dotb.gif

„TP”, Nr 25 (2815), 22 czerwca 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2815/felkrol.php




Młodzi i polityka

Marcin Król


Referendum się udało w znacznej mierze dzięki młodzieży i ludziom poniżej 35 lat. To oni są zainteresowani przyszłością Polski w Europie i to oni rozumieją, na czym polegają zalety (i wady) naszego członkostwa w Unii Europejskiej. To oni stanowią pokolenie, które zadecyduje o tym, jaki będzie kształt polskiej polityki. Jednak to oni właśnie nie są do polityki dopuszczani, a nawet nie czyni się pozorów (poza sławną młodzieżówką SLD), że w ogóle partie chcą mieć młodych, bystrych i dynamicznych członków. Bo też - tak naprawdę - nie chcą. Proszę mi wymienić nazwisko poważnego polityka, który nie byłby już kimś w czasie Okrągłego Stołu, czyli 14 lat temu.

Nie jest zresztą tak, żeby młodzi ludzie - sądząc po moich uniwersyteckich obserwacjach - chcieli koniecznie dostać się do istniejących partii politycznych i zrobić w nich karierę. Przeciwnie, wszystkie te partie mają po równo w głębokim poważaniu. Rychło nadejdą następne wybory - może za dwa lata, może wcześniej - i znowu będziemy musieli głosować na te same twarze, na tych samych zamkniętych w diabelskim kręgu polityków, którzy wszyscy wespół w zespół doprowadzili Polskę do stanu, w jakim się dzisiaj znajduje. Jedyni młodzi ludzie, którzy idą do polityki, to ci, którzy są za głupi do biznesu, a koniecznie chcą per fas et nefas zgarnąć pieniądze. Nie jest to najlepsza rekomendacja.

Można zrozumieć reakcję młodych ludzi, ale swoista gerontokracja, jaka dzisiaj rządzi Polską, to już wynik świadomego działania partii politycznych. Co ciekawe, przywódcy partyjni na ogół są w zaawansowanym wieku średnim, więc nie jest to gerontokracja w dosłownym znaczeniu, ale tyle już przeszli w Polsce ludowej i w niepodległej Rzeczypospolitej, że podlegli zmęczeniu materiału. Jeżeli będą tak twardo trzymać się swoich stanowisk (a będą), to nie ma żadnej nadziei na istotną zmianę. Kiedy słyszę o tym, że po nowych wyborach będzie zupełnie inaczej i widzę w telewizji twarze ludzi, których czasem nawet znam i lubię, to jednak nie wierzę, że wykrzeszą oni z siebie jakiś zupełnie nowy i żarliwy płomień. Ile razy można odgrywać ten sam spektakl, jeżeli nie jest się zawodowym aktorem?

Wszystko to byłoby ważne, ale jest także niebezpieczne, ponieważ młodzi ludzie, którzy nie znajdą dla siebie miejsca w polskiej polityce, odsuną się od polityki całkowicie, a wtedy powstanie pustka, którą zapełnić będą mogli tylko drugorzędni ambicjonerzy. Tacy zaś są w polityce najbardziej niebezpieczni, bo zależy im tylko na władzy dla władzy lub na władzy dla pieniędzy. Nie wiadomo, co gorsze. Przed wojną na polskiej scenie istniały bardzo liczne i bardzo dynamiczne, chociaż czasem radykalnie nacjonalistyczne, ale nie tylko, polityczne ugrupowania młodzieży. To oni mieli rządzić i rządziliby, gdyby nie wojenna przerwa. Do takich ugrupowań należeli ojcowie niepodległej Polski: Stanisław Stomma, Jerzy Turowicz czy Jerzy Giedroyc. Dzisiaj nawet nie ma co o tym marzyć, a winę ponoszą nie ludzie młodzi, lecz te wstrętne staruchy, które nie chcą zejść ze sceny.

© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl