adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 25 (2815)
22 czerwca 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej

  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Stanisław Lem
  Czesław Miłosz
  Jacek Podsiadło

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz

CIA między Pentagonem a Białym Domem, czyli...


Odkurzacze masowego rażenia

Piotr Milewski z Nowego Jorku


"Iracka broń masowego rażenia nie była główną przyczyną wojny" -powiedział w wywiadzie dla magazynu "Vanity Fair" wicesekretarz obrony Paul Wolfowitz. Wcześniej szef Pentagonu, Donald Rumsfeld stwierdził, że Saddam Husajn mógł zniszczyć zapasy zakazanej broni.


Administracja Busha stopniowo przestawia akcenty w argumentacji: zdaje się przygotowywać społeczeństwo, że w Iraku mogą nie zostać odnalezione żadne substancje chemiczne czy biologiczne o przeznaczeniu militarnym.
"Z powodów biurokratycznych skoncentrowaliśmy się na broni masowej zagłady, ponieważ taki powód wojny gotowi byli zaakceptować wszyscy" - stwierdził Wolfowitz.
Agenci pod naciskiem

Wolfowitz miał na myśli wewnątrzadministracyjne spory na temat uzasadnienia inwazji między gołębiami z Departamentu Stanu a pentagońskimi jastrzębiami. Jako "ogromnie ważną, choć przeoczoną" przyczynę wojny wymienił możliwość wycofania amerykańskich żołnierzy z Arabii Saudyjskiej. Ich obecność w pobliżu świętych miejsc islamu podsycała nienawiść Saudyjczków do Ameryki i prowokowała ataki terrorystyczne. Wycofania wojsk żądał Osama bin Laden. "Uwolnienie od tego ciężaru władz saudyjskich samo w sobie otworzy drogę do bardziej pokojowego Bliskiego Wschodu" - uznał.

Deklaracje Wolfowitza zaskakują tych, którzy wcześniej bez zastrzeżeń wierzyli w argumenty Białego Domu: zdjęcia satelitarne budynków, gdzie - jak mówił sekretarz stanu Colin Powell Radzie Bezpieczeństwa ONZ - iracki przywódca ukrywa gazy i bakterie. W zarzuty waszyngtońskich polityków sprzeczne z ustaleniami naukowców prowadzących inspekcje na terenie Iraku.

Administracja przekazała Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej dokumenty świadczące rzekomo o próbie zakupienia przez Husajna w Nigerii 400 ton uranu podrobione tak prymitywnie, że zdaniem specjalistów CIA czy FBI nie mogły ich wziąć za dobrą monetę. Fałszerze użyli rządowego nigeryjskiego papieru sprzed 20 lat, a podpisy robiły wrażenie narysowanych przez dziecko. Teraz okazuje się, że CIA mówiła tylko to, co chciały słyszeć jastrzębie.

Specjalna komisja bada rolę nacisków Pentagonu w kształtowaniu doniesień wywiadu na temat Iraku. Donald Rumsfeld, sekretarz obrony, stara się zachować twarz, sugerując, że Saddam mógł zniszczyć całą broń przed wybuchem wojny. Dlaczego miałby ją niszczyć, miast rozmieszczać wzdłuż linii frontu atutową broń, spodziewając się ataku Amerykanów - sekretarz obrony nie wyjaśnia.

Niezależną komisję, która ma stwierdzić, czy raporty wywiadu o irackich zapasach broni masowej zagłady i kontaktach rządu Husajna z Al-Kaidą były oparte na faktach powołał dyrektor CIA, George Tenet. Emerytowani agenci porównają informacje przekazywane administracji Busha przed wybuchem wojny z materiałami zgromadzonymi przez wywiad w tym okresie oraz ze stanem faktycznym zastanym w Iraku po zakończeniu działań zbrojnych. Tajemnicze zniknięcie 26 ton zarodników wąglika, 20 ton bakterii jadu kiełbasianego, gazów bojowych i 30 tysięcy głowic do ich przenoszenia, o których opowiadał na forum ONZ Colin Powell, fascynuje również demokratycznych członków Kongresu.


Dowód czy ...

Senator Robert Byrd zaczął się w związku z tym wyrażać o administracji bardzo nieuprzejmie. "Bush, aby uzasadnić wojnę, zbudował domek z kart oparty na oszustwie - stwierdził. - Straszył Amerykanów wyolbrzymionymi informacjami na temat zagrożenia ze strony Iraku. Tymczasem poszukiwania broni masowego rażenia doprowadziły tylko do znalezienia nawozów sztucznych, odkurzaczy, broni konwencjonalnej i zasypanego basenu pływackiego".

