|
Ocenić ucznia w punktach
- nowy sposób oceny szkolnego zachowania
Etyka na wagę
Stanisław Bajtlik
Zapał budowania w założeniu wymiernego i sprawiedliwego systemu oceniania w szkołach
prowadzi do karykaturalnych rezultatów. Najbardziej groteskowy, o groźnych skutkach
wychowawczych, jest "punktowy system ocen z zachowania". Zeloci wymierności
wprowadzili go w wielu szkołach, o czym łatwo się przekonać, zaglądając do regulaminów
dumnie prezentowanych na stronach internetowych.
System składa się z trzech części: spisu zasług, za które przyznawane są punkty
dodatnie; listy przewinień karanych punktami ujemnymi; oraz tabeli pozwalającej powiązać
liczbę uzyskanych punktów z tradycyjnymi stopniami, (wzorowe, dobre itd.), uzupełnionej
o warunki konieczne do spełnienia dla uzyskania każdej z ocen.
Pomysł opracowania przejrzystego systemu oceny ucznia jest tyleż kuszący, co trudny do
zrealizowania. Budzi też wątpliwości natury wychowawczej. Pokusa bierze się z chęci
obiektywizacji systemu, wprowadzenia porównywalności ocen i automatyzmu, uwalniającego
od konieczności rozpatrywania każdego dziecka i sytuacji z osobna. Kodeks -
zhierarchizowany zbiór nakazów i zakazów etycznych (stąd różnice w punktacji
poszczególnych zasług i przewinień), aspirujący do zupełności, zaspokaja pragnienie
wolności od decyzji i ponoszenia za nią odpowiedzialności. Kodeks ma przeobrazić świat
w kryształowy pejzaż, gdzie dowolna wartość daje się zlokalizować i zidentyfikować
bez wątpliwości. Jak pisze w regulaminie jedna ze szkół: "Jedynym kryterium oceny
ucznia jest liczba zdobytych punktów...".
Podobne przesłanki umacniają ideę egzaminów testowych, w których na ołtarzu
obiektywności i porównywalności uczniowskich wyników składa się potrzebę oceny
takich walorów ucznia jak szerokość horyzontów, wyobraźnia, kultura wypowiedzi czy,
może najważniejszego czynnika, motywacji.
Superocena wartości ucznia
W większości szkół na liście zasług, których osiągnięcie jest konieczne dla
uzyskania oceny wyższej niż dobra, najwyżej oceniane są osiągnięcia akademickie i
sportowe (sukcesy w olimpiadach przedmiotowych, konkursach, zawodach). System zakłada więc,
że uczniowie mniej utalentowani czy fizycznie słabsi nie zasługują na wysoką ocenę z
zachowania. Nota nie ocenia postawy ucznia (tradycyjnie zwanej oceną jego zachowania), a
staje się superoceną jego wartości, na którą składają się wymieszane, w sposób
niemożliwy do rozdzielenia, tak oceny jego postaw etycznych, jak sukcesów i aktywności
akademicko-organizacyjno-sportowej.
Jak jednak hierarchizować zasługi i przewinienia? Z kodeksu jednej ze szkół (dość
podobnego do kodeksów w innych) wynika, że dotarcie do finału olimpiady przedmiotowej
(nagradzane 40 punktami) jest cztery razy bardziej wartościowe niż udział w działaniach
charytatywnych (10 punktami), a "współudział w organizowaniu imprez
szkolnych" (10 punktami) dwa razy mniej zasługujący na uznanie niż "pełnienie
bez zarzutu funkcji w szkole, klasie" (20 punktami). A ile jest warte pełnienie tych
funkcji, ale nie bez zarzutu? Przy jakiego rodzaju zarzutach punkty się nie należą?
Podobne wątpliwości budzi punktacja przewinień. Życie z pewnością przyniesie
sytuacje nie objęte kodeksem, a zasługujące na potępienie i co wtedy? Można też
zapytać, dlaczego "brak stroju galowego mimo uwag" karany jest 30 punktami
karnymi, a "niszczenie sprzętu, umeblowania, rzeczy należących do innych osób"
zaledwie 5-20 punktami? Nie ma sensu mnożyć przykładów i paradoksów. Próba
kodyfikacji oceny ludzkich działań musi opierać się na założeniu, że potrafimy
rozstrzygnąć, jak pisał Leszek Kołakowski w eseju "Etyka bez kodeksu",
"czy większą winą jest zdradzać żonę, czy lżyć biskupa. (...) Legalizm jest
wygodny i praktyczny, pozwala bowiem zapomnieć o sprawiedliwości, a z czasem ze
sprawiedliwością zostaje utożsamiany". Tyle że kodyfikacja etyki, konieczna w życiu
społecznym, chyba nie jest potrzebna w szkolnym wychowaniu.
Potrzeba serca versus punkty
W dzisiejszym świecie, opartym na rywalizacji, bezosobowości stosunków między ludźmi
i organizacjami oraz konieczności porównywania i oceniania, poddawanie się sztywnym
systemom nagród i sankcji jest doświadczeniem każdego z nas. Dzieci też od tego nie
uciekną w dorosłym życiu. Ale dzieciństwo to wyjątkowy okres w życiu, gdy wszystkie
drzwi są wciąż otwarte, wszystkie drogi dostępne, ale przede wszystkim ludzie wokół
nas są wtedy (a przynajmniej powinni być) pomocni, przyjaźni, współczujący, współpracujący.
W życiu dorosłym, poza najbliższą rodziną i przyjaciółmi, człowieka otaczają
ludzie, którzy jedynie go oceniają, a potem nagradzają lub karzą. Ale już nie pomagają,
współczują, rozumieją, rozwijają i... nie wychowują. Na tym etapie wloką się za
nami często nieodwracalne konsekwencje naszych czynów. Tylko w dzieciństwie człowiek
ma szanse działać w środowisku, w którym jego uczynki będą obserwowane, pobudzane
i... oceniane sprawiedliwie. Jak trzeba to i surowo, ale nie na podstawie sztywnego,
automatycznego systemu, lecz przez kogoś, kto rozumie: rodziców, wychowawców,
nauczycieli. Wrażliwość dopiero kształtującego się człowieka wymaga, by był on
przekonany, że przy jego ocenie brane są pod uwagę wszystkie, także pozakodeksowe,
czynniki i okoliczności, np. szczera skrucha, prawdziwy żal za zły postępek, intencje
czynu itd. Że otwarta jest możliwość przebaczenia. Że można się poprawić i przeszłe
winy będą wybaczone oraz zapomniane. Z powodu kodeksowego stwierdzenia, że
"jedynym kryterium oceny jest liczba zdobytych punktów", wychowawca przestaje w
oczach dziecka być kimś bliskim, troszczącym się i wychowującym, a staje się sędzią.
Systemy oceniania punktowego kryją w sobie założenie, że potrzebne są nie tylko
punkty karne za przewinienia, ale i punkty dodatnie za dobre uczynki. Odbiera się
dzieciom szansę na zrobienie czegoś dobrego tylko dlatego, że jest to dobre. Już nigdy
dziecko nie będzie miało pewności, czy bierze udział w działaniach charytatywnych z
potrzeby serca, czy może z chęci zdobycia punktów. Czy dobiegło do mety, doszło do
finału, bo kierowała nim ambicja lub ciekawość, czy dlatego, że pamiętało o liczbie
punktów, które za to dostanie.
Nagradzanie punktami postaw i zachowań, które chcielibyśmy wpoić dzieciom, jest błędem
wychowawczym. Tak samo jak wywoływanie niezdrowej rywalizacji między dziećmi, które z
pewnością będą porównywać uzyskiwane liczby punktów, także i w nieszlachetny sposób
("Ja jestem wzorowy, bo mam 200 punktów, a ty zaledwie bardzo dobry, bo masz
199").
Ile jest warta pomoc koledze, uprzejmość, udział w akcji charytatywnej motywowane (choćby
tylko w części) chęcią zdobycia punktów? Jak trwałe są pozytywne postawy
wypracowane w ten sposób? Jak będzie postępować wychowany w takim systemie człowiek,
gdy nie będzie miał nad sobą nikogo oceniającego, bo zostanie np. najwyższym szefem?
A co z cynikiem, który z premedytacją pod koniec roku szkolnego robi coś złego, bo z
bilansu nagromadzonych przez niego punktów wynika, że i tak wyjdzie na swoje, czyli
otrzyma wzorową ocenę?
Ucieczka od odpowiedzialności
Autorzy systemów zdają sobie sprawę z ograniczeń wynikających z kodeksowego
charakteru punktacji. W części poświęconej nagrodom zwykle przewidują przyznawanie
uznaniowo sporej liczby punktów przez dyrektora, radę pedagogiczną, wychowawcę i uczniów.
To dobrze i może nie byłoby się czego obawiać, bo te uznaniowe punkty, podobnie jak
klauzule wykluczające wysoki stopień za szczególnie poważne przewinienia, pozwolą na
koniec semestru naprawić niedostatki i paradoksy kodeksu. W końcu to właśnie ci ludzie
wiedzą najlepiej, na jaką ocenę z zachowania uczeń zasługuje. Tyle że w stosowanych
kodeksach ani na liście zasług, ani na liście przewinień nie ma niczego, co przy
tradycyjnym ocenianiu i tak nie byłoby brane pod uwagę. Po co więc jeść tę żabę?
Pozostaje problem wrażenia, jakie na wychowankach robi uciekanie się przez wychowawców
do pomocy kodeksu, animozje między uczniami, rozbudzanie chorych motywacji czy wreszcie
dziecięcy lęk i stres wynikający z obawy, że ich wychowawca umywa ręce i ucieka się
do pomocy punktowej tabelki.
Wszystkim powinno zależeć, by dzieci w szkołach nie tylko dużo się nauczyły, ale i
by wyrosły na szlachetnych ludzi. Stosowanie punktowych systemów ocen z zachowania jest
wygodnictwem i ucieczką od odpowiedzialności. Oznacza przesłanie od wychowawców do
uczniów sygnału: "Nie jesteśmy w stanie was wychowywać, będziemy was nagradzać
i karać". Nie ma potrzeby takiego motywowania dzieci. W szkołach nie powinno też
być bezradnych nauczycieli, którym potrzebny jest aż taki instrument.
STANISŁAW BAJTLIK (ur. 1955) jest astrofizykiem zajmującym się kosmologią,
pracownikiem Centrum Astronomicznego im. M. Kopernika PAN w Warszawie, współorganizatorem
Warszawskiego Festiwalu Nauki, seminariów dla nauczycieli szkół średnich
"Astronomia w szkołach średnich", współautorem podręcznika "Przyroda
4" dla szkół podstawowych (Prószyński i S-ka, 2000).
|