dotb.gif

„TP”, Nr 24 (2814), 15 czerwca 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2814/religia01.php

Tylko Papież potrafi ściągnąć więcej młodzieży na zgromadzenie religijne


Góra talentów

Stanisław Zasada z Lednicy


Ponad sto trzydzieści tysięcy ludzi, znacznie więcej niż się spodziewano, modliło się w nocy z soboty na niedzielę nad Jeziorem Lednickim koło Gniezna. - Współczesnym miejscem ewangelizacji nie będą kaplice, ale otwarte przestrzenie - prorokuje inicjator lednickich nabożeństw o. Jan Góra, patrząc na tłumy. I dodaje: Kiedyś budowano katedry. Dzisiaj mamy katedry żywe. Ci ludzie nimi są.


- Wyjechałyśmy już w piątek - mówiły Ela i Zosia z Białegostoku, które dotarły na Lednickie Pola w sobotnie popołudnie. Przejechały autostopem ponad sześćset kilometrów. Ostatni etap pokonywały pieszo, w skwarze, objuczone ciężkimi plecakami.

- Pierwszy raz byłam tu cztery lata temu jako służba medyczna. Od tamtego czasu nie opuściłam ani jednej Lednicy - opowiada Zosia, na co dzień uczennica studium kosmetycznego. Od trzech lat zabiera ze sobą na lednickie nabożeństwa Elę, która kształci się na agenta celnego.


Dlaczego przyjeżdżają?

Zosia: - Mnie przyciąga klimat tych spotkań i modlitwa w formie zabawy, bo wszyscy tańczą i śpiewają.

Ela: - Tu nikt się nie kryje ze swoją religijnością.


Najstarsza chrzcielnica

Wszystko zaczęło się sześć lat temu. Za namową ojca Góry dominikanie kupili we wsi Imiołki niedaleko Gniezna prawie 25 hektarów ziemi, żeby tworzyć centrum akademickie.

Przywiązany do symboli zakonnik nieprzypadkowo wybrał akurat to miejsce. Widać z niego taflę Jeziora Lednickiego, w którego wodach Mieszko I miał przyjąć w 966 roku chrzest. - To najstarsza chrzcielnica Polski - nazywa Lednicę ojciec Góra.

Na obsianym trawą polu dominikanin kazał usypać pokaźny kopiec. Ustawiono na nim wielką stalową rybę - znak pierwszych chrześcijan. Długa na prawie 40 i wysoka na 12 metrów konstrukcja tworzy symboliczną bramę, przez którą co roku przechodzi młodzież na zakończenie lednickiego nabożeństwa. Nazwano ją Bramą Trzeciego Tysiaclecia.

Ojciec Góra: - Symbol jako znak zawiera więcej niż zawiera i mówi więcej niż mówi. Współczesnemu człowiekowi wiarę trzeba przekładać na kulturę.

Stąd na lednickich nabożeństwach tyle symbolicznych podarunków dla uczestników. Były już mieszki z solą, pierniki w kształcie księgi, drewniane wiosełka, różańce, medaliki, pierścienie i małe tabliczki z Dekalogiem, a nawet buteleczki z winem z Galilei. Ojciec Jan nazywa je "gadżetami", bo - jak powtarza - "do młodych trzeba przemawiać współczesnym językiem".

- Ale za tymi gadżetami kryje się głęboka treść duchowa - twierdzi dominikanin. - Ci ludzie nie jadą tylu kilometrów tylko po to, żeby coś dostać. Oni pokazują, że człowiek, w odróżnieniu od roślinki czy zwierzątka, szuka odwiecznych prawd i odwiecznego sensu swojego istnienia. Widzę w nich duchowy głód.


Bogusław obiecuje

Tegoroczne nabożeństwo, jak poprzednie, rozpoczęło się od uroczystego wprowadzenia na Pole relikwii św. Wojciecha. Szczątki patrona Polski przywieziono z Gniezna na armatniej lawecie. Przez całą noc przy srebrnej trumience trzymali wartę harcerze.

- U źródeł chrzcielnych naszego narodu spotyka się przeszłość, teraźniejszość i - nie zawaham się powiedzieć - kształtuje się przyszłość Polski, a może i Europy - witał przybyłych metropolita gnieźnieński, abp Henryk Muszyński.

Za Europę, a zwłaszcza "o umocnienie jej chrześcijańskich fundamentów" modlono się w czasie Mszy na Zesłanie Ducha Świętego. Sprawował ją nuncjusz apostolski, abp Józef Kowalczyk. Na Lednicę przyjechał jako legat papieski.

