adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 25 (2815)
22 czerwca 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej

  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Stanisław Lem
  Czesław Miłosz
  Jacek Podsiadło

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.tygodnik.onet.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz



Stefania

Czesław Miłosz


Kiedy krakowianie słuchali humorystycznych wierszyków i piosenek Tadeusza Boya-Żeleńskiego w Zielonym Baloniku, znakomicie się bawili i nie domyślali się, że uczestniczą w jakimś przełomie dziejów języka polskiego.

A przecież język używany w poezji Młodej Polski można uważać, ja przynajmniej tak sądzę, za rodzaj zapaści, czego przykładem jest język wielu utworów Stanisława Wyspiańskiego, mimo znaczenia, jakie ma jego arcydzieło, "Wesele".

Boy-Żeleński pisał swoje humorystyczne wiersze i piosenki, objęte wspólnym tytułem "Słówka", dla żartu, ale zarazem miał świadomość, że walczy ze zbyt wysokim stylem młodopolskim, że jego celem jest sprowadzenie polszczyzny na ziemię, blisko potocznych wyrażeń i porzekadeł. Można rzec, że to on przygotowywał powodzenie poetów Skamandra, którzy podbili publiczność, pisząc językiem powszechnie zrozumiałym. Zarówno w swoich przekładach literatury francuskiej, jak i w wierszach i piosenkach Zielonego Balonika miał poczucie służby obywatelskiej, i pisał:


A jeślim gwary ojczystej
Choć jeden przysporzył klawisz,
Ty mnie od hańby wieczystej,
O mowo polska, wybawisz!



Wiele "Słówek" Boya moje pokolenie znało na pamięć. Nie wiadomo jednak, czy dzisiaj również są one tak powszechnie znane? Na przykład wiersz "Stefania" wymaga już pewnych komentarzy, bo słowo "malarz" rymuje się w nim ze słowem "alasz", a nikt już dziś nie wie, co to był za trunek; podobno jakiś likier rodem z niemieckiej wioski Allasch. Dowiadujemy się również z tego wiersza, że Stefania kąpała się codziennie, co wtedy nie było zbyt pospolite.

Ale oto ku zbudowaniu dzisiejszych czytelników sam utwór, genialny przez znajdowanie prostych, a oczywistych rymów.


Tetralogia z kajetu pensjonarki
I. Stefania
(powieść psychologiczna)

Kto poznał panią Stefanią,
Ten wolał od innych pań ją.

Coś w niej już takiego było,
Że popatrzyć na nią miło.

Oczy miała jak bławatki
I na sobie ładne szmatki.

Chociaż to rzecz dosyć trudna,
Zawsze była bardzo schludna.

Aż mówił każdy przechodzień:
"Ta się musi kąpać co dzień."

Choć męża miała filistra,
W innych rzeczach była bystra.

Jeździła aż do Abacji
Po temat do konwersacji.

Prócz tego natura szczodra
Dała jej b. ładne biodra.

Raz ją poznał jeden malarz,
Który często pijał alasz.

Jak ją zobaczył na fiksie,
Zaraz w niej zakochał w mig się.

Miała w uszach wielki topaz
I była wycięta po pas.

Przedtem widział różne panie,
Ale zawsze bardzo tanie.

I do swego interesu
Miały dosyć podłe desu.

Strasznie się zapalił do niej
Wszędzie za Stefanią goni.

Miał kolorową koszulę
I przemawiał bardzo czule.

Żeby dała mu natchnienie,
Ale ona mówi, że nie.

Że umi kochać bez granic,
Ale to też było na nic.

Potem jej mówił na raucie:
"Dałbym życie, żebym miał cię."

Jak zobaczył, że nie sposób
Poszedł znów do tamtych osób.

Ale już zaraz za bramą
Mówił, że to nie to samo.

Takiej dostał dziwnej manii,
Że chciał tylko od Stefanii.

Bo to zawsze jest najgłupsze,
Kiedy się kto przy czym uprze.

Mówili mu przyjaciele
"Czemu jesteś takie cielę?

Z kobietami trzeba twardo,
A nie cackać się z pulardą."

Więc jej zaczął szarpać suknie:
A ta jak na niego fuknie.

Wtedy całkiem stracił humor
I upijał się na umor.

Potem do Stefanii lubej
List napisał dosyć gruby.

Że to będzie znakomicie
Jak sobie odbierze życie.

A ona myślała chytrze:
"To by było nienajbrzydsze."

Lecz jak przyszło co do czego,
Jakoś nic nie było z tego.

Potem znowu za lat kilka
Przyszła na nią taka chwilka.

I myślała, czy to warto
Było być taką upartą.

Lecz tymczasem mu wychłódło,
Bo już była stare pudło.

Tak to ludzie trwonią lata,
Że nie są jak brat dla brata.

Z tym największy jest ambaras,
Żeby dwoje chciało na raz.



Ostatni dwuwiersz dostąpił zaszczytu znalezienia się wśród trwałych maksym polszczyzny, jak można się przekonać, sięgając po "Skrzydlate słowa" Henryka Markiewicza i Andrzeja Romanowskiego. Zwykle jednak powtarza się to porzekadło nie zdając sobie sprawy, że stanowi ono część "Tetralogii z kajetu pensjonarki" Boya.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny