|
Miecze Damoklesa
Stanisław Lem
Przewidywać przyszłości świata na krótką metę nie można, na dłuższą - niestety
tak. Dziś powiedzieć chcę o dwóch czynnikach krytycznych, które na przyszłość wpływają.
Czynnik pierwszy wiąże się z faktem, że rośnie liczba państw dysponujących bronią
atomową. Początkowo były to jedynie Ameryka i Rosja, potem także Anglia, doszła do
nich francuska force de frappe de Gaulle'a, następnie Chiny oraz Indie i Pakistan. Ukrytą,
ale jednak potęgą w tej dziedzinie jest Izrael, ostatnio Teheran ogłosił, że będzie
- dla celów, jak twierdzi, pokojowych - rozszerzał bazę nuklearną, a Korea Północna
nie kryje się z zamiarem budowy nuklearnego arsenału. Z jednym wyjątkiem Ukrainy, która
zrezygnowała z broni pozostawionej na jej terenie przez Sowiety, nie zdarzyło się, by
któreś z państw wyrzekło się broni już posiadanej.
Wyobraźmy sobie teraz pomieszczenie, w którym znajduje się kilkudziesięciu dżentelmenów:
jedni mają rewolwery, inni nie. Jeżeli liczba dżentelmenów z rewolwerami się zwiększa,
prawdopodobieństwo, że któryś z nich wystrzeli, rośnie także. Broń nuklearna, poza
znanymi powszechnie i przykrymi dla świata ożywionego konsekwencjami, ma jedną cechę
fatalną: jest bronią czysto zaczepną. To miecz, nie tarcza. Liczba mieczów
Damoklesowych zawieszonych nad naszym światem rośnie.
Dla sporządzenia jednej klasycznej bomby potrzeba kilkudziesięciu kilogramów
wzbogaconego uranu 238, plutonu nie więcej niż pięć do pięciu i pół kilograma. Choćby
się je wytwarzało w najbardziej pokojowych celach, to żadne powściągi ani komisje
kontrolne nie odbiorą im śmiercionośnej potencji, tak jak nikt nie zmieni prochu
strzelniczego w niewinny puder. Na długą metę widzę w tym jedno z podstawowych zagrożeń
pokojowej egzystencji ludzkiego świata. W dodatku administracja Busha rozpoczęła prace,
krytykowane przez koła mniej wojownicze, nad bronią mikronuklearną: mają to być głębokie
penetratory, służące do rozwalania podziemnych bunkrów. Mówi się o czwartej już
generacji broni jądrowej.
Niestety w nauce, także w zakresie technologii militarnych, żadnych odkryć i nowych
konstrukcji zakryć później nie sposób. Pozostają tylko umowy i zasada pacta sunt
servanda, czyli że jak się wszyscy zgodzą, żeby nie używać broni nuklearnej, to używać
jej nie będą. Mieliśmy już jednak kilka kryzysów: amerykańsko-sowiecki wokół
rakiet na Kubie, ostatnio pakistańsko-indyjski. Jakoś się to pod dywan zamiotło, ale
niebezpieczeństwo dalej nad nami wisi.
Czynnik drugi, od pierwszego zupełnie niezależny, dotyczy chorób. Nie uświadamiamy
sobie, do jakiego stopnia świat XXI wieku wchodzi w kolejną epokę zjawisk chorobotwórczych
- za przyczyną wirusów, takich jak HIV, Ebola czy ten ostatnio wykryty, który wywołuje
zapalenie płuc o dużej śmiertelności. Wirusy nie są systemami biologicznymi zdolnymi
do samodzielnej perpetuacji, mogą się rozwijać i rozmnażać tylko jako pasożyty istot
żywych, ale ich zdolność do przemian jest niemal nieograniczona. Kiedy wkrótce po
wykryciu AIDS zapytałem w Wiedniu przy kolacji profesora Manfreda Eigena, noblistę, czy
uwierzyłby przed rokiem, że coś takiego się pojawi, odpowiedział, że nie, ale teraz
uważa, że niczego, co jest do pomyślenia, nie można uznać za stuprocentowo niemożliwe.
Bakterie chorobotwórcze łatwiej zniszczyć, bo różnią się swoim genomem od komórek
ciała ludzkiego. Wirusy natomiast wnikają do wnętrza komórek i niesłychanie trudno je
unicestwić. Preparaty dotąd używane to właściwie nieśmiałe pierwsze zalążki
przyszłej wirusologii terapeutycznej. Wirus grypy, przed którym chronimy się
szczepionkami, ma tę szczęśliwą własność, że wprawdzie mutuje co roku, ale czyni
to w pewnym cyklu. Najnowsze wirusy tej własności nie wykazują. Nosicielami ich bywają
w dodatku zwierzęta, po mutacji wirusy przeskakują na ludzi, zwłaszcza w tak
prymitywnych warunkach, jakie panują na prowincji chińskiej. Losowość, jaka rządzi
rozprzestrzenianiem się SARS, wywołała przerażenie w Komitecie Centralnym chińskiej
partii komunistycznej. Wyżsi funkcjonariusze partyjni sądzili, że są doskonale
odizolowani od dołów społecznych, tymczasem jeden z nich już padł ofiarą tej
choroby.
Grożą nam zarówno niebezpieczeństwa dające się łatwo dostrzec, jak i takie, których
sobie nie uświadamiamy; SARS wyskoczył jak diabełek z pudełka. Na świecie mamy
straszliwą masę niebezpiecznych konfliktów, bilans ataku amerykańskiego na Irak także
nie jest dotąd jasny, nie potrafimy podsumować plusów i minusów tej operacji ani
przewidzieć, czy nasz udział w niej rzeczywiście przyniesie nam szansę rozwojową. Jeśli
chodzi o Polskę, należałoby sobie życzyć przede wszystkim ustabilizowania
ustawodawstwa, na przykład podatkowego. W tej chwili rządzą nami istoty niekompetentne,
które często zachowują się w sposób haniebny. Był kiedyś absolutyzm oświecony; życzyłbym
sobie wprowadzenia oświeconej demokracji. Powinno istnieć minimum wykształcenia,
roztropności i orientacji w rozmaitych sprawach, które upoważniałoby do ubiegania się
o miejsce w organach czy to ustawodawczych, czy to wykonawczych.
|