|
„TP”, Nr 24 (2814), 15 czerwca 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2814/felkrol.php
Trzymani w napięciu
Marcin Król
Słyszymy często, że zagraniczni inwestorzy skarżą się na system podatkowy w Polsce,
że podatki są duże, a zmiany zbyt częste. Jednak to samo dotyczy pojedynczego
obywatela. Jedną z podstawowych cnót kapitalizmu i powstającej dzięki niemu klasie średniej,
czy - po dawnemu - mieszczaństwa, było oszczędzanie i inwestowanie w przyszłość.
Teraz wiele uległo zmianie i ludzie na całym rozwiniętym świecie żyją mniej oszczędnie
i bardziej są skłonni do życia na kredyt, ale to także jest życie jakoś zaplanowane.
Natomiast my w Polsce musimy nieustannie liczyć się z pomysłami podatkowymi rządzących,
które potem - na szczęście - przegrywają z rzeczywistością, ale napędzają nam
strachu, lub, co najmniej, uniemożliwiają spokojne planowanie finansowej przyszłości.
Ulubione zmiany, które już kilkakrotnie próbowano wprowadzić, to zniesienie wspólnego
opodatkowania małżonków oraz skasowanie 50 procent uzysku czyli praktycznie mniejszego
o połowę podatku dla twórców. Pierwszy pomysł upada ponieważ jest bardzo wiele
rodzin, w których kobiety wychowują dzieci, piorą, gotują i prasują, czyli w istocie
pracują i nie wiadomo dlaczego te rodziny miałyby być w gorszej sytuacji niż te, które
nie mają dzieci i w domu są dwie pensje. Drugi pomysł upada, ponieważ nakłady na
kulturę i naukę i tak już są kompromitująco niskie, więc zmniejszenie (i to
radykalne) dochodów ludzi kultury i nauki doprowadziłoby ich do zbiorowego samobójstwa.
Czemu jednak kolejny rząd z uporem maniaka próbuje wprowadzić te podatki, czemu -
innymi słowy - jesteśmy ciągle niepewni swej przyszłości finansowej i zastraszani?
Zupełnie, jakby nie było wielu innych powodów do niepewności w ciężkich czasach.
Zupełnie, jakby nie było innych powodów do tego, byśmy nie mogli się czuć
bezpieczni. I tu jest sedno sprawy.
Obowiązkiem rządu w kraju demokratycznym jest przede wszystkim gwarantowanie obywatelom
poczucia bezpieczeństwa. Nie tylko bezpieczeństwa na ulicach, ale także, a może przede
wszystkim, bezpieczeństwa w życiu. Nawet w Karcie Atlantyckiej, powstałej jeszcze w
trakcie trwania II wojny światowej, mamy zagwarantowane bezpieczeństwo od "strachu
i braku". A tu się nas bezustannie straszy. Do tych dwóch przykładów można dodać
wiele kolejnych: winiety, podniesienie ceny benzyny, podatki dla rolników, kolejne opłaty
za różne zdarzenia w trakcie studiów i tak dalej. Wszystko to dowodzi, że nasze
bezpieczeństwo nie tylko jest zagrożone, ale w ogóle nie jest brane pod uwagę. Kiedy
zastanawiam się, jaką będę dostawał emeryturę, to nie pojmuję, dlaczego jest to
tajemnica, której nie sposób dociec i czy mogę spać spokojnie, bo na pewno dostanę
emeryturę w takiej wysokości, jaka mi się należy? Oczywiście, że nie mogę, kiedy słyszę
o miliardowych długach ZUS i widzę te pałace, które sobie stawiają urzędnicy tej
instytucji.
W polskich warunkach trudno domagać się państwa opiekuńczego, bo naturalnie nie stać
nas na to, ale można by się domagać państwa życzliwego, które raczej obiecuje
obywatelom stabilność i spokój, niż proponuje nieustannie zmiany złego na jeszcze
gorsze.
Wynika to z całkowitego braku rozeznania rządzących, jakie są ich zadania i jakie
powinni stawiać sobie priorytety. Czasami można mieć poczucie, że w Polsce władza
wykonawcza i ustawodawcza zachowują się jak udzielni książęta, którzy czynią, co im
akurat w tym momencie do głowy przyjdzie i to książęta nieco delikatnie mówiąc
dziwaczni lub nie całkiem zdolni do racjonalnego myślenia. My jednak mamy demokrację i
takich książąt nam nie potrzeba, my nie poddani, ale panowie i chcemy spokoju oraz
bezpieczeństwa. Kto to wreszcie zrozumie?
© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl
|