adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 25 (2815)
22 czerwca 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej

  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Stanisław Lem
  Czesław Miłosz
  Jacek Podsiadło

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet

Miłosz: przypomnienia

Lektor


• Czesław Miłosz: WIERSZE TOM 3 - powoli, po jednym tomie na rok wydawane są w ramach "Dzieł zebranych" Miłosza jego wiersze. Ponieważ zaś od chwili rozpoczęcia edycji zdążyły się już ukazać dwie nowe książki poetyckie Miłosza: "Druga przestrzeń" z "Traktatem teologicznym" i poemat "Orfeusz i Eurydyka", z czterech tomów zapowiadanych w roku 2001 zrobiło się tymczasem pięć...

Tom trzeci obejmuje cztery zbiory, gromadzące wiersze i poematy powstałe w kalifornijskim okresie życia poety, po osiedleniu się w Berkeley. "Gucio zaczarowany" (1965), "Miasto bez imienia" (1969), "Gdzie wschodzi słońce i kędy zapada" (1974) i "Hymn o Perle" (1982) ukazały się po raz pierwszy w Paryżu u Jerzego Giedroycia. Tom "Gdzie wschodzi słońce..." doczekał się krajowego wydania w Znaku tuż po Noblu wraz "Królem Popielem" (1962, przedrukowany w drugim tomie "Wierszy"). Ponieważ była to pierwsza oficjalnie wydana w Polsce książka Miłosza od czasów "Ocalenia", mimo dwudziestotysięcznego nakładu ustawiały się po nią przed księgarniami długie kolejki. Krajowa edycja "Hymnu o Perle" w Wydawnictwie Literackim (rok 1983) miała już nakład pięćdziesięciotysięczny i też sprzedawano ją spod lady.

Skoro zaś o historii mowa - małe uzupełnienie do noty wydawcy. Czytamy w niej, że parafrazy z Kabira umieszczone w "Hymnie o Perle" miały pierwodruk w "Tygodniku Powszechnym", w noworocznym numerze z roku 1980. To prawda - warto jednak dodać, że dla ukrycia przed cenzurą tożsamości autora podpisane zostały wówczas nazwiskiem niejakiego Adriana Zielińskiego, postaci znanej z kart "Ocalenia". Trzeba było jeszcze blisko dziesięciu miesięcy i decyzji noblowskiego jury, by nazwisko Miłosza mogło zacząć się pojawiać w polskiej prasie bez przeszkód, choć wyłomem była już w końcu lat 70. zgoda na druk przekładów biblijnych poety w "TP", "Znaku" i "Twórczości".

Wszystko to jednak przeszłość - teraz najważniejsza jest leżąca przede mną książka, a w niej frazy, które dawno temu, podczas pierwszej lektury zapadły w pamięć i tkwią w niej, nieusuwalne. "Była zima, taka jak w tej dolinie...". Pierwsze, wizyjne wersy "Gucia". "Dużo śpię i czytam Tomasza z Akwinu / albo "Śmierć Boga" (takie protestanckie dzieło)", z przewrotną ironią nawiasowego wtrącenia. Wiersze takie jak "O aniołach", "Dar" i "Tak mało", "Chagrin" i "Filina", "Idea", "Piosenka" i "Gwiazda Piołun". Oba tytułowe poematy: "Miasto..." i "Gdzie wschodzi słońce...". I niesamowite poczucie wejścia pomiędzy materializujące się cienie, w wielogłos zaludniających Miłoszowy świat postaci. Bowiem, jak czytamy w "Małej pauzie": "Jest porozumienie i jest przymierze / Między wszystkimi, których pobił i uwolnił czas", a "trwaniu ich miasta nie ma kresu". (Wydawnictwo Znak, s. 384. Przypisy: Łukasz Tischner i Aleksander Fiut, bibliografia: Aleksander Fiut, nota wydawcy: Jerzy Illg, Kamil Kasperek. Jak czytamy w nocie, po porównaniu wersji drukowanych w czasopismach i wydaniach książkowych z rękopisami i maszynopisami znajdującymi się w archiwum Miłosza w Beinecke Library, do niektórych utworów wprowadzono decyzją Autora zmiany. Prócz wymienionych wcześniej zbiorów do tomu włączono także kilka wierszy rozproszonych z lat 1962-1982, wśród nich "List" i "Do Lecha Wałęsy".)


• Thomas Merton, Czesław Miłosz: LISTY - "przeczytawszy Pańską niezwykłą książkę, "Zniewolony umysł", uznałem za konieczne napisać do Pana, jako że bez Pańskiej pomocy nie potrafię iść za tokiem niektórych spośród myśli, jakie książka ta podsuwa. Chciałby zadać Panu kilka pytań i mam nadzieję, że mi Pan wybaczy takie narzucanie się". Tak właśnie, listem Mertona do Miłosza datowanym 6 grudnia 1958 roku w opactwie trapistów Our Lady of Gethsemani w stanie Kentucky, rozpoczyna się ta korespondencja i zarazem przyjaźń. Korespondencja, zrazu bardzo intensywna, w roku 1965 na czas dłuższy przerwana, potrwa dokładnie dziesięć lat. W październiku 1968, gdy Merton w drodze na Daleki Wschód zatrzyma się w San Francisco, dojdzie do spotkania obu przyjaciół. 21 listopada w liście z Darjeelingu w Indiach Merton zapowiada: "Wkrótce udaję się na Cejlon i do Indonezji". To już ostatni list; 10 grudnia 1968 roku, w dniu 27 rocznicy przybycia do opactwa Gethsemani, amerykański trapista umrze niespodziewanie w hotelowym bungalowie w Bangkoku, porażony prądem na skutek awarii wentylatora.