Podczas liturgii zabrzmiał dźwięk tysięcy dzwonków, które przywieźli ze sobą uczestnicy spotkania. Specjalną Mszę "na dzwonki" napisał na lednickie nabożeństwo pracujący w Boliwii misjonarz, ojciec Piotr Nawrot. Na miejsce celebry wniesiono kilkumetrowy drewniany krzyż Światowych Dni Młodzieży. Modlitwę wiernych odczytano po polsku i łacinie, a także po angielsku, niemiecku, rosyjsku, ukraińsku i węgiersku, gdyż młodzież z tych krajów również przyjechała na Lednicę.

Rozważano ewangeliczne przypowieści o rozmnożeniu talentów oraz o pannach mądrych i głupich. Abp Stanisław Gądecki wzywał w kazaniu do pomnażania "otrzymanych od Boga talentów", a prowincjał polskich dominikanów, o. Maciej Zięba podnosił na duchu tych, którzy czują się bezwartościowi i niepotrzebni: - Prawda, że świat wyróżnia szybszych, ambitniejszych, twardszych i mocniejszych. Ale najważniejsze talenty to talent do miłości i do świętości. A w tych wszyscy jesteśmy równi.

Uczestnikom spotkania rozdano mosiężne monety o nominale dwóch talentów i gliniane kaganki symbolizujące opisane w Ewangelii lampki oliwne. - Nie dostajecie tych pieniędzy za darmo - zwrócił się do obdarowanych o. Góra. - Musicie w zamian zobowiązać się do pomnożenia umiejętności i zdolności, jakie posiadacie.

Młodzi musieli się zobowiązać do tego pisemnie. Wypełniali specjalne "listy gwarancyjne" i wrzucali je do rozstawionych na polu skrzynek. Bogusław, alkoholik z Kalisza, który przestał pić, obiecał: "Wiem, że trzeźwość zobowiązuje mnie. Pragnę nieść pomoc tym, którzy męczą się jeszcze w chorobie alkoholizmu lub podobnych używek".


Papież przewidział

"Cóż, ja bym się bardzo chętnie tam wybrał, ale dadzą to?" - pisał sześć lat temu Jan Paweł II do ojca Góry. Była to odpowiedź Papieża na zaproszenie na Lednicę.

Zbliżała się kolejna pielgrzymka Jana Pawła II do Polski. Zakonnik liczył, że w drodze z Gorzowa do Gniezna papieski helikopter wyląduje na chwilę nad Lednicą. Zdenerwował się Episkopat. Wydano oświadczenie, że żadnych dodatkowych punktów w programie papieskiej wizyty nie będzie. Góra nie dawał za wygraną. Powtarzał uparcie, że Papież przyjedzie na Lednicę. I robił swoje.

2 czerwca 1997 roku wokół wielkiej ryby zgromadziło się 20 tysięcy młodych ludzi. W chłodny, późny wieczór nad placem rozległ się warkot silników. Nadlatywała papieska kawalkada. W pewnej chwili jeden z helikopterów zawrócił i zaczął krążyć nad modlącym się w dole tłumem.

"Jest! Jest Ojciec Święty! O, tam!" - krzyczał jak oszalały ze szczęścia Góra. Stałem wtedy blisko. Widziałem w jego oczach łzy.

Tegoroczna Lednica. Dochodzi dziesiąta wieczorem. Tłum cichnie. Widać tylko morze świateł od zapalonych kaganków i chmury unoszącego się z nich dymu. Po chwili na wielkim telebimie ukazuje się twarz Jana Pawła II. Wolnym, ale mocnym głosem Papież odczytuje przesłanie do lednickiej młodzieży, nagrane przed wyjazdem do Chorwacji.

- To coroczne czuwanie przy Bramie Trzeciego Tysiąclecia, symbolizującej Chrystusa, wyznacza niejako kolejne etapy Waszego podążania za Nim - naśladowania, które jest nieustanną drogą wewnętrznego wzrastania - mówi Papież. - Bogu dziękuję za Waszą wierność na tej drodze. Równocześnie modlę się gorąco, abyście nigdy nie utracili świadomości i tego głębokiego poczucia, że na tej drodze nie jesteście sami - że zawsze blisko jest Chrystus, Pan ludzkich dziejów.

Na koniec także Jan Paweł II wzywa młodzież do pomnażania talentów: - Odkrywajcie w sobie te zdolności, cieszcie się nimi, i rozwijajcie je z Bożą pomocą. Nieście je jako dary Ducha Świętego wszystkim, którzy potrzebują waszego miłosierdzia. Niech owocują w waszych rodzinach, szkołach, środowiskach.
Jan Góra: - Ojciec Święty jest wielkim charyzmatykiem o nieprzewidywalnej wprost intuicji wiary. I dlatego przewidział rozwój Lednicy i od początku ją wspiera.

Ojciec lubi pokazywać list, jaki dostał od Papieża jesienią 1997 r. Kilka miesięcy po przelocie nad Lednicą Jan Paweł II pisał: "Daj Boże, aby ten "połknięty haczyk" wiódł świat profesorski i studencki na "głębię" życia akademickiego".

- Czyli Ojciec Święty dał mi wyraźnie do zrozumienia, że ryba chwyciła i trzeba ciągnąć - tłumaczy dominikanin. I co roku w wigilię Zesłania Ducha Świętego zaprasza młodzież na Lednicę. Za każdym razem przyjeżdżało coraz więcej ludzi. W 1998 roku na Polach Lednickich modliło się już pięćdziesiąt tysięcy osób, trzy lata później - kiedy w czasie nabożeństwa lało - 70 tysięcy. Rok temu - sto tysięcy.

Jednak kiedy sześć lat temu Góra rozpoczynał swoje dzieło, nie było mu łatwo. Spotkania popierali co prawda prymas Glemp i gospodarz miejsca, abp Muszyński, na Lednicę przyjeżdżali biskupi z Poznania i Zielonej Góry, ale w Kościele nie brakowało też przeciwników takiej formy przeżywania religijności.

Dziś ojciec Jan patrzy na to z dystansem: - Nie można wymagać od normalnych ludzi entuzjazmu dla idei, które nie zyskały sobie jeszcze obywatelstwa na naszym rynku duszpasterskim. Nie wymagam też od nikogo entuzjazmu dla mojej osoby.

Radość lepsza od smutku
Show, płytkie, na pokaz - takie zarzuty do dziś można usłyszeć pod adresem lednickich spotkań. Krytycy zarzucają ojcu Górze przerost formy nad treścią.

Jeden z polskich hierarchów kościelnych odpowiedział kiedyś: - Góra przynajmniej próbuje coś z tą młodzieżą robić.

- Chciałbym, żeby było więcej takich radosnych Lednic w kraju - mówi bp Edward Dajczak z Zielonej Góry. - W zbyt wielu parafiach są urzędy i formalne struktury, a nie wspólnoty. A młodzież potrzebuje wspólnoty i tu ją odnajduje.

- Po 1989 roku młodzi ludzie zostali pozostawieni trochę samym sobie - wtóruje ks. prof. Adam Przybecki, kierownik Zakładu Teologii Pastoralnej na Wydziale Teologicznym poznańskiego uniwersytetu. - Góra potrafi przemawiać do nich ich językiem.

Ks. Przybecki był przez wiele lat duszpasterzem akademickim. Zna młodzież i jej problemy. Zapytałem go, czy wie, co dzieje się z rzeszą ledniczan? Może po powrocie do domów o wszystkim zapominają?

- Spotkanie na Lednicy to jak naładowanie akumulatorów. Ale kilkunastogodzinne przeżycie nie może oczywiście wystarczyć na cały rok. Potrzeba dalszej systematycznej pracy. To już jednak zadanie dla duszpasterzy, którzy zajmują się młodzieżą w swoich środowiskach.

- Lednica ma być tylko impulsem - dopowiada o. Góra.
Ewa Bollin, koordynatorka lednickich nabożeństw: - Spotkania przygotowujemy praktycznie cały rok. Oznacza to, że kilka tysięcy ludzi w całej Polsce na okrągło żyje Lednicą. Mówimy o tym w mediach. Dlatego idea Lednicy jest wszechobecna.

Trudno się z nią nie zgodzić. Na spotkanie przed dwoma laty ludzie z całej Polski przepisywali przez cały rok ręcznie Biblię, a na ubiegłoroczne - malowali wizerunki Matki Boskiej z własnych sanktuariów.

Za rok połów

Świtało, kiedy w niedzielę nad ranem Zosia i Ela z Białegostoku przechodziły przez Bramę Trzeciego Tysiąclecia. Teraz czekała je długa podróż do domu. - Chcemy dojechać przed wieczorem, żeby zdążyć na referendum - mówiły.

- Przyjedźcie 29 maja przyszłego roku na jedno z najpiękniejszych nabożeństw o połowie ryb - zapraszał rozchodzących się ojciec Góra.

© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl