|
|
Listy antykoncepcja

Nastoletni dramat
Może jestem nieprawomyślną katoliczką, ale nie mogę pojąć, dlaczego używanie środków
antykoncepcyjnych jest naganne moralnie i ma świadczyć o braku wzajemnej miłości małżonków
do siebie czy dzieci. Tak właśnie twierdzi o. Karol Meissner. Przytacza również słowa
rozżalonej jedynaczki, która znalazła u rodziców prezerwatywy. Też chciałam mieć
rodzeństwo, ale jako młoda dziewczyna byłabym szczęśliwa, gdyby moi rodzice trafili
na jakiś niezawodny środek antykoncepcyjny, zamiast uciekać się do wiadomych zabiegów.
Nie robiono z tego wielkiej tajemnicy. I to było największym dramatem moich lat
nastoletnich. Nie miałam z kim podzielić się smutkiem, tłumiłam go w sobie, obawiając
się wyśmiania. Może byłam w tym względzie wyjątkowo wrażliwa, być może moje koleżanki
nie odbierały tego tak tragicznie.
Jako osoba dorosła, mężatka i matka chcianych oraz kochanych dzieci, nie odczuwałam
nigdy wyrzutów sumienia z racji używania środków antykoncepcyjnych. Jednak obawa przed
reprymendą ze strony spowiednika trzymała mnie z dala od konfesjonału.
(nazwisko i adres do wiadomości redakcji)
Pewne i wątpliwe
W dyskusji na temat antykoncepcji zabrakło ważnego rozróżnienia dwóch rodzajów środków
antykoncepcyjnych. Pierwsza grupa to środki wczesnoporonne, powodujące śmierć poczętego
dziecka. Ich stosowanie na pewno nie jest zgodne z dekalogiem i brak zgody Kościoła na
ich stosowanie jest bezdyskusyjny. Do tej grupy należą nie tylko tzw. spirale i pigułki
wczesnoporonne, ale wszystkie dotychczas wymyślone pigułki antykoncepcyjne, nie tylko
hamujące owulację, ale także - jeśli przypadkiem dojdzie do zapłodnienia - utrudniające
zagnieżdżenie się zarodka w macicy. Drugą grupę tworzą środki nieszkodliwe dla poczętego
dziecka, a jedynie zmniejszające prawdopodobieństwo poczęcia, czyli: prezerwatywa, środki
plemnikobójcze i stosunek przerywany. Można się spierać, czy Kościół powinien
pozwalać małżonkom na ich stosowanie. Zgadzam się, że metody naturalne są najlepszym
rozwiązaniem, ale zdarzają się sytuacje, gdy korzystanie z nich jest mocno utrudnione.
Stosunek przerywany lub prezerwatywa wydają się wówczas lepszym rozwiązaniem niż
wielotygodniowa wstrzemięźliwość.
SYLWIA UFNALSKA
(Poznań)
Zazdrość o rodzica
Argumentacja ojca Meissnera, że rodzice stosujący antykoncepcję nie kochają swoich
dzieci, ponieważ boją się zaistnienia ich rodzeństwa, nie bardzo do mnie przemawia.
Tak, jak nie przekonuje mnie, że wszystkie dzieci w rodzinie kochają się i marzą o
kolejnym braciszku lub siostrzyczce. Posiadanie rodzeństwa to dzielenie się przywilejami
i rzadko dziecko jest tak altruistyczne, że nie sprawia mu to kłopotu. Większość
rodziców, posiadających więcej niż jedno dziecko, wie, jak silna jest między nimi
zazdrość. Kain i Abel byli braćmi, Jakub i Ezaw również, ale ci ostatni walczyli o
pierwszeństwo już w łonie matki!
Moja córka chciała mieć rodzeństwo, ale teraz ma brata i uważa, że starczy.
Natomiast 5-letni synek pytany, czy chciałby mieć młodsze rodzeństwo odpowiada
stanowczo: "Nie, ewentualnie wolałbym psa". Koleżanka, która ma czworo dzieci
i nie stosuje sztucznych metod regulacji poczęć, zawsze, gdy obawiała się, że jest w
kolejnej ciąży mówiła: "Najbardziej przeraża mnie, że znów będę musiała
patrzeć na męki zazdrości u mojego dziecka, które pozbawiam statusu najmłodszego".
Kiedy była w ciąży z najmłodszym, wszyscy o tym wiedzieli poza jej dziećmi, bo
rodzice bali się ich reakcji na tę nowinę. Dzieci są przeważnie egoistyczne i żądają
całej uwagi rodziców dla siebie, jak też własnego pokoju i wszystkich zabawek. Część
rodziców nie decyduje się na powiększenie rodziny z własnych, egoistycznych powodów,
także dlatego, że tak bardzo kochają te dzieci, które już są, że nie chcą im
odbierać nawet części posiadanej uwagi i przywilejów (także materialnych).
Czy osoby stosujące naturalne metody są lepsze od osób stosujących np. prezerwatywy?
Bywa różnie. Znam dwie kobiety. Jedna zgadza się, by mąż-nerwicowiec używał
prezerwatyw, bo inaczej przestałby współżyć. Mają dwoje dzieci, ona poważne
przeciwwskazania lekarskie do kolejnej ciąży. Opiekuje się też ojcem z chorobą
Parkinsona. Pracuje, a cała rodzina (wraz z chorym ojcem) mieszka w małym mieszkaniu.
Druga kobieta nie pracuje, mąż zarabia bardzo dużo, mają dom, zawsze stosowali
naturalne metody. Urodzenie dziecka świadomie odkładali przez 10 lat, gdyż chcieli podróżować
i "korzystać z życia". Poczęli dziecko, gdy zachorował ojciec kobiety. Z
powodu odkładanego z różnych powodów macierzyństwa, będąc w ciąży, a potem
opiekując się dzieckiem, nie mogła mu pomóc. Nie uważam, aby zbawienie pierwszej
osoby, postępującej niezgodnie z nauką Kościoła, było mniej pewne od zbawienia
drugiej.
DOROTA WALENCIK
(Warszawa)
Znają swoje siły
Rodzice nie boją się nowego dziecka. Gdyby się pojawiło, na pewno by je pokochali. Jeśli
stosują antykoncepcję, to w imię odpowiedzialności za te dzieci, które już mają,
chcą je dobrze wychować, znajdując czas dla każdego z nich z osobna; wykształcić je
tak, aby nie dołączyły do rzeszy bezrobotnych. Są rodzice, którzy potrafią to, mając
pięcioro czy sześcioro dzieci, inni mając tylko troje. Zdarza się, że małżonkowie
chcieliby mieć jeszcze jedno dziecko, ale nie decydują się, bo są świadomi granic
swoich możliwości i odpowiedzialności.
MAGDALENA ŚWIĘCICKA
(Laski k. Warszawy)
|
|