adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 24 (2814)
15 czerwca 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej

  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Jacek Podsiadło
  Stanisław Lem

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz



To za trudne!

Józefa Hennelowa


Krótki szkic autora arcyważnej książki zeszłorocznej ,,Wojna światów?", Piotra Kłodkowskiego, w czerwcowym numerze ,,Znaku" jest tekstem chyba najbardziej poruszającym (rywalizować z nim może tylko ankieta dla teologów, a w niej głosy świeckich). Kłodkowskiego czyta się łatwo i szybko, bo wyrazisty i aż do bólu konkretny. Ale potem zostawia niepokój, z którym poradzić sobie nie sposób. Na dodatek zajmuje się tematem niby czysto egzotycznym: wspomina swoją niedawną podróż do Birmy i pobyt w mieście Yangon, słynącym z cudownego zespołu świątynnego, znanego na całym świecie. Jego uroda dominuje we wrażeniach autora. A właściwie - współzawodniczy z wrażeniem równoległym, które Kłodkowski opisał z całą szczerością. Jest to pobyt w hoteliku-przedsiębiorstwie rodzinnym, cichym i przyjaznym. Do stołu podaje jeden z członków rodziny - też jest przyjazny i ciągle się uśmiecha. Tylko że twarz jego zeszpecona jest do tego stopnia, że goście z najwyższym wysiłkiem przełamują chęć ucieczki od stołu i bunt. ,,Dlaczego zmuszać innych do niepotrzebnego heroizmu estetycznego?" Ale powoli przychodzą pytania zupełnie inne. Czy wspaniałość istniejącego tuż obok piękna architektonicznego i religijnego nie współgra tutaj właśnie z szacunkiem dla człowieka, takiego jaki jest? I czy owa promocja człowieczeństwa, dla ludzi Europy, przyzwyczajonych do kanonów estetyki wszechobecnej i zgadzających się co najwyżej na współczucie w bezpiecznej odległości, promocja wręcz nie do pojęcia, nie jest czymś godnym głębokiego zastanowienia? Gdy Kłodkowski i jego towarzysze podróży po objeździe Birmy znowu wracają do Yangon, nie mają, jak pisze, ,,żadnych wątpliwości, gdzie się zatrzymać. Wybraliśmy ten sam hotelik. Okazało się, że ów kelner stał się w naszych oczach normalną ludzką istotą (...) Przynajmniej na krótki czas". Puenta aż niewiarygodna, choć przecie trzeba jej wierzyć.

Nawet w obecnym natłoku spraw polskich, najbliższych i najtrudniejszych (w chwili gdy to piszę, trwa jeszcze czas przedreferendalny...), czterostronicowy szkic czerwcowego numeru ,,Znaku" nie daje się zapomnieć. To przecież jest jakieś jutro, które w ten czy inny sposób na pewno będzie i naszym, moim udziałem. Obcość ludzka, kulturowa, obyczajowa, religijna, prędzej czy później stanie się sąsiedztwem. Teraz wciąż myślimy tylko o wyższości cywilizacyjnej krajów bogatych, do których mamy dołączyć. A te kraje przecież na wszystkich granicach już teraz oblegane są przez ciągnących do nich ,,obcych", a splot interesów globalnych skrzyżuje się i u nas w międzykontynentalne obiegi coraz gęstsze. Stykanie się z zasadami egzystencji ludzkiej innymi niż te, do których się przywykło, będzie próbą, od której się nie wymówimy. Przygoda opowiedziana przez Kłodkowskiego jest symboliczna. Ale w jakiejkolwiek formie stanie przede mną, przed nami, nie będzie łatwiejsza. Mam ochotę powiedzieć po prostu: to za trudne. I uciec. Ale czy będzie niebawem dokąd uciekać?


PS. Pan profesor Tadeusz Zieliński (patrz listy w tymże numerze ,,TP") jeszcze raz polemizuje ze mną na temat emerytów. Były minister pracy, były rzecznik praw obywatelskich jest zaprzysięgłym obrońcą zasad, które uważa na nienaruszalne. Kryzysy tych zasad w państwach nieporównanie bogatszych niż nasze (Francja) dostatecznie jasno alarmują, że chyba czas na zmiany, bo możliwości się wyczerpały. Ale to osobny temat, i nie na felieton. Ja pisałam tym razem o czym innym jednak: o konieczności nie poddawania się hasłom populistów (w zawołaniu o ,,nędzy" emerytów i rencistów politycy lokują zarówno zaopatrzenie najbiedniejszych, jak i najbardziej uprzywilejowanych) i o wciąż zapominanej prawdzie, że to dbałość o rodzinę z dziećmi jest najpewniejszą inwestycją w przyszłość. Bodaj żeby o tym pamiętać, jeśli zmienić jeszcze nic nie możemy.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny