|
Młodzi i polityka
Marcin Król
Referendum się udało w znacznej mierze dzięki młodzieży i ludziom poniżej 35 lat. To
oni są zainteresowani przyszłością Polski w Europie i to oni rozumieją, na czym
polegają zalety (i wady) naszego członkostwa w Unii Europejskiej. To oni stanowią
pokolenie, które zadecyduje o tym, jaki będzie kształt polskiej polityki. Jednak to oni
właśnie nie są do polityki dopuszczani, a nawet nie czyni się pozorów (poza sławną
młodzieżówką SLD), że w ogóle partie chcą mieć młodych, bystrych i dynamicznych
członków. Bo też - tak naprawdę - nie chcą. Proszę mi wymienić nazwisko poważnego
polityka, który nie byłby już kimś w czasie Okrągłego Stołu, czyli 14 lat temu.
Nie jest zresztą tak, żeby młodzi ludzie - sądząc po moich uniwersyteckich
obserwacjach - chcieli koniecznie dostać się do istniejących partii politycznych i
zrobić w nich karierę. Przeciwnie, wszystkie te partie mają po równo w głębokim poważaniu.
Rychło nadejdą następne wybory - może za dwa lata, może wcześniej - i znowu będziemy
musieli głosować na te same twarze, na tych samych zamkniętych w diabelskim kręgu
polityków, którzy wszyscy wespół w zespół doprowadzili Polskę do stanu, w jakim się
dzisiaj znajduje. Jedyni młodzi ludzie, którzy idą do polityki, to ci, którzy są za głupi
do biznesu, a koniecznie chcą per fas et nefas zgarnąć pieniądze. Nie jest to
najlepsza rekomendacja.
Można zrozumieć reakcję młodych ludzi, ale swoista gerontokracja, jaka dzisiaj rządzi
Polską, to już wynik świadomego działania partii politycznych. Co ciekawe, przywódcy
partyjni na ogół są w zaawansowanym wieku średnim, więc nie jest to gerontokracja w
dosłownym znaczeniu, ale tyle już przeszli w Polsce ludowej i w niepodległej
Rzeczypospolitej, że podlegli zmęczeniu materiału. Jeżeli będą tak twardo trzymać
się swoich stanowisk (a będą), to nie ma żadnej nadziei na istotną zmianę. Kiedy słyszę
o tym, że po nowych wyborach będzie zupełnie inaczej i widzę w telewizji twarze ludzi,
których czasem nawet znam i lubię, to jednak nie wierzę, że wykrzeszą oni z siebie
jakiś zupełnie nowy i żarliwy płomień. Ile razy można odgrywać ten sam spektakl, jeżeli
nie jest się zawodowym aktorem?
Wszystko to byłoby ważne, ale jest także niebezpieczne, ponieważ młodzi ludzie, którzy
nie znajdą dla siebie miejsca w polskiej polityce, odsuną się od polityki całkowicie,
a wtedy powstanie pustka, którą zapełnić będą mogli tylko drugorzędni ambicjonerzy.
Tacy zaś są w polityce najbardziej niebezpieczni, bo zależy im tylko na władzy dla władzy
lub na władzy dla pieniędzy. Nie wiadomo, co gorsze. Przed wojną na polskiej scenie
istniały bardzo liczne i bardzo dynamiczne, chociaż czasem radykalnie nacjonalistyczne,
ale nie tylko, polityczne ugrupowania młodzieży. To oni mieli rządzić i rządziliby,
gdyby nie wojenna przerwa. Do takich ugrupowań należeli ojcowie niepodległej Polski:
Stanisław Stomma, Jerzy Turowicz czy Jerzy Giedroyc. Dzisiaj nawet nie ma co o tym marzyć,
a winę ponoszą nie ludzie młodzi, lecz te wstrętne staruchy, które nie chcą zejść
ze sceny.
|