dotb.gif

„TP”, Nr 26 (2816), 29 czerwca 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2816/felkrol.php




Udawanie Greka

Marcin Król


Nie wiem, jaki będzie ostateczny los preambuły do europejskiej konstytucji i stosunkowo mało mnie to interesuje, ponieważ niewielkie jest moje przekonanie o znaczeniu tego dokumentu. Jednak, skoro już zaczęto dyskusję, która - bez względu na ustalenia - będzie trwała jeszcze długo, to chciałbym dodać swoje trzy grosze.
Irytują mnie lub rozśmieszają ci, którzy powodowani przede wszystkim niechęcią do Kościoła, odwołują się do rzekomo znakomitych i znacznie bardziej ważnych dla Europy tradycji helleńskich czy też rzymskich. Udawanie Greka nie przejdzie wszelako, ponieważ wprawdzie Grecja antyczna stanowi część naszego dziedzictwa, ale dalece nie taką, którą można by się tylko szczycić.

Po pierwsze, bardzo niewiele o owej Grecji wiemy, a to, co wiemy, nie zawsze napawa zachwytem. Wystarczy przeczytać Tukidydesa, żeby zobaczyć, jak straszliwie brutalni, barbarzyńscy i bezwzględni byli nawet greccy "demokraci". A los Sokratesa? Przecież to był kraj pełen niewolników, kobiet nie dopuszczanych do życia publicznego oraz osób o odmiennej orientacji seksualnej. Słowem, na nasze wymaganie, kraj barbarzyńców. Wiem, wiem. Grecy mieli wielkie osiągnięcia w kulturze i filozofii, ale co z tego? Żydzi też je mieli, a w propozycjach preambuły tradycja judejska nigdy się nie pojawiła. Rzymianie z kolei, których chciano też wepchnąć, mieli wprawdzie krótkotrwałą republikę i kilku wielkich myślicieli politycznych oraz filozofów, ale wystarczy poczytać o dokonaniach praktycznych Marka Aureliusza, by nieco zwątpić w jego tak rzekomo niezwykły humanitaryzm.

Słowem wszelkie dziedzictwo, także chrześcijańskie, miało swoje jasne i ciemne strony. Jednak nie udawajmy Greka. Czy to kto lubi, czy nie - żyjemy w Europie głęboko naznaczonej przez chrześcijaństwo i tylko ledwie przez myśl antyczną. Takie są rzeczywiste proporcje i udawanie nic tu nie pomoże. Nie jestem - powtarzam - zwolennikiem pustych raczej słów, ale jeżeli już muszą zostać zapisane, to niech chociaż w części oddają rzeczywistość.

Istnieje tu jeszcze jeden argument, na który warto zwrócić uwagę. Mianowicie w XX wieku byli w Europie tacy, którzy chcieli zbudować most ponad chrześcijaństwem prosto do antycznych Aten. W Polsce przykładem takiego bardzo wybitnego przecież autora był Tadeusz Zieliński. Jednak zaskakująco często zwolennicy takiego achrześcijańskiego świata i nie chrześcijańskiej, lecz greckiej Europy stawali po stronie nazizmu lub byli jego biernymi zwolennikami. Nie jest to wcale dziwne, bo nazizm był niewątpliwie ruchem antychrześcijańskim, skierowanym zarówno przeciw Staremu, jak i Nowemu Testamentowi.

Na koniec chcę przypomnieć słowa Stefana Kisielewskiego z jednego z pierwszych numerów "Tygodnika Powszechnego" z 1945 roku. Otóż poszukując oparcia dla odbudowy powojennej w dziedzinie polityki i duchowości, Kisielewski po rozważeniu wielu ewentualności stwierdza, że do dyspozycji mamy tylko chrześcijaństwo. Nie zachwyca go ten fakt, ale jest to dla niego fakt. Doskonale rozumiem tę postawę, natomiast za komediantów mam tych, którzy chcieliby dzisiaj przebrać się w greckie szaty, bo albo nie wiedzą co czynią, albo wiedzą, a wtedy tym gorzej.

Pozostaje jednak pytanie: po co komu odwoływanie się do tradycji w słabej Europie? Mam podejrzenie, że wśród wielu innych intencji, jest też intencja antyamerykańska. My mamy tradycję liczącą ponad dwa i pół tysiąca lat, a oni ledwie ponad dwieście lat! Kto wierzy w znaczenie takich porównań, ten się na pewno nadaje do polityki, ale nie do kultury i nie do życia intelektualnego.

© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl