|
„TP”, Nr 25 (2815), 22 czerwca 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2815/prasakrajowa.php
Prasa krajowa
Meandry bioetyki
Około 30 lat temu Kongres Stanów Zjednoczonych powołał komisję do opracowania zasad
postępowania w przypadku medycznych i behawioralnych eksperymentów z ludźmi. Powodem był
skandal: ujawniono, że w stanie Alabama grupę 600 chorych na syfilis Murzynów nie
leczono, a gdy umierali, robiono sekcje zwłok, by zbadać skutki tej choroby. Niemal równocześnie
na Uniwersytecie Georgetown grupa teologów (głównie protestanckich) i filozofów zajęła
się problemami etycznymi związanymi z medycyną - i nazwała je "bioetyką".
Początkowo bioetykę traktowano jako etykę szczegółową. Z czasem jednak - gdy w
dyskusji zaczęli brać udział prócz etyków także biologowie, lekarze, prawnicy,
reprezentanci przemysłu - nabrała szerszego wymiaru. Znaczenie ma i to, że pojawiły się
możliwości ingerencji w wyposażenie genetyczne organizmu człowieka, jakich dostarcza
współczesna genetyka i embriologia - mówi w WIĘZI (nr 6) prof. Andrzej Paszewski,
genetyk z Instytutu Biochemii i Biofizyki PAN.
Dyskusja o problemach bioetycznych nie doprowadziła do sformułowania żadnego kanonu
zasad akceptowanych przez wszystkich jej uczestników. Ci bowiem wyznają rozmaite postawy
filozoficzne, a bioetyka dotyczy sfery przekonań, które można co najwyżej mniej bądź
bardziej przekonująco uzasadniać, ale nie da się udowodnić ich prawdziwości. Stąd też
nie sposób uzgodnić co do nich żadnego consensusu: jeśli ktoś uważa, że płód jest
osobą ludzką od poczęcia, a ktoś inny, że dopiero od 3. miesiąca, to nie zgodzą się,
że aborcji można dokonywać do 6. tygodnia. To dlatego np. dyskusję bioetyczną opiera
się na pojęciu godności osoby ludzkiej, ale unika definiowania, kto taką osobą jest -
to bowiem uniemożliwiłoby jakąkolwiek rozmowę. Po prostu biologia nie dysponuje
kryteriami pozwalającymi określić, na jakim etapie rozwoju istota ludzka staje się
osobą.
Kompromisy pojawiają się więc dopiero na płaszczyźnie legislacyjnej - przyjmowanej w
drodze głosowania, często na zasadzie wspólnego minimum moralnego. Podobny charakter
mają zalecenia ustanawiane przez rozmaite międzynarodowe komitety bioetyczne. Zwykle
normy te są więc jedynie odbiciem formacji kulturowych poszczególnych społeczeństw -
i złudne są oczekiwania, by mogły być czymś więcej.
Rozważania filozoficzne nabierają innego wymiaru, gdy zderzają się z dramatami życiowymi.
Dowodem może być spór wokół diagnostyki prenatalnej, którą niektórzy postrzegają
wyłącznie jako furtkę do usprawiedliwiania aborcji i praktyk eugenicznych. Tymczasem
uproszczeniem byłoby twierdzić, że w diagnostyce prenatalnej chodzi tylko o to, że
dziecko upośledzone może być obciążeniem dla rodziców. Choroby genetyczne powodują
też wielkie cierpienie dziecka: przykładowo w przypadku tzw. dystrofii Duchenne'a
wiadomo, że zupełnie zdrowy początkowo chłopiec, z powodu zaniku mięśni będzie
stopniowo stawał się bezwładny, by w wieku kilkunastu lat umrzeć z uduszenia: "I
nic na to nie da się poradzić. Jeżeli rodzice już mają jedno takie dziecko i matka
ponownie zajdzie w ciążę, sytuacja jest dla nich naprawdę dramatyczna. (...) Czy
rodzice mają prawo podjąć takie ryzyko? To nie jest "projektowanie dziecka".
Chodzi o nieprzyczynianie się do czyichś cierpień, które można przewidzieć".
Niektórzy twierdzą wprawdzie, że samo istnienie jest ważniejsze od cierpienia - tyle
że to nie zainteresowany dokonuje tego wyboru.
Dlatego, sugeruje Paszewski, w kwestiach etycznych trzeba mieć trwałą hierarchię wartości,
ale każdy przypadek ma własny wymiar moralny. Kiedy więc spotka się człowieka w
trudnej sytuacji, "należy się nad nim pochylić, ale nie zmieniać zasad". W
dyskusji o prawie do aborcji często pada przykład kobiety zgwałconej przez pijaka, której
płód miał w dodatku uszkodzenia - więc dokonała aborcji. Czy można ją potępiać?
Paszewski odpowiada: "nie będę jej potępiał, ale nie chcę być zmuszany, żeby
ze względu na tragiczne sytuacje zmieniać pogląd na to, kim jest człowiek i przestać
uważać, że aborcja jest jego zabiciem. W końcu niepotępianie zrozpaczonej matki, która
ukradła chleb dla głodnego dziecka, nie pociąga za sobą uznania, że kradzież jest
dopuszczalna".
KB
© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl
|