adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 24 (2814)
15 czerwca 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej

  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Jacek Podsiadło
  Stanisław Lem

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz


Prasa zagraniczna

Spór o konstytucję Europy


Kilkanaście dni: tyle czasu zostało Konwentowi Europejskiemu na dopracowywanie projektu unijnej konstytucji (która kiedyś dotyczyć będzie także Polski), a nic nie wskazuje, by udało się znaleźć kompromis. Kiedy bowiem prezydium Konwentu i jego szef, Valery Giscard d'Estaing, zaprezentowali projekt, jaki zamierzają przedłożyć tzw. Konferencji Międzyrządowej - na niej państwa Unii mają dyskutować nad propozycją Konwentu - wywołał on liczne sprzeciwy. I to nie tylko w Watykanie, który kwestionował preambułę, pozbawioną wzmianki o chrześcijaństwie.

Sceptycznie zareagowali też Brytyjczycy. TIMES krytykuje: "O ile konstytucja USA jest krótka i napisana miejscami stylem wręcz lirycznym, co jest godne uznania, o tyle konstytucja Unii proponowana przez Konwent jest długa i promieniuje podobnym urokiem literackim, co instrukcja montażu mebli. Przepychanki w Konwencie zaowocowały dokumentem niejasnym i pokrętnym". A DAILY MAIL żąda nawet referendum, w którym Brytyjczycy wypowiedzą się, czy akceptują unijną konstytucję, gdyż "opinia publiczna coraz bardziej uświadamia sobie zagrożenie dla naszej niezależności, trwającej 1000 lat. Premier Blair próbuje rozpaczliwie uniknąć chwili prawdy, w której naród będzie mógł pokazać, co sądzi o pomyśle uczynienia z naszego kraju prowincji europejskiego super-państwa".

Z kolei wedle mediolańskiego dziennika CORRIERE DELLA SERA wynikiem sporu "między Papieżem a frankofońskimi i świeckimi zarazem "przeciwnikami Papieża" jest remis, a dokładnie zero do zera: Papieżowi nie udało się doprowadzić do wpisania do projektu wyraźnego odwołania do Boga i chrześcijańskich korzeni, a druga strona zmuszona była zaakceptować takie zapisy, regulujące państwowe relacje między Unią a Kościołami, jakich od stu lat nie ma w laickiej Francji".

Rzymski dziennik IL MESSAGGERO, który krytykuje szefa Konwentu: "d'Estaing'owi udało się skonfliktować nie tylko Watykan, ale też polityczne formacje w krajach członkowskich o profilu konserwatywno-narodowym. Projekt konstytucji można potraktować jako osobistą propozycję tego starego francuskiego męża stanu", którego formacja ideowa dopuszcza jedynie ograniczone sformułowanie, iż "Unia odwołuje się do dziedzictwa kulturalnego, religijnego i humanistycznego - a to trochę za mało". Co nie znaczy, że dyskusja wokół preambuły skończyła się: podobnie jak cały projekt, także ona może być tematem obrad Konferencji.

Krytycznie o projekcie d'Estaing'a pisze też na łamach DIE WELT Kurt Biedenkopf, jeden z intelektualnych "mózgów" niemieckiej prawicy chadeckiej (artykuł jego jest jednym z owoców prac studyjnych, prowadzonych przez wiedeński Instytut Nauk o Człowieku). Biedenkopf przypomina, że każda konstytucja jest odzwierciedleniem historii, kultury, wartości i przekonań określonej wspólnoty ludzkiej i nie inaczej rzecz ma się z konstytucją unijną: także ona nie może tworzyć więzów, definiujących i konstruujących Europę, lecz może jedynie być ich wyrazem; wyrazem czegoś, co już istnieje. W tym sensie projekt Konwentu jest niedobry, wręcz "reakcyjny". Biedenkopf dowodzi, że "konstytucja europejska zostanie zaakceptowana jako gwarancja wolności i praworządności tylko wtedy, jeśli będzie owocem szerokiego dialogu publicznego, będącego z kolei odbiciem wspólnych przesłanek kulturowych i moralnych łączących Europę".

Szwedzki dziennik SVENSKA DAGBLADET przekonuje, że "konstytucja będzie mieć wymiar zarówno symboliczny, jak praktyczny. W połączeniu z innymi krokami, prowadzącymi do coraz silniejszego powiązania krajów członkowskich, wzmocni ona integrację". Problemem jest jednak, że propozycja Konwentu "podważa równowagę władzy i wpływów, jakie w Unii mają kraje członkowskie, gdy to ona była dotąd podstawową przesłanką dla funkcjonowania Unii i jej legitymizacją". Tymczasem podział władzy (i pieniędzy) jest sprawą kluczową.

Paryski LE MONDE zauważa, że "w istocie praca Konwentu jest zablokowana" i wszystko skończy się na tym, że "faktyczna dyskusja o polityce, a więc o tym, co tak naprawdę Europejczycy chcą wspólnie urzeczywistniać, odbędzie się nie w jakimś Konwencie, ale podczas negocjacji między krajami członkowskimi Unii nad sprawami finansowymi i budżetem na lata 2007-2013".

WP
(za: welt.de, faz.net, dw-world.de)


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny