adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 25 (2815)
22 czerwca 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej

  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Stanisław Lem
  Czesław Miłosz
  Jacek Podsiadło

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet

Listy antykoncepcja


Nastoletni dramat

Może jestem nieprawomyślną katoliczką, ale nie mogę pojąć, dlaczego używanie środków antykoncepcyjnych jest naganne moralnie i ma świadczyć o braku wzajemnej miłości małżonków do siebie czy dzieci. Tak właśnie twierdzi o. Karol Meissner. Przytacza również słowa rozżalonej jedynaczki, która znalazła u rodziców prezerwatywy. Też chciałam mieć rodzeństwo, ale jako młoda dziewczyna byłabym szczęśliwa, gdyby moi rodzice trafili na jakiś niezawodny środek antykoncepcyjny, zamiast uciekać się do wiadomych zabiegów. Nie robiono z tego wielkiej tajemnicy. I to było największym dramatem moich lat nastoletnich. Nie miałam z kim podzielić się smutkiem, tłumiłam go w sobie, obawiając się wyśmiania. Może byłam w tym względzie wyjątkowo wrażliwa, być może moje koleżanki nie odbierały tego tak tragicznie.

Jako osoba dorosła, mężatka i matka chcianych oraz kochanych dzieci, nie odczuwałam nigdy wyrzutów sumienia z racji używania środków antykoncepcyjnych. Jednak obawa przed reprymendą ze strony spowiednika trzymała mnie z dala od konfesjonału.

(nazwisko i adres do wiadomości redakcji)





Pewne i wątpliwe

W dyskusji na temat antykoncepcji zabrakło ważnego rozróżnienia dwóch rodzajów środków antykoncepcyjnych. Pierwsza grupa to środki wczesnoporonne, powodujące śmierć poczętego dziecka. Ich stosowanie na pewno nie jest zgodne z dekalogiem i brak zgody Kościoła na ich stosowanie jest bezdyskusyjny. Do tej grupy należą nie tylko tzw. spirale i pigułki wczesnoporonne, ale wszystkie dotychczas wymyślone pigułki antykoncepcyjne, nie tylko hamujące owulację, ale także - jeśli przypadkiem dojdzie do zapłodnienia - utrudniające zagnieżdżenie się zarodka w macicy. Drugą grupę tworzą środki nieszkodliwe dla poczętego dziecka, a jedynie zmniejszające prawdopodobieństwo poczęcia, czyli: prezerwatywa, środki plemnikobójcze i stosunek przerywany. Można się spierać, czy Kościół powinien pozwalać małżonkom na ich stosowanie. Zgadzam się, że metody naturalne są najlepszym rozwiązaniem, ale zdarzają się sytuacje, gdy korzystanie z nich jest mocno utrudnione. Stosunek przerywany lub prezerwatywa wydają się wówczas lepszym rozwiązaniem niż wielotygodniowa wstrzemięźliwość.

SYLWIA UFNALSKA
(Poznań)






Zazdrość o rodzica

Argumentacja ojca Meissnera, że rodzice stosujący antykoncepcję nie kochają swoich dzieci, ponieważ boją się zaistnienia ich rodzeństwa, nie bardzo do mnie przemawia. Tak, jak nie przekonuje mnie, że wszystkie dzieci w rodzinie kochają się i marzą o kolejnym braciszku lub siostrzyczce. Posiadanie rodzeństwa to dzielenie się przywilejami i rzadko dziecko jest tak altruistyczne, że nie sprawia mu to kłopotu. Większość rodziców, posiadających więcej niż jedno dziecko, wie, jak silna jest między nimi zazdrość. Kain i Abel byli braćmi, Jakub i Ezaw również, ale ci ostatni walczyli o pierwszeństwo już w łonie matki!

Moja córka chciała mieć rodzeństwo, ale teraz ma brata i uważa, że starczy. Natomiast 5-letni synek pytany, czy chciałby mieć młodsze rodzeństwo odpowiada stanowczo: "Nie, ewentualnie wolałbym psa". Koleżanka, która ma czworo dzieci i nie stosuje sztucznych metod regulacji poczęć, zawsze, gdy obawiała się, że jest w kolejnej ciąży mówiła: "Najbardziej przeraża mnie, że znów będę musiała patrzeć na męki zazdrości u mojego dziecka, które pozbawiam statusu najmłodszego". Kiedy była w ciąży z najmłodszym, wszyscy o tym wiedzieli poza jej dziećmi, bo rodzice bali się ich reakcji na tę nowinę. Dzieci są przeważnie egoistyczne i żądają całej uwagi rodziców dla siebie, jak też własnego pokoju i wszystkich zabawek. Część rodziców nie decyduje się na powiększenie rodziny z własnych, egoistycznych powodów, także dlatego, że tak bardzo kochają te dzieci, które już są, że nie chcą im odbierać nawet części posiadanej uwagi i przywilejów (także materialnych).

Czy osoby stosujące naturalne metody są lepsze od osób stosujących np. prezerwatywy? Bywa różnie. Znam dwie kobiety. Jedna zgadza się, by mąż-nerwicowiec używał prezerwatyw, bo inaczej przestałby współżyć. Mają dwoje dzieci, ona poważne przeciwwskazania lekarskie do kolejnej ciąży. Opiekuje się też ojcem z chorobą Parkinsona. Pracuje, a cała rodzina (wraz z chorym ojcem) mieszka w małym mieszkaniu. Druga kobieta nie pracuje, mąż zarabia bardzo dużo, mają dom, zawsze stosowali naturalne metody. Urodzenie dziecka świadomie odkładali przez 10 lat, gdyż chcieli podróżować i "korzystać z życia". Poczęli dziecko, gdy zachorował ojciec kobiety. Z powodu odkładanego z różnych powodów macierzyństwa, będąc w ciąży, a potem opiekując się dzieckiem, nie mogła mu pomóc. Nie uważam, aby zbawienie pierwszej osoby, postępującej niezgodnie z nauką Kościoła, było mniej pewne od zbawienia drugiej.

DOROTA WALENCIK
(Warszawa)






Znają swoje siły

Rodzice nie boją się nowego dziecka. Gdyby się pojawiło, na pewno by je pokochali. Jeśli stosują antykoncepcję, to w imię odpowiedzialności za te dzieci, które już mają, chcą je dobrze wychować, znajdując czas dla każdego z nich z osobna; wykształcić je tak, aby nie dołączyły do rzeszy bezrobotnych. Są rodzice, którzy potrafią to, mając pięcioro czy sześcioro dzieci, inni mając tylko troje. Zdarza się, że małżonkowie chcieliby mieć jeszcze jedno dziecko, ale nie decydują się, bo są świadomi granic swoich możliwości i odpowiedzialności.

MAGDALENA ŚWIĘCICKA
(Laski k. Warszawy)

 


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny