dotb.gif

„TP”, Nr 26 (2816), 29 czerwca 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2816/felpodsiadlo.php




"Wy może i wiecie, że miotła nie lata"

Jacek Podsiadło


Pippi może wszystko. Potrafi przelecieć nad wulkanem wrakiem starego samochodu. Nosi na rękach konia i żongluje własnym tatkiem, wcale nie szczupłym. Pokonuje w zapaśniczej walce "najsilniejszego człowieka świata". Owija sobie wokół szyi jadowitego węża i rozprawia się z tygrysem, nucąc mu jednocześnie "Kto widział mego kotka, mego kotka?". Chodzi po pionowej ścianie. Pije płyn do czyszczenia mebli. Je gwoździe. Je muchomory.

Jak ona to robi? Wydaje się, że wystarczy, że o czymś pomyśli, a to staje się możliwe. Jej myśl od razu się ucieleśnia. Astrid Lindgren mówiła o Pippi, że jest to dziecko obdarzone mocą. Jakie są źródła jej mocy? Na pewno nie bicepsy. Na pewno wyobraźnia. Jednym z przywoływanych przez samą Pippi, choć oczywiście nie wprost, jest odrzucenie wiedzy. Kiedy lata na miotle za oknem Anniki i Tommy'ego, dzieci zauważają, poniekąd słusznie, że to niemożliwe. Odpowiedź brzmi: "Wy może i wiecie, że miotła nie potrafi latać, ale miotła tego nie wie". To niemal dokładne powtórzenie myśli, jaką wyraził Einstein: "Gdy wszyscy wiedzą, że coś jest niemożliwe, przychodzi ktoś, kto o tym nie wie i robi to". Jeśli pozwolić sobie na sofizmat i sprzęgnąć tę myśl z najsłynniejszą sentencją Sokratesa, z nieco tylko naciągniętej implikacji wyjdzie, że kto nic nie wie, może wszystko. Aż tak jednak nie ryzykujmy i zgódźmy się jedynie, że powszechnie pożądana wiedza ma tę jedną wadę, że ogranicza wyobraźnię.

Próbując opublikować swą pierwszą książkę Lindgren pisała w liście do wydawcy z 1944 roku, że Pippi jest "małym "Übermenschem" w postaci dziecka, wprowadzonym w zwyczajne środowisko. Dzięki swym nadnaturalnym siłom i innym okolicznościom jest całkowicie nietykalna dla wszystkich dorosłych i żyje sobie akurat tak, jak jej się podoba". Nóż, który otwiera nam się w kieszeni na słowo "Übermensch", możemy szybko złożyć, bo Pippi jest trudnym do pomyślenia w realnym świecie przypadkiem osóbki, która otrzymała niezwykłą władzę, ale nie została przez tę władzę zepsuta, stała się "dobrym dyktatorem", dyktatorkiem raczej, w sam raz na skalę małego miasteczka, w którym mieszka i miesza. Może dlatego nie została zepsuta, że jej władza jest naprawdę absolutna, zatem nie wymaga zabiegów w celu jej powiększenia czy utrzymania. Może Pippi żyje w rzeczywistości zrealizowanego marzenia, którego powszechności m. in. nie wykluczył Kępiński, pisząc w "Rytmie życia": "...możliwe, że w człowieku tkwi głęboko ukryta tęsknota za przerwaniem bariery oddzielającej go od świata zewnętrznego, za "rozpłynięciem się we wszechświecie" i za przemianą marzenia w rzeczywistość. Możliwe, że tęsknota ta w mniejszym lub większym stopniu realizuje się w akcie twórczym artysty, w przeżyciach mistyka, itp., a samo poczucie wszechmocy, które w pewnym sensie tym stanom towarzyszy, w karykaturalnej postaci występować może u dyktatorów, a nawet u bardziej ambitnych biurokratów". Wszechmoc artysty od razu wydaje nam się rodzajem urojenia, słysząc o wszechmocy raczej myślimy o wszechmocy Boskiej lub dziecięcej. Ponieważ skandynawski rudzielec nie jest bogiem, tylko dzieckiem, zatrzymajmy się przy tej drugiej. Teoria o poczuciu wszechmocy, jakiego doświadczamy w niemowlęctwie, choć nie sprawdzalna empirycznie, uchodzi za wysoce prawdopodobną. Podobno zanim zauważymy, że nie jesteśmy tożsami z zewnętrznym światem, że istnieje jakieś "ja", jesteśmy właśnie "rozpłynięci we wszechświecie", wszystkie doznania i obserwacje zlewają nam się w jeden mikrokosmos narcystycznej świadomości, nad którym mamy pełnię władzy. Musi to być fajna jazda i naprawdę żałuję, że tego jak wszyscy nie pamiętam. Choć twórczyni Pippi chyba nigdy nie określiła bliżej "innych okoliczności" zapewniających jej bohaterce nietykalność i omnipotencję - a może tym bardziej, że ich nie określiła? - można sobie wyobrazić, że mamy oto do czynienia z dziewczynką, która w cudowny sposób przeniosła w okres dzieciństwa, a więc człowieczeństwa już całkowicie zindywidualizowanego, ową pierwotną wszechmoc. Nie jest to takie znów niewyobrażalne, bo "Kompleks Pana Boga", o którym pisze cytowany już Kępiński w tak właśnie zatytułowanym rozdziale, to całkiem często spotykana psychoza schizofreniczna mająca być wynikiem regresu właśnie do stanu niemowlęcego. Nikt chyba nie zaprzeczy, że Pippi jest, z całym szacunkiem, nieco zwariowana. Najdziwniejsze jest, że cuda-niewidy, jakich w wyobraźni vel rzeczywistości paranoicznej dokonuje schizofrenik, w jej przypadku materializują się w rzeczywistości całkowicie "noicznej". Wszyscy widzą, że naprawdę podnosi konia i zjada muchomora, i wszyscy wiedzą, że to niemożliwe. Ale w świecie prawdziwej baśni musi chyba być coś nieosiągalnego dla największych wariatów i Najbardziej Ambitnych Biurokratów?

Jacek Podsiadło
podsiadlo@atol.com.pl

© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl