|
Do jakiej Chorwacji przyjechał Papież
W europejskiej poczekalni
Maciej Czerwiński
Podczas poprzednich pielgrzymek, w 1994 i 1998 r. - czyli w czasie wojny i bezpośrednio
po niej - Papież, popierając Chorwatów w ich walce o niepodległość, apelował o pokój
i pojednanie. Dziś, choć temat pojednania pozostał aktualny, Jan Paweł II przybył do
zupełnie innego kraju. Chorwacja ma już za sobą rządy nacjonalistów i, mniej lub
bardziej skutecznie, próbuje rozliczyć się z przeszłością. Wybrała też drogę
integracji z Unią Europejską.
Jednak papieska pielgrzymka wpisuje się w miejscową grę polityczną - i Kościół, i
partie polityczne chcą dzięki Janowi Pawłowi II "wygrać" coś dla siebie. Do
jakiej Chorwacji przyjechał zatem Papież?
Kościół podzielony
W przeważnie katolickiej Chorwacji Jan Paweł II jest uznawany za postać bardzo ważną
- jest nie tylko autorytetem moralnym i duchowym, ale również symbolem zwycięskiej
walki o suwerenność. Podczas dwu poprzednich wizyt, doceniając starania Chorwatów o
niepodległość, Ojciec Święty przestrzegał ich przed pułapką etnocentryzmu i
prymitywnego nacjonalizmu, który ogarnął wówczas niemal całe społeczeństwo.
Papieskie apele o pokój, wybaczenie i tolerancję zostały jednak szybko zapomniane, a
wielu Chorwatów w ogóle ich nie słyszało. Większość społeczeństwa i elit
politycznych, opętana narodowymi mitami, nie zrozumiała papieskiego przesłania.
Nacjonalistyczne szaleństwo wzięło górę nad miłością i pojednaniem, o które
apelował.
Głównym kryterium powojennego podziału społeczeństwa chorwackiego był właśnie
stosunek do sprawy narodowej. Podzieleni byli także biskupi katoliccy - niektórzy, w imię
głoszenia "prawdy o narodzie", apelowali o zerwanie współpracy z Trybunałem
Haskim, co de facto było sprzeczne z nauczaniem papieskim (patrz "TP" nr
43/2001). Dziś zjednoczony Kościół przygotowywał się na przyjęcie Gościa, a
radykalni biskupi nabrali wody w usta. Konflikty wokół stosunków z państwem oraz
sprawy Trybunału wyciszono, a mottem pielgrzymki stało się hasło "Rodzina - droga
dla Kościoła i narodu".
Z oficjalnych dokumentów Episkopatu i opublikowanego ostatnio listu pasterskiego wynika,
że chorwaccy biskupi nie martwią się już o "uległość wobec Hagi", ani też
nie mówią o "międzynarodowym spisku przeciwko Chorwacji". Dla wielu z nich
hasłem przewodnim stał się duchowy kryzys współczesnej cywilizacji, mentalność
konsumpcyjna, wszechobecny indywidualizm przeczący człowiekowi jako bytowi społecznemu
oraz "moralność seksualna". Te zjawiska - jak twierdzą - zagrażają
rodzinie, a więc i społeczno-gospodarczemu rozwojowi kraju. Biskupi niepokoją się również
kryzysem demograficznym i bezrobociem, które w Chorwacji przekracza 15 proc. Według Kościoła
może to uniemożliwić uczestnictwo w "budowaniu wspólnoty narodów
europejskich".
Ważnym wątkiem wizyty Papieża był ekumenizm. W kraju, gdzie religia została
skompromitowana przez ogarniętych pragnieniem władzy polityków i ideologów
nacjonalizmu, to kwestia szczególnie drażliwa. Z jednej strony pojednawcze sygnały ze
strony Kościoła katolickiego i Serbskiej Cerkwi Prawosławnej świadczą o tym, że
aspekty uniwersalne wyparły szkodliwą ideologizację mitologii narodowej i etnizację
religii. Kościół rezygnuje z uczestnictwa w życiu politycznym na rzecz nauki o Bogu.
Jednak część biskupów i duchowieństwa nadal pozostaje na dawnych pozycjach dowodząc,
że Chorwacja powinna bronić własnej tożsamości i nie ulegać państwom zachodnim, które
chcą ją zarazić laicyzmem i liberalizmem. Przy takim podziale interesujący wydaje się
stosunek Kościoła do integracji Chorwacji z UE. Choć kraj ten nie jest jeszcze
oficjalnym kandydatem do Unii, Kościół już wkrótce będzie musiał zająć stanowisko
w tej kwestii. Możliwy wydaje się scenariusz "polski": Episkopat poprze akcesję,
widząc w nim wyzwanie i szansę, ale część konserwatywnego duchowieństwa, jak Juraj
Jezerinac - biskup polowy czy Marin Barišić - arcybiskup splicki, nadal będzie mówić
własnym, antyunijnym głosem, używając podobnych argumentów jak polscy eurosceptycy.
Papieska pielgrzymka to zatem poparcie - jak podkreśla część chorwackiego rządzącego
establishmentu i elity intelektualnej - dla Unii, ale i próba jedności dla samego Kościoła.
Do Europy, po wybojach
Podczas podróży Papież nie mógł nie odnieść się do wojny. Od jej zakończenia minęło
już osiem lat, a mimo to - jak twierdzi znany chorwacki teolog Zvonimir Šagi - nadal
trwa ona w umysłach Chorwatów. Według niego Papież przybył, aby ją zakończyć, aby
uwolnić społeczeństwo od "narodowych uprzedzeń i ekstremizmu", pomóc zabliźnić
rany. Jednak przed samą pielgrzymką w chorwackiej prasie duchowa refleksja na temat
wizyty Papieża ustępowała miejsca kwestiom stosunków Kościoła z państwem i kosztów
wizyty.
