanie. Więźniowie doskonale wiedzą, że możliwość
proszenia sądu penitencjarnego o warunkowe zwolnienie nie oznacza pewności, że je
uzyskają. Ale gdy kres kary jest oznaczony w wyroku, nadzieję wiąże się z odliczaniem
lat i dni do końca kary. Przy dożywociu tego nie ma.
Żeby skutecznie kontrolować niektóre osoby, w zupełności wystarczyłaby kara 25 lat
więzienia. A jeśli ktoś rzeczywiście zagrażałby społeczeństwu jeszcze po 25
latach, można umieścić go w zamkniętym ośrodku psychiatrycznym na podstawie ustawy o
ochronie zdrowia psychicznego. Zresztą takich osób jest mało.
W Polsce mamy w tej chwili jeden z najbardziej surowych, rygorystycznych kodeksów
karnych. W krajach zachodniej Europy jest mniej surowo, a dają sobie radę z kontrolą
przestępczości. I to niejednokrotnie poważniejszej niż u nas.
- Jeden z moich rozmówców skazanych na dożywocie powiedział, że teraz w więzieniu,
już po tym, jak wyrok stał się prawomocny, czuje się jakby poza wszelkimi kodeksami. Mówił:
"Bo co mi jeszcze mogą zrobić?". Czy rzeczywiście ci ludzie są w jakimś
sensie poza prawem?
- Nie. Są przecież dalej ludźmi. Sąd odebrał im wolność, i to dożywotnio. Ale
korzystają z innych praw. Mają konstytucyjne prawo do postępowania z nimi w sposób
humanitarny, szanujący godność ludzką. I ciągle mogą liczyć na przeniesienie do
mniej surowego zakładu karnego, pierwszą przepustkę po 15 latach czy przedterminowe
zwolnienie. Z drugiej strony, jeśli granica możliwości otrzymania warunkowego
zwolnienia wynosi 40 lat, to trudno, by przynajmniej w pierwszej fazie nie wystąpiły
apatia i zrezygnowanie.
Pojawia się też problem pewności, że dany skazany jest winny. Badałem losy 50
pierwszych "dożywotniaków" prawomocnie skazanych w Polsce, łącznie z kasacją.
Jestem przekonany, że wszyscy z nich byli winni przypisanych im zbrodni zabójstwa. Ale
znam też sprawę skazanych prawomocnie ostatnio dwóch młodych mężczyzn, którzy w
moim przekonaniu są niewinni. Co musi czuć 19-latek, który wie, że jest niewinny, a słyszy
wyrok: "dożywotnie pozbawienie wolności"?
Jednak choć nie akceptuję tej kary, będę jej bronić, bo zamiast niej może być kara
śmierci. Skoro jest to kara przewidziana w naszym kodeksie karnym, sądy w wyjątkowych
przypadkach szczególnie drastycznych zbrodni zabójstwa powinny ją wymierzać. Jestem za
tym, żeby społeczeństwo było chronione przez surowe kary przed groźnymi przestępcami.
- Mówi Pan, że kilkanaście lat w więzieniu zmienia człowieka. Jak? Co się z nim
dzieje?
- Przede wszystkim bardzo się wycisza. Rozmawiałem niedawno z jednym z najgroźniejszych
polskich przestępców lat 90. Skazano go, co prawda, nie na dożywocie, ale 25 lat.
Jednak sąd zrobił to wyłącznie ze względu na wiek tego człowieka. Od pięciu lat był
on izolowany w celi dla niebezpiecznych więźniów. Jest odpowiednio pilnowany,
specjalnie kontrolowany. Siedział sam. Jest w tej chwili bardzo wyciszony. I podejrzewam,
że system więzienny "przemieli go" jeszcze dokładniej. Zapewne sąd z ostrożności
prawie do końca kary będzie mu przedłużał pobyt i odwlekał przedterminowe
zwolnienie. Może to trwać nawet do 23-24 lat. Ten człowiek wreszcie wyjdzie, ale będzie
"przemielony" i zmieniony tą niesamowitą rutyną tysięcy podobnych do siebie
dni.
- Kara obowiązuje od kilku lat. Kiedy wyjdzie na wolność pierwszy skazany w Polsce na
dożywocie?
- Pierwszego więźnia skazano u nas na dożywocie w maju 1996 r., ale on
najprawdopodobniej umrze w więzieniu. Na dożywocie został skazany za podwójne zabójstwo,
a popełnił je, będąc na przepustce, kiedy odsiadywał wyrok 25 lat więzienia za inne
zabójstwo. W jego przypadku nie ma w dającej się przewidzieć przyszłości ani
nadziei, ani przesłanek świadczących o tym, że nie mógłby zabić ponownie. Dwóch
skazanych na karę dożywotniego więzienia już nie żyje: pierwszy zmarł w czerwcu zeszłego
roku na raka w więziennym szpitalu, drugi popełnił samobójstwo.
|