|
„TP”, Nr 24 (2814), 15 czerwca 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2814/kraj02.php
Po co szkole egzaminy zewnętrzne?
Przepustka na studia
Mirosław Sawicki
Wyniki dotychczasowych matur nijak się mają do wyników egzaminów wstępnych na studia,
które z kolei nie przystają do późniejszej kariery studenta. Może zatem warto
skonstruować narzędzie pomiaru o takiej wartości prognostycznej, żeby wystarczyło
stosować je tylko raz. Zastanówmy się, w czasie między maturami a egzaminami wstępnymi
na studia, czy aby zasięgnąć informacji o wiedzy ucznia, musimy go poddawać
przynajmniej dwukrotnemu badaniu?
I nauczyciel, i uczeń potrzebują informacji o efektach zdobywania lub przekazywania
wiedzy. Właśnie dlatego każdy system oświaty wykształca system oceniania i
egzaminowania. Podejmowane przez niektóre szkoły niepubliczne próby wyrzucania go
zazwyczaj kończyły się jego powrotem na żądanie... uczniów. Mimo, że ocenianie
wzbudza najwięcej konfliktów w życiu szkoły, jest potrzebne zarówno jej, jak
wszystkim zainteresowanym jej efektywnością, wyrażaną świadectwami i dyplomami
szkolnymi.
Zainteresowanymi są nie tylko uczeń, nauczyciel i rodzice. Odbiorcami świadectw i
dyplomów są też nauczyciele szkoły wyższego stopnia i pracodawcy. Im również zależy
na rzetelnej informacji o umiejętnościach absolwenta/kandydata. Obserwując rozziew między
oceną na świadectwie a własną oceną świeżo przyjętych do szkoły lub pracy
absolwentów, stwierdzają niewiarygodność świadectw i wprowadzają własne postępowanie
selekcyjne. Do tego właśnie przywykliśmy w Polsce. Świadectwa i dyplomy jedynie
potwierdzają formalne prawa absolwentów, natomiast widniejące na nich oceny są dla
odbiorców zewnętrznych niewiarygodne. To pierwszy argument za tworzeniem systemu egzaminów
zewnętrznych - dążenie do równoważności świadectw szkolnych.
Egzaminy zewnętrzne są nowym elementem systemu oświaty. Nie wprowadzono ich, aby zastąpić
istniejący i potrzebny system oceniania wewnątrzszkolnego, który powinien pozostać
sygnałem zwrotnym towarzyszącym procesowi nauczania - uczenia się. Nauczyciele powinni
jednak, ze względu na egzaminy zewnętrzne, nauczyć się formułowania wymagań,
konstruowania kryteriów oceniania i, co ważne, informowania o nich uczniów. Powszechnie
znane są zjawiska uczenia się "pod nauczyciela" w szkole i uczęszczania na
korepetycje dla zaspokojenia wymagań szkoły wyższego szczebla. Może lepiej i łatwiej
będzie się uczyć znając w miarę zobiektywizowane wymagania i kryteria oceniania?
Dobrze, jeśli oba systemy będą istniały jednocześnie: bieżące ocenianie, stymulujące
rozwój ucznia i uwzględniające jego indywidualne problemy (np. sytuację rodzinną)
oraz ocenianie zewnętrzne - pomiar konkretnych elementów kształcenia. Do egzaminu, w
pewnym sensie zewnętrznego, stawał dotychczas każdy absolwent. Komisja egzaminacyjna
szkoły wyższego szczebla czy pracodawca nie interesowali się przecież warunkami
rozwoju, a jedynie efektami - rzeczywistą wiedzą i umiejętnościami. Chyba warto
wprowadzić zewnętrzny sprawdzian na koniec poszczególnych etapów nauczania szkolnego,
choćby po to, by młodzi ludzie nauczyli się radzić sobie ze stresem egzaminacyjnym.
Odrębną sprawą, którą tylko sygnalizuję, jest, jakimi narzędziami jakie umiejętności
mierzą egzaminy zewnętrzne oraz jaki rodzaj informacji o rezultatach egzaminów otrzymują
absolwenci i inni odbiorcy świadectw. Żaden egzamin wewnątrzszkolny (a za taki uważam
dotychczasowy egzamin dojrzałości, choć jest on formalnie egzaminem państwowym) nie
zapewnia dostarczenia takiej informacji.
Władze oświatowe gminy, powiatu, województwa czy kraju potrzebują narzędzia pomiaru
efektywności nauczania, umożliwiającego kreowanie polityk oświatowych lokalnych bądź
krajowych. Dlatego musi być jasne, jakie umiejętności narzędzie mierzy i jak można
wykorzystać wynik pomiaru. Ocenianie wewnątrzszkolne, opisujące rozwój indywidualny
uczniów, niestety, dość często odbijające też sympatie i antypatie nauczycieli, nie
spełnia tego zadania. To kolejny argument za wprowadzeniem egzaminów zewnętrznych.
Tylko analiza efektów nauczania oparta o zobiektywizowane wymagania egzaminacyjne, porównywalne
w skali kraju kryteria oceniania, uwzględniające różnorakie konteksty zewnętrzne, jak
choćby środowisko pochodzenia ucznia, pozwoli sformułować rekomendacje dla kreatorów
polityk oświatowych. Najniższym szczeblem polityki oświatowej jest przecież plan
rozwoju szkoły, formułujący zadania stojące przed nauczycielami, ale nie ingerujący
wprost w najważniejszą sferę - indywidualne relacje między uczniami i nauczycielami.
W wypowiedziach na temat egzaminów zewnętrznych pojawiają się trzy istotne
nieporozumienia. Twórcy systemu egzaminów zewnętrznych nie chcą mierzyć poziomu
motywacji ucznia, o co się ich posądza, ponieważ jest to zadanie wewnątrzszkolnego
systemu oceniania. Rezultaty egzaminów nie mogą w żadnej mierze być przesłanką dla
oceny pracy poszczególnych nauczycieli, mają jedynie być diagnozą sytuacji
dydaktycznej w szkole, wskazującej słabe i mocne strony, umożliwiając budowę planu
rozwoju szkoły. Istnieją badania, wykazujące brak korelacji między wynikami
dotychczasowych matur z wynikami egzaminów wstępnych na studia i, niestety, także
nieprzystawalność wyników egzaminów wstępnych do późniejszej kariery studenta. Może
zatem warto skonstruować narzędzie pomiaru o określonej wartości prognostycznej i
stosować je tylko raz. Tym sposobem odpowiednio skonstruowana matura byłaby przepustką
na studia.
Przestrzegam przed rozdzieraniem szat nad dotychczasowym egzaminem dojrzałości. Każdy
egzamin składa się z umiejętnie skonstruowanych pytań, odpowiedniego sposobu
egzaminowania oraz kryteriów oceniania. Wszystkie elementy muszą być dopasowane do
siebie, jeśli egzamin ma być rzetelny i diagnostyczny oraz umożliwiać selekcję
kandydatów. Konieczność przeprowadzania egzaminów wstępnych na studia wynikała
przecież i z tego, że choć być może lepiej, ale i łatwiej, było sformułować
tematy na dotychczasowej maturze, np. z języka polskiego, z uwagi na kompletną nieokreśloność
pozostałych dwóch składników egzaminu (sposobu przeprowadzenia i kryteriów
oceniania), nie miał on żadnej mocy diagnostycznej. Z całą pewnością, wbrew nazwie,
nie poświadczał też dojrzałości maturzysty.
MIROSŁAW SAWICKI jest dyrektorem Centralnej Komisji Egzaminacyjnej.
© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl
|