Episkopat, wykorzystując słabość rządu i kampanię przedwyborczą, zażądał
wznowienia rozmów o zwrocie zagrabionego przez komunistów mienia kościelnego. Kwestia
jest delikatna i żaden rząd, nawet ten, który prowadził wojnę pod kościelnymi
sztandarami, nie potrafił jej rozwiązać. Dla ekipy postkomunistycznego premiera Ivicy
Raczana z Socjaldemokratycznej Partii (SDP) przyjazd Papieża to idealny moment, aby się
pozbyć etykiety ugrupowania ateistycznego, co w katolickim społeczeństwie gwarantuje
stały, ale ograniczony elektorat. Dotąd tylko partie z prawej strony sceny politycznej
(przede wszystkim posttudźmanowska Chorwacka Wspólnota Demokratyczna - HDZ) uzurpowały
sobie prawo do dyskusji na tematy religijne, twierdząc, że to właśnie postkomuniści są
odpowiedzialni za wszelkie zło w społeczeństwie. Podobnie jak w Polsce, polaryzacja
ideologiczna uniemożliwia wykrystalizowanie się koalicji politycznych - opartych na wspólnym
programie, a nie na uprzedzeniach historycznych. W Chorwacji proces ten jest jednak
znacznie bardziej zaawansowany.
Zmiany w kraju spowodowały, że centralnym tematem debaty publicznej stał się proces
integracji europejskiej. Nie trudno oprzeć się wrażeniu, że gdyby Chorwacja dokładniej
słuchała papieskich wezwań, z pewnością znalazłaby się w pierwszej grupie państw
wchodzących do UE. Tymczasem prymitywny nacjonalizm, troskliwie pielęgnowany przez nieżyjącego
prezydenta Tudźmana, wykluczył Chorwację z procesów jednoczenia się Europy.
Prawdopodobnie dopiero pod koniec roku Chorwaci rozpoczną negocjacje z UE i NATO, próbując
złapać oba uciekające pociągi. Rządząca proeuropejska koalicja robi wszystko, by
nadrobić zaległości, a wizyta Papieża, traktowanego w Chorwacji jako gorącego orędownika
jedności Kontynentu, będzie dla niej mocnym argumentem. Dla Chorwacji droga do Europy
jest jednak wciąż wyboista.
Zagrzeb musiał przejść etap Procesu Stabilizacji i Stowarzyszenia (SAA), który Unia
przygotowała dla krajów niespełniających politycznych wymogów członkostwa.
Porozumienie to - w chorwackiej prasie obrazowo nazywane poczekalnią dla kandydatów -
stawia znacznie bogatszą Chorwację w jednym szeregu z niestabilną Macedonią oraz za Bułgarią
i Rumunią. Dla elit, przekonanych o europejskości Chorwacji, jest to co najmniej irytujące.
Ale i sam proces SAA był przez chwilę zagrożony. Kilka miesięcy temu parlament
brytyjski odmówił ratyfikacji dokumentu, ponieważ rząd chorwacki wahał się, czy wydać
oskarżonego przez Trybunał Haski generała Janka Bobetki.
Większość chorwackich polityków jest przekonana, że wejście do wspólnej Europy to
jedyna droga do "europeizacji" Chorwacji, a zarazem wielki krok naprzód w
modernizacji kraju. Przyczyniła się do tego sama Unia, która choć w czasie bałkańskich
wojen popełniała błędy, poprzez izolację Chorwacji doprowadziła do zmiany jej
polityki i uświadomiła, czym są wartości europejskie. Wątek UE i możliwa akcesja
wywołały więc w społeczeństwie konieczną dyskusję na temat miejsca Chorwacji w
Europie. Głośniej niż kiedykolwiek zaczęto kontestować patriotyzm rozumiany jako
plemienny etnocentryzm - pojawiły się pytania: czym jest patriotyzm, a czym nacjonalizm.
Radykalni głosiciele "prawdy o Chorwacji" i mitologizujący "chorwackość"
kaznodzieje zostali skutecznie zmarginalizowani.
Mimo to radykałowie nie składają broni. Posttudźmanowska HDZ, odnowiona i oczyszczona
z czarnych owiec przez Ivo Sanadera, zbiera siły przed nadchodzącymi wyborami. Partia,
która doprowadziła do izolacji kraju, znów może przejąć władzę. Sytuacja wewnętrzna
i naciski międzynarodówki chadeckiej wymogły pewne zmiany i unowocześniły HDZ. Zmiany
te nie są jednak zbyt radykalne - szczególnie w kwestii współpracy z Trybunałem - a
to oznacza, że Chorwacja może stracić kolejne lata w oczekiwaniu na następny pociąg
do Europy. Papieska pielgrzymka też nic nie da, jeśli istota słów Jana Pawła II będzie
znowu interpretowana w sposób inny niż je wypowiedziano.
MACIEJ CZERWIŃSKI jest pracownikiem naukowym Instytutu Filologii Słowiańskiej UJ,
stypendystą Fundacji Kościuszkowskiej na Uniwersytecie Yale. Publikuje w "Tygodniku
Powszechnym", "Sprawach Politycznych" i chorwackich pismach "Poslovni
tjednik" i "Vijenac".
|