Korespondencja jest niezwykle gęsta i wciąga od pierwszych stron. Śledzimy spotkanie dwóch silnych i bardzo różnych osobowości, słuchamy ich dialogu, prowadzonego szczerze i suwerennie, a przy tym z wzajemną sympatią i szacunkiem. Tematów jest wiele: stan współczesnej kultury, Kościół, Ameryka, Rosja i sytuacja w krajach pod władzą komunistyczną, ocena przesyłanych sobie utworów. Wątek "Zniewolonego umysłu", od którego wszystko się zaczęło, także znajduje kontynuację: Merton interesuje się losami Alfy, czyli Jerzego Andrzejewskiego, z którym Miłosz odnowił tymczasem przyjaźń i spędzają nawet razem Boże Narodzenie (opis świątecznej wizyty u Miłoszów w Montgeron znajdziemy w wydanym niedawno "Dzienniku paryskim" Andrzejewskiego).
"Zawsze byłem kryptoreligijny i w konflikcie z politycznym aspektem polskiego katolicyzmu" - pisze o sobie Miłosz. W mnichu z Gethsemani znajduje wyjątkowego partnera do rozmowy o swych rozterkach duchowych, o wrażliwości na religijny aspekt literatury i nadziei na odtworzenie spójnego obrazu świata opartego na metafizycznym fundamencie, a równocześnie o niezdolności do pełnej akceptacji wiary zinstytucjonalizowanej i wymagań doktryny, o skłonności do manicheizmu. Kościół jest dlań ostoją trwałych wartości w dobie zamętu ("Jeśli pomimo mojej słabej wiary przywieram do takich ludzi jak Pan - pisze w lutym 1960 - to dlatego, że buntuję się przeciwko temu kompletnemu wariactwu, które się dziś obserwuje w sztuce i literaturze, a które odzwierciedla bardziej ogólne szaleństwo"), stąd nieufność wobec reform soborowych, zwłaszcza zaś protest przeciwko usunięciu łaciny z liturgii.

Zasadniczo zgodni w ocenie cywilizacyjnego kryzysu, równie zasadniczo różnią się w kwestii ruchu pokojowego, w który zaangażował się Merton. "Twoje rozprawy na temat obowiązków chrześcijanina oraz wojny są dla mnie kompletną zagadką. Może ja się mylę. Moja reakcja jest emocjonalna: nie" - pisze Miłosz, tłumacząc to zarówno sceptycyzmem wobec utopijnej moralistyki, jak i nieufnością wobec celów politycznych ruchu i sposobem, w jaki jest on wykorzystywany przez komunistów. "Głównym powodem, dla którego wypowiedziałem się, było poczucie, że jestem to winien własnemu sumieniu - odpowiada Merton. - Miałem zwłaszcza na uwadze niebezpieczeństwo wynikające z faktu, że część najbardziej wojowniczych ludzi w tym kraju to chrześcijanie, z jednej strony fundamentalistyczni protestanci, a z drugiej niektórzy katolicy. Jedni i drudzy dla dokonania "świętego" dzieła zniszczenia w imię Chrystusa i Chrystusowej prawdy skłonni by byli uciec się do bomby. Jest to absolutnie nie do przyjęcia...".

Kiedy dwanaście lat temu, wkrótce po upadku imperium sowieckiego, ukazało się pierwsze polskie wydanie "Listów", ten spór wydawał się zamknięty nie tylko za sprawą śmierci jednego z uczestników. Dziś, po 11 września, po interwencji amerykańskiej w Afganistanie i w Iraku, w obliczu ofensywnej strategii ekipy prezydenta Busha juniora, stosunek do wojny jako środka uprawiania polityki znów podzielił chrześcijan i dyskusja między Mertonem a Miłoszem nabrała nowej aktualności. Nie tylko jednak, a nawet nie przede wszystkim dlatego warto powrócić do tej arcyciekawej książki. Najważniejsze jest poczucie, że zostaliśmy dopuszczeni do uczestnictwa w prawdziwej "rozmowie istotnej", by użyć terminu Witkacego. "Cieszę się, że Pan istnieje" - kończy jeden z listów Miłosz. Nam też wolno się cieszyć, że los doprowadził do spotkania tych dwóch niezwykłych ludzi. (Wydawnictwo Znak, s. 174. Przełożyła Maria Tarnowska. Wstęp: Joanna Gromek. Redakcja i przypisy: Jerzy Illg.)


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny