|
O nowej książce Bronisława Maja
Różnica czasu (i inne różnice)
Marian Stala
 |
 Bronisław Maj |
|
1.Nowa książka Bronisława Maja pojawia się trzydzieści trzy lata po prasowym debiucie
poety, dwadzieścia dwa lata po pierwszym tomie jego poezji, dziewięć lat po tomie
poprzednim... Przeliczam wszystkie te lata, wymierzam odległości pomiędzy zdarzeniami,
bo już sam tytuł "Elegii, trenów, snów" zachęca do przeszukiwania czasu.
Czasu poety, odsłaniającego kolejne fragmenty twórczego projektu, ale także czasu
czytelnika, który od dawna przyglądał się owemu projektowi.
2. Nowa książka Bronisława Maja zawiera sto dziesięć wierszy, napisanych w latach
1973-1996. Taką konstrukcję można, zgodnie ze zwyczajem, nazwać autorskim wyborem
utworów. Co do mnie - wolałbym powiedzieć, że jest to podjęta przez poetę próba całości.
Albo: że jest to re-konstrukcja poezji Maja.
3. Zmierzające do re-konstrukcji zabiegi są, zdawałoby się, neutralne, nieznaczne, słabo
widoczne. Tak więc: na początku zbioru umieścił poeta cztery wczesne wiersze,
nieobecne w poprzednich tomach; piątym nieznanym wcześniej utworem z lat siedemdziesiątych
zakończył część pierwszą; całość zamknął czterema wierszami najnowszymi,
znanymi z publikacji w "Kresach".
Poza tym: pominął część utworów, dokonał niewielkich zmian w porządku pojawiania
się wierszy, znanym z kolejnych tomów, całość podzielił na siedem części. Nazwał
je (poza pierwszą i ostatnią) wykorzystując tytuły wydanych poprzednio książek.
Jak powiedziałem: można uznać, że są to drobne i dość oczywiste zabiegi
konstrukcyjne. Można je porównać do niewielkich poprawek składni, interpunkcji,
intonacji.
A jednak: ich rezultat jest zastanawiający.
Jeszcze inaczej: te drobne retusze i przesunięcia akcentów zmieniły znaną mi od lat,
sprawdzaną wielokrotnie harmonię poezji Maja. Może to jest zmiana o pół tonu, o
nieuchwytny odcień, ale - jest to zmiana, którą wyraźnie słyszę.
4. Trudno uzasadniać własne wrażenia. Świadom ryzyka, kryjącego się w odsłanianiu
lekturowych doznań i przeświadczeń, rzekłbym jednak, iż kluczem do zmienionego
odczytania poezji Bronisława Maja, do posłyszenia w niej nowych brzmień, stał się dla
mnie jeden ze wspominanych przed chwilą, nieznanych i niedrukowanych poprzednio wierszy
poety. Ściślej: ten, który zamyka pierwszą część "Elegii, trenów, snów":
To jest wszystko. Nic
już nic więcej
się nie stanie.
Na co czekasz.
Co dziwnego, pobudzającego do myślenia jest w tych czterech wersach? Dziwny jest niepokój,
przenikający każde ze słów. Zastanawiająca jest nieokreśloność sytuacji mówiącego,
niedopowiedzenie tego, co przeżywa, zawieszenie między milczeniem i krzykiem, między
ostateczną rezygnacją i ostateczną, graniczną decyzją...
Ale, bez względu na to wszystko, co dałoby się jeszcze powiedzieć o tym wierszu (a dałoby
się sporo i jeszcze do niego powrócę), najistotniejsze jest w nim coś innego. Rzecz w
tym, iż poprzez swą zwięzłość, poprzez odrzucenie wszystkiego, co umieszczałoby mówiącego
w konkretnej rzeczywistości, wiersz ów odsłania pewien gest językowy, który pojawia
się w kilkudziesięciu innych utworach Maja - stwarzając między nimi związki, odsyłając
jedne do drugich, odsłaniając podstawy jedności mówienia, widzenia, przeżywania świata...
Istotą owego gestu, owej skłonności Maja jest uparte powtarzanie słowa "to"
albo konstrukcji "to wszystko", "to jest wszystko", a także wspierających
je zwrotów: "już nic", "już nic więcej", "nic oprócz",
"tylko to" oraz - umieszczanie wszystkich wymienionych połączeń słownych w
kluczowych miejscach poetyckich wypowiedzi.
Przykładów wskazanej skłonności jest w stu dziesięciu wierszach, współtworzących
nową książkę Maja tak wiele, iż nie sposób wymienić wszystkich. Przywołam więc
kilka incipitów: "To zdarza się zawsze, kiedy widzę nad sobą / przelatujący
samolot" (s. 51); "To wszystko było nie tak, jak potem mówiono" (s. 69);
"To miejsce, w którym tak kochałem" (s. 73); "To życie podwojone,
potrojone, roztrzepotane" (s. 85); "To trwa zaledwie kilka minut" (s. 87);
"To miasto umarło" (s. 89); "To przemija, bez patosu i metafizyki"
(s. 101); "To była chwila" (s. 108). I jeszcze kilka przykładów pochodzących
z wnętrza wierszy (a więc: mocniej uwikłanych w znaczenia kontekstowe): "jest /
wszystko, co tylko umie / być i tylko to jest / prawda" (s. 32); "To wszystko
jest. Jest / inaczej niż mówią, / że było" (s. 69); "To, co było tylko, /
tylko mną, jest poza historią" (s. 81)...
5. Każdy z nas posługuje się słowem "to" i zwrotami typu "to
wszystko", "to jest wszystko", "tylko to", "nic oprócz
tego". Każdy z nas potrafiłby, zapewne, wskazać znaczenie tego słowa (tych zwrotów)
i reguły posługiwania się nim (nimi). Nie każdy jednak zdaje sobie sprawę z tego, jak
nośne i doniosłe poetycko może być to niepozorne i słabo zazwyczaj widoczne słowo.
Niedawno przypomniał o tym z wielką mocą Czesław Miłosz; wiersze Maja z lat 1973-1996
czynią to samo, chociaż czynią to inaczej. Czynią z takim uporem, że zmuszają do
dalszych obserwacji i kolejnych pytań.
6. Słowem "to", tym bardziej zaś zwrotem "to wszystko", "to
jest wszystko" można się różnie posługiwać. Ta plastyczność funkcji i znaczeń
widoczna jest wyraźnie w wierszach Maja. Więcej: przyglądając się uważnie utworom
poety, można dojść do wniosku, iż różny sposób posługiwania się zwrotem "to
jest wszystko" wyraźnie różnicuje kolejne okresy jego twórczości.
7. Postawę Maja młodego, z pierwszej połowy lat siedemdziesiątych (postawę wciąż dość
enigmatyczną, bo słabo rozpoznaną i opisaną), podsumowuje przywołany poprzednio
wiersz. Jego początek: "To jest wszystko. Nic / już nic więcej / się nie
stanie" - wyraża aż nadto dobitnie doznanie bezwyjściowości istnienia, połączenie
buntu z bezsilnością i obrzydzeniem. W obliczu takiego widzenia świata końcowe
"Na co czekasz" stawało się pytaniem pozornym, bezprzedmiotowym. Jeśli ktoś
mówi "nic więcej się nie stanie" - to nie czeka na nic. Albo: właśnie na
nic czeka.
Czy Maj odsłaniał wówczas, w 1974 roku, cząstkę własnego światoodczucia? Tak mogło
być, oczywiście. Możliwe są też inne odpowiedzi. W końcu: pierwszej części
"Elegii, trenów, snów" nadał poeta wiele mówiący tytuł "Obcy".
To może być sygnał dzisiejszej postawy Maja wobec przeżyć bohatera jego wczesnych
wierszy; to może być znak postawy tegoż bohatera wobec jego świata; to może być,
wreszcie, literacka aluzja. (Dodam jeszcze, że wręczając mi w kwietniu 1982 roku wydany
wówczas tom "Taka wolność" z wierszami z lat 1970--1975, Maj wymienił w
dedykacji nazwiska Bursy, Szymanowicza, Camusa i Sartre'a jako współodpowiedzialnych za
klimat tamtych utworów. Nie ma powodów, by nie wierzyć, że tak wyglądała lista jego
młodzieńczych lektur.)
8. Jeśli wierzyć datom umieszczonym w "Elegiach, trenach, snach" - w latach
1975-1977 Maj nie pisał wierszy. Na przeżyte przez siebie samego (albo: na znalezione w
literaturze) doznanie bezwyjściowości odpowiedział milczeniem. Kiedy zaś, w latach
1978-1979, wkroczył w okres intensywnego tworzenia, to nadrzędnym, określającym sposób
widzenia świata sądem stało się dla niego zdanie złożone ze słów tych samych co
poprzednio, inaczej jednak ułożonych. Zdanie "To wszystko jest", z akcentem
podkreślającym ostatnie słowo. Dlaczego tak się stało - pozostanie zagadką; że tak
się stało, poświadczają wiersze poety.
Inaczej mówiąc: Maj stał się wówczas twórcą starającym się zbliżyć albo nawet:
utożsamić pisanie wierszy ze wskazywaniem rzeczy istniejących. (Nie wszystkiego,
wielkiej całości - lecz poszczególnych istnień.) Przy czym: demonstrowaną poprzednio
postawę obcości - zamienił na otwarcie wobec wszystkiego, co istnieje, na zwrócenie się
w jego stronę. Tę głęboką przemianę najdobitniej, najbardziej dosłownie przedstawia
wiersz "Otwieram okno...":
Otwieram okno: jest czerwcowy dzień, są
światła błyszczące na rzece,
która nazywa się Wisła, są mosty, wieże
o kopułach zielonych jak drzewa, są drzewa
jak zielone wieże, są niebieskie tramwaje
pełne ludzi, ich głosów, są wszystkie
głosy, jakie mogą być, jest
wszystko, co tylko umie
być, i tylko to jest
prawda: nie spodziewaj się więcej,
nie pytaj, czas już dojrzeć do tego,
aby być jak dziecko na progu
tajemnicy
otwartej.
W ten piękny wiersz, o wyjątkowo czystym tonie, wpisana jest postawa pełnego zaufania
do świata, dziecięcej (wedle słów poety) afirmacji tego, co jest, i tego, co umie być.
Szereg wierszy Maja z tamtych lat można potraktować jako potwierdzenie tego samego
doznania. Ale: czy można temu doznaniu nadać trwałość? Czy można pozostać
"dzieckiem na progu tajemnicy otwartej" - kiedy przeszukuje się czas, kiedy
dodaje się do siebie kolejne aspekty i wymiary istnienia?
9. Takie pytania pojawiły się w poezji Maja dość szybko i zaczęły przekształcać
(dokładniej zaś: komplikować) wskazaną przed chwilą postawę. Uzasadnienia zmian były,
jak się domyślam, wielostronne.
Po pierwsze: wiązały się one z rosnącym poczuciem nieprzekazywalności fundamentalnego
doświadczenia, jakim jest spotkanie z kimś albo czymś istniejącym, z istnieniem tego,
co istnieje. (To poczucie wyraził poeta raz jeszcze odwołując się do wskazywanego
wielokrotnie zdania i nadając mu tym razem postać: "Tylko to, czego właściwie nie
ma, nie da się zobaczyć, jest.")
Po drugie: komplikacje wynikały z doznania zasadniczej odmienności, wzajemnego
oddzielenia istnienia ludzkiego od wszelkich innych typów istnień.
Po trzecie: coraz więcej miejsca zaczęło zajmować w poezji Maja doświadczenie czyjejś
śmierci; doświadczenie nie dające się w naiwno-dziecinny sposób uzgodnić z afirmacją
świata.
Po czwarte: wkroczyło do tej poezji doświadczenie polityczno-historyczne, związane w
oczywisty sposób z latami osiemdziesiątymi i przybierające postać nasilającego się
przekonania o marnieniu rzeczywistości w jej materialnym i duchowym kształcie, o zagładzie
Świętego Miasta, symbolizującego wartości uważane za wieczne, niepodległe działaniu
czasu.
Współoddziaływanie czterech przywołanych przyczyn sprawiło, że nasycony światłem
obraz świata z wierszy takich jak "Otwieram okno..." zmienił się po dziesięciu
latach w wizję rzeczywistości, w której wciąż możliwe i obecne są sny o świetle,
ale ponad którą pojawia się też ciemna gwiazda. Rzeczywistości, w której miejsce
zdania "to wszystko jest" zajmuje inne: "nic złego / nie może się stać,
wszystko / już się stało" (s. 117).
Tak właśnie kończy się drugi okres twórczości Bronisława Maja, najdokładniej
opisany, najpowszechniej kojarzony z jego postawą. Ta końcówka nie jest prostym powtórzeniem
młodzieńczego "To jest wszystko. Nic / już więcej / się nie stanie", ale też
nie pozostawia wątpliwości: otwarcie na to, co istnieje, jest także stanięciem wobec
tego, co istnieniu zagraża, dostrzeżeniem zła, które się stało i które się dzieje.
10. Trzeci okres poetyckiej twórczości Bronisława Maja otwierają cztery niezwykłe
wiersze, współtworzące ostatnią część "Elegii, trenów, snów". Te
wiersze pozostają ciągle zapowiedzią, nie pozwalają zatem na snucie ogólnego
komentarza. Ale też: są mocną zapowiedzią, dodam więc na koniec, iż dosłyszeć w
nich można istotną zmianę tonu wypowiedzi Maja. Miejsce rozedrganego niepokoju
wczesnych wierszy, miejsce patosu z lat osiemdziesiątych - zajmuje zdystansowana, wsparta
konceptem ironia.
I jeszcze jedno: w najważniejszym z tych wierszy, będącym tyleż niespodziewaną, ile
wieloznaczną pochwałą poezji Philipa Larkina i jego skłonności do odsłaniania odstręczających
stron rzeczywistości, powiada Maj (głosem niby należącym do angielskiego poety, ale
raz jeszcze przekształcającym jego własny wiersz sprzed lat):
Dopiero, gdy to przyjmiesz, wszystko, wiedząc
Że to właśnie jest Wszystko i na nic już nie
Masz czekać, liczyć, błagać, dopiero z tą
wiedzą -
Możesz mieć tak zwaną nadzieję, że Coś. Lecz
Nie wcześniej.
11. Takie tony dosłyszałem w nowej książce Bronisława Maja, czytając ją tropem
wyznaczonym przez jego wczesny wiersz. Czy ten trop prowadzi "Poprzez to wszystko i
ponad tym wszystkim" - tego nie wiem. Wiem tylko, że wysokie miejsce Maja w poezji
kilku ostatnich dziesięcioleci jest niewątpliwe. Myślę też, że gdyby napisał tom
wierszy wedle recepty wyłożonej w wierszu o Larkinie - byłoby to istotne poetyckie
wydarzenie.
Szkic ten został pomyślany i przedstawiony jako wprowadzenie do wieczoru autorskiego
Bronisława Maja w Krakowie, 20 maja 2003 r.
|