Paradoksalnie, analizy raportów zażądał jeszcze w październiku ub. roku sam Rumsfeld zdenerwowany rozbieżnościami w doniesieniach poszczególnych agencji wywiadowczych, co do bliskości powiązań między Irakiem a Al-Kaidą. Pentagon zarzucał CIA, że lekceważy ostrzeżenia uciekinierów z Iraku, organizacji emigracyjnych czy Irackiego Kongresu Narodowego Ahmeda Chalabiego (skazanego zaocznie przez sąd w Jordanii za defraudację funduszów bankowych) na temat domniemanych kontaktów. Wojna tymczasem wybuchła i się skończyła, a broni masowego rażenia, ani żadnych dowodów potwierdzających wspomaganie terrorystów bin Ladena przez Husajna nie ma.

Kolejne rewelacje przynosi magazyn "US News and World Report" (9.06.03). Bruce Auster, Mark Mazetti i Edward Pound piszą w artykule "Prawda i konsekwencje": "Amerykański wywiad wojskowy ustalił we wrześniu ubiegłego roku, że nie ma wiarygodnych dowodów, które potwierdzałyby fakt produkowania oraz gromadzenia przez Irak broni masowego rażenia". Stawiają też tezę, że informacje na temat zakazanych substancji zgromadzone przez agencje wywiadowcze były niedokładne, zostały upolitycznione i stanowiły przedmiot zajadłych sporów wewnątrz administracji. "1 lutego w sali konferencyjnej CIA zebrali się doradcy prezydenta Busha, którzy przez sześć godzin dyskutowali, co Colin Powell ma powiedzieć ONZ - relacjonują Auster, Mazetti i Pound. W pewnej chwili sekretarz stanu cisnął w powietrze konspekt dostarczony przez urzędników sekretariatu wiceprezydenta Cheneya i Rady Bezpieczeństwa Narodowego, wołając: "Nie czytam tego. To bull shit"".

Według pracowników wywiadu, którzy zgodzili się anonimowo rozmawiać z dziennikarzami, "Rumsfeld traktował wszystkie doniesienia świadczące o gromadzeniu przez Saddama zakazanej broni jako odzwierciedlenie faktów, nawet wówczas, gdy autorzy raportów podkreślali, że nie są pewni ich wiarygodności". Ostatecznie Colin Powell odrzucił projekt wystąpienia przygotowany przez Biały Dom. Wykorzystał tylko materiały, które przeanalizował osobiście i przedyskutował z dyrektorem Tenetem. Szef agencji symbolicznie potwierdzał wiarygodność informacji, siedząc podczas przemówienia Powella w Radzie Bezpieczeństwa za fotelem sekretarza stanu.


Wojna o pokój

Jako oficjalne cele wojny z Irakiem Waszyngton wymieniał obok najważniejszego - zniszczenia broni masowego rażenia - także: odcięcie pomocy dla terrorystów i obalenie okrutnego tyrana.

Europejczycy natomiast argumentowali, że inspektorzy Narodów Zjednoczonych żadnych śladów broni ABC w Iraku nie znaleźli, Saddam nie wspiera Al-Kaidy, a skoro jest okrutnym tyranem, powinien zostać obalony w roku 1991. Okazuje się, że powątpiewając w amerykańskie deklaracje, mieli nosa. Administracji Busha nie chodziło wcale o ropę, jak sądzi większość opinii publicznej "starej Europy". Czy może raczej: chodziło nie tylko o ropę. Celem kampanii była zmiana układu politycznego na Bliskim Wschodzie, blokującego możliwość rozwiązania konfliktu izraelsko-palestyńskiego i stabilizację regionu.

Irak nie stanowił największego zagrożenia, przeciwnie: najsłabsze ogniwo. Chodziło o zademonstrowanie, że USA gotowe są iść na wojnę, ponieważ przebudowa Bliskiego Wschodu nie może polegać jedynie na wytyczeniu nowych granic. Musi oznaczać zmianę równowagi sił. Waszyngton pokazał rządom krajów arabskich, że powinny liczyć się z realnym zagrożeniem militarnym. Że Ameryka wróciła do gry. Syria i Iran muszą wstrzymać finansowanie organizacji terrorystycznych - Hezbollahu czy Jihadu, albo pożałują.

Dla terrorystów inwazja miała stanowić ostrzeżenie, że amerykańscy żołnierze gotowi są ponosić śmierć w imię idei, a przy tym mają lepszy sprzęt od fanatycznych samobójców. George Bush powiada: "Wytropimy ich i wykurzymy z nor". Prezydent wierzy, że zachęceni przykładem nowego, demokratycznego i przyjaznego Stanom Zjednoczonym Iraku młodzi Arabowie w państwach ościennych zamiast konstruować bomby zajmą się konstruowaniem mechanizmów demokracji i gospodarki wolnorynkowej.

Szkoda tylko, że Amerykanie nie wyjaśnili prawdziwych motywów europejskim sojusznikom. Zaufania nie da się wymusić, trzeba na nie zapracować.


Piotr Milewski jest dziennikarzem Radia Zet.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny