|
"Wy może i wiecie, że miotła nie lata"
Jacek Podsiadło
Pippi może wszystko. Potrafi przelecieć nad wulkanem wrakiem starego samochodu. Nosi na
rękach konia i żongluje własnym tatkiem, wcale nie szczupłym. Pokonuje w zapaśniczej
walce "najsilniejszego człowieka świata". Owija sobie wokół szyi jadowitego
węża i rozprawia się z tygrysem, nucąc mu jednocześnie "Kto widział mego kotka,
mego kotka?". Chodzi po pionowej ścianie. Pije płyn do czyszczenia mebli. Je gwoździe.
Je muchomory.
Jak ona to robi? Wydaje się, że wystarczy, że o czymś pomyśli, a to staje się możliwe.
Jej myśl od razu się ucieleśnia. Astrid Lindgren mówiła o Pippi, że jest to dziecko
obdarzone mocą. Jakie są źródła jej mocy? Na pewno nie bicepsy. Na pewno wyobraźnia.
Jednym z przywoływanych przez samą Pippi, choć oczywiście nie wprost, jest odrzucenie
wiedzy. Kiedy lata na miotle za oknem Anniki i Tommy'ego, dzieci zauważają, poniekąd słusznie,
że to niemożliwe. Odpowiedź brzmi: "Wy może i wiecie, że miotła nie potrafi
latać, ale miotła tego nie wie". To niemal dokładne powtórzenie myśli, jaką
wyraził Einstein: "Gdy wszyscy wiedzą, że coś jest niemożliwe, przychodzi ktoś,
kto o tym nie wie i robi to". Jeśli pozwolić sobie na sofizmat i sprzęgnąć tę
myśl z najsłynniejszą sentencją Sokratesa, z nieco tylko naciągniętej implikacji
wyjdzie, że kto nic nie wie, może wszystko. Aż tak jednak nie ryzykujmy i zgódźmy się
jedynie, że powszechnie pożądana wiedza ma tę jedną wadę, że ogranicza wyobraźnię.
Próbując opublikować swą pierwszą książkę Lindgren pisała w liście do wydawcy z
1944 roku, że Pippi jest "małym "Übermenschem" w postaci dziecka,
wprowadzonym w zwyczajne środowisko. Dzięki swym nadnaturalnym siłom i innym okolicznościom
jest całkowicie nietykalna dla wszystkich dorosłych i żyje sobie akurat tak, jak jej się
podoba". Nóż, który otwiera nam się w kieszeni na słowo "Übermensch",
możemy szybko złożyć, bo Pippi jest trudnym do pomyślenia w realnym świecie
przypadkiem osóbki, która otrzymała niezwykłą władzę, ale nie została przez tę władzę
zepsuta, stała się "dobrym dyktatorem", dyktatorkiem raczej, w sam raz na skalę
małego miasteczka, w którym mieszka i miesza. Może dlatego nie została zepsuta, że
jej władza jest naprawdę absolutna, zatem nie wymaga zabiegów w celu jej powiększenia
czy utrzymania. Może Pippi żyje w rzeczywistości zrealizowanego marzenia, którego
powszechności m. in. nie wykluczył Kępiński, pisząc w "Rytmie życia":
"...możliwe, że w człowieku tkwi głęboko ukryta tęsknota za przerwaniem bariery
oddzielającej go od świata zewnętrznego, za "rozpłynięciem się we wszechświecie"
i za przemianą marzenia w rzeczywistość. Możliwe, że tęsknota ta w mniejszym lub większym
stopniu realizuje się w akcie twórczym artysty, w przeżyciach mistyka, itp., a samo
poczucie wszechmocy, które w pewnym sensie tym stanom towarzyszy, w karykaturalnej
postaci występować może u dyktatorów, a nawet u bardziej ambitnych biurokratów".
Wszechmoc artysty od razu wydaje nam się rodzajem urojenia, słysząc o wszechmocy raczej
myślimy o wszechmocy Boskiej lub dziecięcej. Ponieważ skandynawski rudzielec nie jest
bogiem, tylko dzieckiem, zatrzymajmy się przy tej drugiej. Teoria o poczuciu wszechmocy,
jakiego doświadczamy w niemowlęctwie, choć nie sprawdzalna empirycznie, uchodzi za
wysoce prawdopodobną. Podobno zanim zauważymy, że nie jesteśmy tożsami z zewnętrznym
światem, że istnieje jakieś "ja", jesteśmy właśnie "rozpłynięci we
wszechświecie", wszystkie doznania i obserwacje zlewają nam się w jeden
mikrokosmos narcystycznej świadomości, nad którym mamy pełnię władzy. Musi to być
fajna jazda i naprawdę żałuję, że tego jak wszyscy nie pamiętam. Choć twórczyni
Pippi chyba nigdy nie określiła bliżej "innych okoliczności" zapewniających
jej bohaterce nietykalność i omnipotencję - a może tym bardziej, że ich nie określiła?
- można sobie wyobrazić, że mamy oto do czynienia z dziewczynką, która w cudowny sposób
przeniosła w okres dzieciństwa, a więc człowieczeństwa już całkowicie
zindywidualizowanego, ową pierwotną wszechmoc. Nie jest to takie znów niewyobrażalne,
bo "Kompleks Pana Boga", o którym pisze cytowany już Kępiński w tak właśnie
zatytułowanym rozdziale, to całkiem często spotykana psychoza schizofreniczna mająca
być wynikiem regresu właśnie do stanu niemowlęcego. Nikt chyba nie zaprzeczy, że
Pippi jest, z całym szacunkiem, nieco zwariowana. Najdziwniejsze jest, że cuda-niewidy,
jakich w wyobraźni vel rzeczywistości paranoicznej dokonuje schizofrenik, w jej
przypadku materializują się w rzeczywistości całkowicie "noicznej". Wszyscy
widzą, że naprawdę podnosi konia i zjada muchomora, i wszyscy wiedzą, że to niemożliwe.
Ale w świecie prawdziwej baśni musi chyba być coś nieosiągalnego dla największych
wariatów i Najbardziej Ambitnych Biurokratów?
Jacek Podsiadło
podsiadlo@atol.com.pl
|