adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 24 (2814)
15 czerwca 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej

  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Jacek Podsiadło
  Stanisław Lem

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet

Listy

Zobacz też listy w sprawie antykoncepcji


Bezpartyjny, bezrobotny

Z zaciekawieniem przeczytałem tekst Wojciecha Borkowskiego "Na prowincji bez zmian" ("TP" nr 19/2003). Miałem wrażenie, że pisany jest o moim powiecie. Mógłbym być jedną z osób tworzących lokalną "grupę trzymającą władzę". Jestem przewodniczącym rady gminy w małej miejscowości i jedynym redaktorem kilkunastostronicowego lokalnego dwumiesięcznika, ukazującego się pod patronatem miejscowego stowarzyszenia, któremu prezesuję. Dwie strony gazetki zawsze przeznaczam na sprawy gminy, pozostałych jednak nie cenzuruję. Jestem bezpartyjny i poza lokalnymi układami. Posiadanie lokalnej gazetki pozwala mi cieszyć się jaką taką niezależnością. Ze stołka przewodniczącego rady raczej mnie nie zrzucą, bo, jak powiedział mi znajomy dziennikarz, taką osobę jak ja, mającą cechy wariata - świadczy o tym choćby to, że piszę ten szczery list do "TP" - lepiej mieć za sobą niż w opozycji.

Za tę niby niezależność płacę jednak dużą cenę - jestem osobą bezrobotną. Może tak by nie było, gdybym nie trzymał się na uboczu lokalnych "krawaciarzy". Oferty przystąpienia do różnych partii i grupek mam, nie powiem. Kokietowany jestem w różny sposób: a to przedstawiono mnie do odznaczenia samorządowego, a to zewsząd słyszę, że jestem "bardzo wartościowym człowiekiem", a to sugerują mi, że mój kolega jest od niedawna w partii "X" i już pracuje w urzędzie "Y" na nieźle płatnym stanowisku. Najmocniej naciska na mnie "najbardziej przewidywalna partia w naszym parlamencie, która poprze właściwie każdą ustawę; kwestią sporną jest tylko, ile dostanie za to stołków", jak opisał ją w komentarzu Andrzej Brzeziecki ("PSL podnosi stawkę", "TP" nr 12/2003).

Z ofert nie korzystam. Póki co jestem idealistą i sam szukam alternatywy dla obecnej sytuacji. Dieta przewodniczącego rady (równa połowie średniej krajowej) i sporo wolnego czasu pozwalają mi żyć. Wystarczają też na mozolne samokształcenie. Może kiedyś uda mi się zmienić status? Za trzy i pół roku kończy się kadencja samorządu, muszę postarać się o przynajmniej zalążek życiowej stabilizacji. Może w końcu złamię się i stanę się kolejnym członkiem "grupy trzymającej władzę". "A gdzie etyka w działaniu publicznym?" - zapytają Czytelnicy "TP". Odpowiadam: dwa tygodnie temu nadmieniłem znajomym działaczom prawicy, w tym byłemu posłowi, że postanowiłem zostać nauczycielem, a oni na to: "Ty nauczycielem?! Phi... Daj spokój! Przecież z tego nie ma żadnych pieniędzy". Jasne, najlepiej być członkiem zarządu, ewentualnie rady nadzorczej spółki komunalnej, jakiegoś funduszu albo agencji. Przecież kompetencje zupełnie się tam nie liczą, a pełna miska i mamona - gwarantowane.

WIKTOR STEPANOWICZ
(z małej miejscowości na Mazowszu)





Głębokie nieporozumienie

Józefa Hennelowa w felietonie "Jeszcze raz to samo" ("TP" nr 20/2003) po raz kolejny oburza się na lepsze traktowanie emerytów niż innych grup społecznych, znajdujących się w gorszej sytuacji materialnej (bezrobotnych, rodzin wielodzietnych itd.). Zdaniem Autorki świadczenia te nie powinny być waloryzowane.

Argumentacja cenionej powszechnie felietonistki opiera się na głębokim nieporozumieniu. Emerytury nie są świadczeniami, których wysokość ustala państwo według swego uznania, lecz są należnością z tytułu wieloletniej wysługi lat i wniesienia do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych składek od pobieranych wynagrodzeń. Są to świadczenia zapracowane przez emeryta. Zmniejszenie ich z powodu trudnej sytuacji bytowej innych grup, byłoby równoznaczne z niewypełnieniem przez państwo (ZUS) zaciągniętego zobowiązania wobec tej grupy obywateli. Obowiązek okresowego waloryzowania emerytur i rent wynika z ustawy o emeryturach i rentach z funduszu ubezpieczeń społecznych. Nie jest więc prawdą, że minister finansów mógł, a nawet powinien, jak twierdzi Autorka, nie uwzględnić tej waloryzacji w reformie finansów publicznych, bo emerytom i rencistom wiedzie się dziś (zdaniem Autorki) nie najgorzej.

TADEUSZ ZIELIŃSKI
(Kraków)


Do sprawy wraca też Józefa Hennelowa w swoim felietonie na str. 24.




Majstersztyk

W przerwie podróży do Torunia, na dworcu centralnym w Warszawie, zajrzałem do bogato zaopatrzonej księgarni. Moją uwagę zwróciła niewielka, ładnie wydana książeczka ks. Józefa Tischnera "Pomoc w Rachunku Sumienia" (Znak, 2003). Jest wspaniała: napisana w pięknym stylu, o głębokiej treści. Jak zresztą zawsze u ks. Tischnera. Warto tę znakomitą publikację przeczytać - majstersztyk wielkiego mistrza słowa, jakim był ks. Tischner. To w dobrym znaczeniu short pocket book i ,,bryk", zawierający syntezę podstaw moralnego i etycznego życia człowieka we współczesnym świecie.

CZESŁAW PACZUŁA
(Katowice)

 


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny