|
Prasa zagraniczna
Spór o konstytucję Europy
Kilkanaście dni: tyle czasu zostało Konwentowi Europejskiemu na dopracowywanie projektu
unijnej konstytucji (która kiedyś dotyczyć będzie także Polski), a nic nie wskazuje,
by udało się znaleźć kompromis. Kiedy bowiem prezydium Konwentu i jego szef, Valery
Giscard d'Estaing, zaprezentowali projekt, jaki zamierzają przedłożyć tzw. Konferencji
Międzyrządowej - na niej państwa Unii mają dyskutować nad propozycją Konwentu - wywołał
on liczne sprzeciwy. I to nie tylko w Watykanie, który kwestionował preambułę,
pozbawioną wzmianki o chrześcijaństwie.
Sceptycznie zareagowali też Brytyjczycy. TIMES krytykuje: "O ile konstytucja USA
jest krótka i napisana miejscami stylem wręcz lirycznym, co jest godne uznania, o tyle
konstytucja Unii proponowana przez Konwent jest długa i promieniuje podobnym urokiem
literackim, co instrukcja montażu mebli. Przepychanki w Konwencie zaowocowały dokumentem
niejasnym i pokrętnym". A DAILY MAIL żąda nawet referendum, w którym Brytyjczycy
wypowiedzą się, czy akceptują unijną konstytucję, gdyż "opinia publiczna coraz
bardziej uświadamia sobie zagrożenie dla naszej niezależności, trwającej 1000 lat.
Premier Blair próbuje rozpaczliwie uniknąć chwili prawdy, w której naród będzie mógł
pokazać, co sądzi o pomyśle uczynienia z naszego kraju prowincji europejskiego super-państwa".
Z kolei wedle mediolańskiego dziennika CORRIERE DELLA SERA wynikiem sporu "między
Papieżem a frankofońskimi i świeckimi zarazem "przeciwnikami Papieża" jest
remis, a dokładnie zero do zera: Papieżowi nie udało się doprowadzić do wpisania do
projektu wyraźnego odwołania do Boga i chrześcijańskich korzeni, a druga strona
zmuszona była zaakceptować takie zapisy, regulujące państwowe relacje między Unią a
Kościołami, jakich od stu lat nie ma w laickiej Francji".
Rzymski dziennik IL MESSAGGERO, który krytykuje szefa Konwentu: "d'Estaing'owi udało
się skonfliktować nie tylko Watykan, ale też polityczne formacje w krajach członkowskich
o profilu konserwatywno-narodowym. Projekt konstytucji można potraktować jako osobistą
propozycję tego starego francuskiego męża stanu", którego formacja ideowa
dopuszcza jedynie ograniczone sformułowanie, iż "Unia odwołuje się do dziedzictwa
kulturalnego, religijnego i humanistycznego - a to trochę za mało". Co nie znaczy,
że dyskusja wokół preambuły skończyła się: podobnie jak cały projekt, także ona
może być tematem obrad Konferencji.
Krytycznie o projekcie d'Estaing'a pisze też na łamach DIE WELT Kurt Biedenkopf, jeden z
intelektualnych "mózgów" niemieckiej prawicy chadeckiej (artykuł jego jest
jednym z owoców prac studyjnych, prowadzonych przez wiedeński Instytut Nauk o Człowieku).
Biedenkopf przypomina, że każda konstytucja jest odzwierciedleniem historii, kultury,
wartości i przekonań określonej wspólnoty ludzkiej i nie inaczej rzecz ma się z
konstytucją unijną: także ona nie może tworzyć więzów, definiujących i konstruujących
Europę, lecz może jedynie być ich wyrazem; wyrazem czegoś, co już istnieje. W tym
sensie projekt Konwentu jest niedobry, wręcz "reakcyjny". Biedenkopf dowodzi,
że "konstytucja europejska zostanie zaakceptowana jako gwarancja wolności i praworządności
tylko wtedy, jeśli będzie owocem szerokiego dialogu publicznego, będącego z kolei
odbiciem wspólnych przesłanek kulturowych i moralnych łączących Europę".
Szwedzki dziennik SVENSKA DAGBLADET przekonuje, że "konstytucja będzie mieć wymiar
zarówno symboliczny, jak praktyczny. W połączeniu z innymi krokami, prowadzącymi do
coraz silniejszego powiązania krajów członkowskich, wzmocni ona integrację".
Problemem jest jednak, że propozycja Konwentu "podważa równowagę władzy i wpływów,
jakie w Unii mają kraje członkowskie, gdy to ona była dotąd podstawową przesłanką
dla funkcjonowania Unii i jej legitymizacją". Tymczasem podział władzy (i pieniędzy)
jest sprawą kluczową.
Paryski LE MONDE zauważa, że "w istocie praca Konwentu jest zablokowana" i
wszystko skończy się na tym, że "faktyczna dyskusja o polityce, a więc o tym, co
tak naprawdę Europejczycy chcą wspólnie urzeczywistniać, odbędzie się nie w jakimś
Konwencie, ale podczas negocjacji między krajami członkowskimi Unii nad sprawami
finansowymi i budżetem na lata 2007-2013".
WP
(za: welt.de, faz.net, dw-world.de)
|