|
„TP”, Nr 24 (2814), 15 czerwca 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2814/felpodsiadlo.php
Widziałem normalnych ludzi
Jacek Podsiadło
A mój syn mieszka w mieście O., wojewódzkim oczywiście, gdzie nie tylko płynie rzeka
O., ale gdzie też dorocznie odbywają się Dorzynki Polskiej Piosenki. W związku z tym
wychodzimy któregoś dnia na spacer, a tu nie daje się przejść. Był to bowiem dzień
hip-hopowy czy jakiś taki, a scena "plenerowa" rozpołożyła się całkiem
blisko na tym parkingu, gdzie jeszcze niedawno można było kupić warzywa, koło tego
nowego kinoobozu, co w nim jest siedem sal prosektoryjnych. I snuła się wszędy młodzież
bardzo trendy, lalki Barbie naturalnej wielkości i chłopaki w odzieży dresopodobnej,
lecz bardzo wyuzdanej. Twarze ich wyrażały już to pragnienie nabycia piwa, już to radość
z powodu piwa nabytego i wypitego, zaś język ich nie był wyszukany i na pewno nie dla
dziecięcych uszu przeznaczony. Lubię z młodzieżą naprzód iść, po życie sięgać
nowe, ale ta akurat młodzież jakaś dziwna była, na przykład wcale nie ustępowała
drogi na zatłoczonym chodniku starszemu panu z dzieckiem. Nie wiem, może z Warszawy
przyjechała? Szczerze Wam powiem, że poczułem się obco i nieswojo w swoim własnym mieście.
Przyjrzawszy się bliżej ich odzieży i stylowi bycia nabrałem podejrzeń, że jest to w
dużym stopniu młodzież clubbingowa. We wszystkich sklepach stały kolejki za piwem, więc
z loda też wyszły nici i nieudany spacer trzeba było natychmiast zakończyć.
Ponieważ Dorzynki Polskiej Piosenki trwają kilka dni, zrozumiałem, że trzeba uciekać.
Jak zacząłem uciekać, to zatrzymałem się dopiero w Białymstoku. Była już druga w
nocy, kiedy dopadłem niezawodnego Koronkiewicza, i dalej błagać go o kontakt z jakąś
normalną młodzieżą, gdyż muszę pilnie odreagować Dorzynki Polskiej Piosenki. A
niezawodny Koronkiewicz na to, że nie ma problemu. I poszliśmy na squat. A tam od razu
poczułem się lepiej: ludzie normalne, wytatuowane, z psami lub bez, a te psy to nie żadne
pitbulle, pełno dreadmanów, muzyka, wibracja bardzo pozytywna. Piwo też pili, a czy ktoś
marihuanę palił, to nie wiem. Wiem, że mimo późnej pory załapaliśmy się na występik
sceniczny grupy "Kapatoolta", bardzo udany. W "Kapatoolcie" grają
same dziewczyny, a wiadomo, że dziewczyny nie bardzo się nadają do perkusji czy basówki,
więc cały koncert polegał na próbach zagrania w całości pierwszego numeru, ale i tak
bardzo się wszystkim podobało. Ktoś krzyknął, że wypiły o jedno piwo za dużo, ale
one wypiły właśnie tylko jedno, a było ich z osiem, więc nie wiem.
A trzeba Wam wiedzieć, że jak się znajdę pomiędzy alternatywną, punkową czy inną,
młodzieżą, to nie kicam pogo ani nie wygłaszam porywających manifestów
antyglobalistycznych. Nie, jak na starszego pana przystało, lubię stanąć sobie w kąciku
z papieroskiem albo bez i chłonąć swym jestestwem tę zdrową atmosferę przyjaźni,
zabawy i ogólnego rozgardiaszu, radować się, że nie jestem na imprezie clubbingowej,
tudzież krwiopijczo sycić się młodością, która jeszcze nie straciła wiary i
nadziei i jeszcze jej się chce zmieniać świat. Lubię popatrzeć, co tam wisi na ścianach,
pooglądać szablony i wlepki i poczytać skserowane ulotki, w których czarno na białym
napisane jest, co na świecie trzeba zmienić. I już od dawna mnie dziwi, że lata lecą,
punkowe pokolenia przemijają, a hasła i postulaty pozostają te same. "Chcesz głodować,
idź głosować". "Do It Yourself". "F o o d Not Bombs". Musiałem
napisać pierwsze słowo rozstrzeloną czcionką, bo komputer Koronkiewicza, z którego
uprzejmości korzystam, uparcie poprawiał mi je na "Ford", a nie chodzi o fordy
zamiast bomb, tylko o jedzenie. To taka akcja, której przesłanie wynika z logicznego
chyba założenia, że najpierw rząd powinien zadbać o wyżywienie swojego narodu, a
dopiero potem go ewentualnie uzbroić. Bo wprawdzie, jak nie będziemy uzbrojeni, to
zawsze mogą nas napaść Niemce albo Irak, ale może lepiej być sytym pod niemieckim
zaborem niż głodnym pod panowaniem polskim. Może za mało patriotyczna jest młodzież
z tej akcji, ale na przykład w Białymstoku już od półtora roku, niedziela w niedzielę,
karmią bezdomnych i wszystkich potrzebujących wegańskimi specjałami. Wieczorem idą na
warzywny bazar taki jak ten, co w O. też był za czasów przedkinoobozowych, wyżebrują
u sprzedawców zieleninę, która im nie zeszła, w nocy pichcą, a rano już karmią.
Koronkiewicz pokazał mi filmik z takiej akcji, w którym bezdomny o szlachetnej twarzy płomiennie,
ale w słowach nie przeznaczonych dla oczu Czytelników "TP", mówił, co myśli
o "Millerach i Kwaśniewskich". Może nie dość uważnie śledzę doniesienia,
ale nie słyszałem, żeby ktoś nagrodził albo jakoś wspomógł tę obecną w wielu
miastach inicjatywę. Za to w białostockiej restauracji widziałem w telewizorze, jak na
Dorzynkach Polskiej Piosenki wręczali jakąś płytę, z wyglądu srebrną, ale może była
platynowa? Pewnie znów obniżyli limit sprzedanych egzemplarzy decydujący o przyznaniu
wyróżnienia. Nagrodzona artystka zaśpiewała potem piosenkę, dużo gorszą niż numer
"Kapatoolty", z czego wnioskuję, że polska piosenka została wreszcie dorżnięta
i mogę wracać do domu.
Jacek Podsiadło
podsiadlo@atol.com.pl
© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl
|