|
CIA między Pentagonem a Białym Domem, czyli...
Odkurzacze masowego rażenia
Piotr Milewski z Nowego Jorku
"Iracka broń masowego rażenia nie była główną przyczyną wojny" -powiedział
w wywiadzie dla magazynu "Vanity Fair" wicesekretarz obrony Paul Wolfowitz. Wcześniej
szef Pentagonu, Donald Rumsfeld stwierdził, że Saddam Husajn mógł zniszczyć zapasy
zakazanej broni.
Administracja Busha stopniowo przestawia akcenty w argumentacji: zdaje się przygotowywać
społeczeństwo, że w Iraku mogą nie zostać odnalezione żadne substancje chemiczne czy
biologiczne o przeznaczeniu militarnym. "Z powodów biurokratycznych skoncentrowaliśmy
się na broni masowej zagłady, ponieważ taki powód wojny gotowi byli zaakceptować
wszyscy" - stwierdził Wolfowitz.
Agenci pod naciskiem
Wolfowitz miał na myśli wewnątrzadministracyjne spory na temat uzasadnienia inwazji między
gołębiami z Departamentu Stanu a pentagońskimi jastrzębiami. Jako "ogromnie ważną,
choć przeoczoną" przyczynę wojny wymienił możliwość wycofania amerykańskich
żołnierzy z Arabii Saudyjskiej. Ich obecność w pobliżu świętych miejsc islamu
podsycała nienawiść Saudyjczków do Ameryki i prowokowała ataki terrorystyczne.
Wycofania wojsk żądał Osama bin Laden. "Uwolnienie od tego ciężaru władz
saudyjskich samo w sobie otworzy drogę do bardziej pokojowego Bliskiego Wschodu" -
uznał.
Deklaracje Wolfowitza zaskakują tych, którzy wcześniej bez zastrzeżeń wierzyli w
argumenty Białego Domu: zdjęcia satelitarne budynków, gdzie - jak mówił sekretarz
stanu Colin Powell Radzie Bezpieczeństwa ONZ - iracki przywódca ukrywa gazy i bakterie.
W zarzuty waszyngtońskich polityków sprzeczne z ustaleniami naukowców prowadzących
inspekcje na terenie Iraku.
Administracja przekazała Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej dokumenty świadczące
rzekomo o próbie zakupienia przez Husajna w Nigerii 400 ton uranu podrobione tak
prymitywnie, że zdaniem specjalistów CIA czy FBI nie mogły ich wziąć za dobrą monetę.
Fałszerze użyli rządowego nigeryjskiego papieru sprzed 20 lat, a podpisy robiły wrażenie
narysowanych przez dziecko. Teraz okazuje się, że CIA mówiła tylko to, co chciały słyszeć
jastrzębie.
Specjalna komisja bada rolę nacisków Pentagonu w kształtowaniu doniesień wywiadu na
temat Iraku. Donald Rumsfeld, sekretarz obrony, stara się zachować twarz, sugerując, że
Saddam mógł zniszczyć całą broń przed wybuchem wojny. Dlaczego miałby ją niszczyć,
miast rozmieszczać wzdłuż linii frontu atutową broń, spodziewając się ataku
Amerykanów - sekretarz obrony nie wyjaśnia.
Niezależną komisję, która ma stwierdzić, czy raporty wywiadu o irackich zapasach
broni masowej zagłady i kontaktach rządu Husajna z Al-Kaidą były oparte na faktach
powołał dyrektor CIA, George Tenet. Emerytowani agenci porównają informacje
przekazywane administracji Busha przed wybuchem wojny z materiałami zgromadzonymi przez
wywiad w tym okresie oraz ze stanem faktycznym zastanym w Iraku po zakończeniu działań
zbrojnych. Tajemnicze zniknięcie 26 ton zarodników wąglika, 20 ton bakterii jadu kiełbasianego,
gazów bojowych i 30 tysięcy głowic do ich przenoszenia, o których opowiadał na forum
ONZ Colin Powell, fascynuje również demokratycznych członków Kongresu.
Dowód czy ...
Senator Robert Byrd zaczął się w związku z tym wyrażać o administracji bardzo
nieuprzejmie. "Bush, aby uzasadnić wojnę, zbudował domek z kart oparty na
oszustwie - stwierdził. - Straszył Amerykanów wyolbrzymionymi informacjami na temat
zagrożenia ze strony Iraku. Tymczasem poszukiwania broni masowego rażenia doprowadziły
tylko do znalezienia nawozów sztucznych, odkurzaczy, broni konwencjonalnej i zasypanego
basenu pływackiego".
Paradoksalnie, analizy raportów zażądał jeszcze w październiku ub. roku sam Rumsfeld
zdenerwowany rozbieżnościami w doniesieniach poszczególnych agencji wywiadowczych, co
do bliskości powiązań między Irakiem a Al-Kaidą. Pentagon zarzucał CIA, że lekceważy
ostrzeżenia uciekinierów z Iraku, organizacji emigracyjnych czy Irackiego Kongresu
Narodowego Ahmeda Chalabiego (skazanego zaocznie przez sąd w Jordanii za defraudację
funduszów bankowych) na temat domniemanych kontaktów. Wojna tymczasem wybuchła i się
skończyła, a broni masowego rażenia, ani żadnych dowodów potwierdzających
wspomaganie terrorystów bin Ladena przez Husajna nie ma.
Kolejne rewelacje przynosi magazyn "US News and World Report" (9.06.03). Bruce
Auster, Mark Mazetti i Edward Pound piszą w artykule "Prawda i konsekwencje":
"Amerykański wywiad wojskowy ustalił we wrześniu ubiegłego roku, że nie ma
wiarygodnych dowodów, które potwierdzałyby fakt produkowania oraz gromadzenia przez
Irak broni masowego rażenia". Stawiają też tezę, że informacje na temat
zakazanych substancji zgromadzone przez agencje wywiadowcze były niedokładne, zostały
upolitycznione i stanowiły przedmiot zajadłych sporów wewnątrz administracji. "1
lutego w sali konferencyjnej CIA zebrali się doradcy prezydenta Busha, którzy przez sześć
godzin dyskutowali, co Colin Powell ma powiedzieć ONZ - relacjonują Auster, Mazetti i
Pound. W pewnej chwili sekretarz stanu cisnął w powietrze konspekt dostarczony przez urzędników
sekretariatu wiceprezydenta Cheneya i Rady Bezpieczeństwa Narodowego, wołając:
"Nie czytam tego. To bull shit"".
Według pracowników wywiadu, którzy zgodzili się anonimowo rozmawiać z dziennikarzami,
"Rumsfeld traktował wszystkie doniesienia świadczące o gromadzeniu przez Saddama
zakazanej broni jako odzwierciedlenie faktów, nawet wówczas, gdy autorzy raportów
podkreślali, że nie są pewni ich wiarygodności". Ostatecznie Colin Powell odrzucił
projekt wystąpienia przygotowany przez Biały Dom. Wykorzystał tylko materiały, które
przeanalizował osobiście i przedyskutował z dyrektorem Tenetem. Szef agencji
symbolicznie potwierdzał wiarygodność informacji, siedząc podczas przemówienia
Powella w Radzie Bezpieczeństwa za fotelem sekretarza stanu.
Wojna o pokój
Jako oficjalne cele wojny z Irakiem Waszyngton wymieniał obok najważniejszego -
zniszczenia broni masowego rażenia - także: odcięcie pomocy dla terrorystów i obalenie
okrutnego tyrana.
Europejczycy natomiast argumentowali, że inspektorzy Narodów Zjednoczonych żadnych śladów
broni ABC w Iraku nie znaleźli, Saddam nie wspiera Al-Kaidy, a skoro jest okrutnym
tyranem, powinien zostać obalony w roku 1991. Okazuje się, że powątpiewając w amerykańskie
deklaracje, mieli nosa. Administracji Busha nie chodziło wcale o ropę, jak sądzi większość
opinii publicznej "starej Europy". Czy może raczej: chodziło nie tylko o ropę.
Celem kampanii była zmiana układu politycznego na Bliskim Wschodzie, blokującego możliwość
rozwiązania konfliktu izraelsko-palestyńskiego i stabilizację regionu.
Irak nie stanowił największego zagrożenia, przeciwnie: najsłabsze ogniwo. Chodziło o
zademonstrowanie, że USA gotowe są iść na wojnę, ponieważ przebudowa Bliskiego
Wschodu nie może polegać jedynie na wytyczeniu nowych granic. Musi oznaczać zmianę równowagi
sił. Waszyngton pokazał rządom krajów arabskich, że powinny liczyć się z realnym
zagrożeniem militarnym. Że Ameryka wróciła do gry. Syria i Iran muszą wstrzymać
finansowanie organizacji terrorystycznych - Hezbollahu czy Jihadu, albo pożałują.
Dla terrorystów inwazja miała stanowić ostrzeżenie, że amerykańscy żołnierze
gotowi są ponosić śmierć w imię idei, a przy tym mają lepszy sprzęt od fanatycznych
samobójców. George Bush powiada: "Wytropimy ich i wykurzymy z nor". Prezydent
wierzy, że zachęceni przykładem nowego, demokratycznego i przyjaznego Stanom
Zjednoczonym Iraku młodzi Arabowie w państwach ościennych zamiast konstruować bomby
zajmą się konstruowaniem mechanizmów demokracji i gospodarki wolnorynkowej.
Szkoda tylko, że Amerykanie nie wyjaśnili prawdziwych motywów europejskim sojusznikom.
Zaufania nie da się wymusić, trzeba na nie zapracować.
Piotr Milewski jest dziennikarzem Radia Zet.
|