dotb.gif

„TP”, Nr 24 (2814), 15 czerwca 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2814/prasazagraniczna.php


Prasa zagraniczna

Spór o konstytucję Europy


Kilkanaście dni: tyle czasu zostało Konwentowi Europejskiemu na dopracowywanie projektu unijnej konstytucji (która kiedyś dotyczyć będzie także Polski), a nic nie wskazuje, by udało się znaleźć kompromis. Kiedy bowiem prezydium Konwentu i jego szef, Valery Giscard d'Estaing, zaprezentowali projekt, jaki zamierzają przedłożyć tzw. Konferencji Międzyrządowej - na niej państwa Unii mają dyskutować nad propozycją Konwentu - wywołał on liczne sprzeciwy. I to nie tylko w Watykanie, który kwestionował preambułę, pozbawioną wzmianki o chrześcijaństwie.

Sceptycznie zareagowali też Brytyjczycy. TIMES krytykuje: "O ile konstytucja USA jest krótka i napisana miejscami stylem wręcz lirycznym, co jest godne uznania, o tyle konstytucja Unii proponowana przez Konwent jest długa i promieniuje podobnym urokiem literackim, co instrukcja montażu mebli. Przepychanki w Konwencie zaowocowały dokumentem niejasnym i pokrętnym". A DAILY MAIL żąda nawet referendum, w którym Brytyjczycy wypowiedzą się, czy akceptują unijną konstytucję, gdyż "opinia publiczna coraz bardziej uświadamia sobie zagrożenie dla naszej niezależności, trwającej 1000 lat. Premier Blair próbuje rozpaczliwie uniknąć chwili prawdy, w której naród będzie mógł pokazać, co sądzi o pomyśle uczynienia z naszego kraju prowincji europejskiego super-państwa".

Z kolei wedle mediolańskiego dziennika CORRIERE DELLA SERA wynikiem sporu "między Papieżem a frankofońskimi i świeckimi zarazem "przeciwnikami Papieża" jest remis, a dokładnie zero do zera: Papieżowi nie udało się doprowadzić do wpisania do projektu wyraźnego odwołania do Boga i chrześcijańskich korzeni, a druga strona zmuszona była zaakceptować takie zapisy, regulujące państwowe relacje między Unią a Kościołami, jakich od stu lat nie ma w laickiej Francji".

Rzymski dziennik IL MESSAGGERO, który krytykuje szefa Konwentu: "d'Estaing'owi udało się skonfliktować nie tylko Watykan, ale też polityczne formacje w krajach członkowskich o profilu konserwatywno-narodowym. Projekt konstytucji można potraktować jako osobistą propozycję tego starego francuskiego męża stanu", którego formacja ideowa dopuszcza jedynie ograniczone sformułowanie, iż "Unia odwołuje się do dziedzictwa kulturalnego, religijnego i humanistycznego - a to trochę za mało". Co nie znaczy, że dyskusja wokół preambuły skończyła się: podobnie jak cały projekt, także ona może być tematem obrad Konferencji.

Krytycznie o projekcie d'Estaing'a pisze też na łamach DIE WELT Kurt Biedenkopf, jeden z intelektualnych "mózgów" niemieckiej prawicy chadeckiej (artykuł jego jest jednym z owoców prac studyjnych, prowadzonych przez wiedeński Instytut Nauk o Człowieku). Biedenkopf przypomina, że każda konstytucja jest odzwierciedleniem historii, kultury, wartości i przekonań określonej wspólnoty ludzkiej i nie inaczej rzecz ma się z konstytucją unijną: także ona nie może tworzyć więzów, definiujących i konstruujących Europę, lecz może jedynie być ich wyrazem; wyrazem czegoś, co już istnieje. W tym sensie projekt Konwentu jest niedobry, wręcz "reakcyjny". Biedenkopf dowodzi, że "konstytucja europejska zostanie zaakceptowana jako gwarancja wolności i praworządności tylko wtedy, jeśli będzie owocem szerokiego dialogu publicznego, będącego z kolei odbiciem wspólnych przesłanek kulturowych i moralnych łączących Europę".

Szwedzki dziennik SVENSKA DAGBLADET przekonuje, że "konstytucja będzie mieć wymiar zarówno symboliczny, jak praktyczny. W połączeniu z innymi krokami, prowadzącymi do coraz silniejszego powiązania krajów członkowskich, wzmocni ona integrację". Problemem jest jednak, że propozycja Konwentu "podważa równowagę władzy i wpływów, jakie w Unii mają kraje członkowskie, gdy to ona była dotąd podstawową przesłanką dla funkcjonowania Unii i jej legitymizacją". Tymczasem podział władzy (i pieniędzy) jest sprawą kluczową.

Paryski LE MONDE zauważa, że "w istocie praca Konwentu jest zablokowana" i wszystko skończy się na tym, że "faktyczna dyskusja o polityce, a więc o tym, co tak naprawdę Europejczycy chcą wspólnie urzeczywistniać, odbędzie się nie w jakimś Konwencie, ale podczas negocjacji między krajami członkowskimi Unii nad sprawami finansowymi i budżetem na lata 2007-2013".

WP
(za: welt.de, faz.net, dw-world.de)

© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl