adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 25 (2815)
22 czerwca 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej

  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Stanisław Lem
  Czesław Miłosz
  Jacek Podsiadło

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz

12 czerwca Tadeusz Mazowiecki odebrał doktorat honoris causa Uniwersytetu Warszawskiego


Tytuł obroniony całym życiem

Andrzej Brzeziecki


Choć Tadeuszowi Mazowieckiemu nie dane było przed półwieczem ukończyć studiów na Wydziale Prawa UW, powrócił tam, witany z największymi honorami i w obecności najważniejszych osób w państwie, jako doktor honoris causa. Nieukończenie studiów to niepowodzenie, ale finał przygody ze studiami prawniczymi symbolizuje całe publiczne życie pierwszego premiera III Rzeczypospolitej.



Tadeusz Mazowiecki w redakcji "TP"
Wiele razy Mazowieckiemu dane było odczuć smak niepowodzeń. Choćby wtedy, gdy jako młody członek PAX zrozumiał, że organizacja ta nie działała zgodnie z wartościami, w imię których została ponoć powołana. Lub, gdy jako poseł Znaku, próbował, wraz innymi posłami tego koła, wywalczyć odrobinę swobody dla społeczeństwa i próby te nie mogły w realiach PRL przynieść żadnych skutków. Czy później, gdy 16 miesięcy pierwszej "Solidarności", mimo jego zabiegów, by z władzą rozmawiać "mądrzej", zakończyło się stanem wojennym i internowaniem 10 tys. osób (w tym samego Mazowieckiego). Ale ból tych porażek osłabiać mogła świadomość ich nieuchronności. Bardziej dotkliwe musiały być dla Mazowieckiego niepowodzenia doznane już w świecie demokratycznym. W 1990 r. podczas wyborów prezydenckich społeczeństwo wolało zaufać enigmatycznemu kandydatowi z Peru. Z kolei w trakcie bałkańskiej misji Mazowieckiego jako specjalnego wysłannika Narodów Zjednoczonych w latach 1992-1995 zachodnie elity polityczne, mając usta pełne frazesów o prawach człowieka, ignorowały jego raporty dotyczące ich łamania na terenach b. Jugosławii. W efekcie podał się do dymisji. Był to wielki gest, który paradoksalnie pomógł prześladowanej na Bałkanach ludności, ale też był przecież dowodem klęski - choćby instytucji, którą Mazowiecki reprezentował. Wreszcie partia, którą stworzył i która winna być jego naturalnym środowiskiem i środkiem do realizacji celów, w ostatnich latach coraz mniej zważała na rady swego szefa, a potem została odrzucona przez Polaków i w końcu stała się tak Mazowieckiemu odległa, że ją opuścił.

Tadeusz Mazowiecki nigdy nie obrażał się za porównywanie go do żółwia. Bo żółw, obok niespiesznego charakteru, ma też mocną skorupę. Mazowiecki zaś, obok zwyczaju niespiesznego podejmowania decyzji, ma twardy, niczym pancerz, charakter. Owszem trwa trochę, nim Premier zdecyduje się, w jakim kierunku podążać, ale gdy już podejmie decyzję, to, po pierwsze: raczej się nie myli, po drugie: jest niesłychanie konsekwentny.

Porażki, których doznawał Mazowiecki niejednego polityka dawno wyeliminowałyby z życia publicznego. Ale Mazowiecki nie jest zwykłym politykiem. Jest mężem stanu. Dlatego, mimo pozornych przegranych, Mazowiecki nie poddawał się. W efekcie każde działanie Mazowieckiego przynosiło efekty. Komunizm jednak upadł. Na Bałkanach idee praw człowieka padają na coraz podatniejszy grunt, a ludzie nie zapominają, komu to zawdzięczają i, jak podczas uroczystości w auli Auditorium Maximum UW mówił prezydent Aleksander Kwaśniewski, chcą imieniem świeżo upieczonego doktora honoris causa UW nazwać jedną z ulic Sarajewa. Wreszcie wartości i program, wokół których skupiała się Unia Wolności (wcześniej Demokratyczna), wtedy nie dla wszystkich tak oczywiste, dziś akceptowane są przez najważniejszych w kraju polityków. A co najważniejsze: kierunek rozwoju kraju, który wyznaczył pierwszy suwerenny po wojnie rząd, został utrzymany i potwierdzony przez Polaków w niedawnym unijnym referendum. Nikt w Polsce nie ma prawa do większej satysfakcji z wyniku referendum niż Mazowiecki. Wreszcie, zapewne głębiej rozumiejąc istotę i ducha prawa niż niejeden zawodowy prawnik, w swej działalności parlamentarnej Mazowiecki przez lata korzystnie wpływał na procesy legislacyjne, czego najlepszym przykładem jest Konstytucja RP.

Dlatego ci, którzy z goryczą przyjmowali porażki Mazowieckiego jak własne, mogą być spokojni, że tak jak senat Uniwersytetu Warszawskiego postanowił jego niedoszłemu absolwentowi przyznać tytuł doktora honoris causa, tak Polacy niedoszłemu prezydentowi będą z wdzięczności stawiać pomniki i jego imieniem nazywać ulice. Ale tego akurat, w przeciwieństwie do jeszcze wielu doktoratów, życzmy Panu Premierowi jak najpóźniej!


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny