adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 24 (2814)
15 czerwca 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej

  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Jacek Podsiadło
  Stanisław Lem

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz



Nasze europejskie sprawy

Andrzej Dobosz


Rezultat referendum europejskiego pozwala wiele spraw zacząć, żadnej z dotychczasowych jednak nie kończy. Nie dowiemy się, kto był prawdziwym wspólnikiem pana Rywina. Nie bez znaczenia przecież pozostaje pomijana dotąd całkowitym milczeniem kwestia, że jego propozycja dotyczyła sumy wyliczonej w dolarach. Przesłuchiwani przyjaciele, znajomi, rozmówcy Rywina ze sfer rządowych dystansowali się jak umieli od jego osoby, ale nikomu z nich nawet nie przyszło do głowy wyrazić zdziwienie, że liczy on w dolarach, a nie w euro. Podobnie była sformułowana skromniejsza, wymagająca jeszcze udowodnienia, nieodparta propozycja pana Deszczyńskiego.

Rządzą nami ludzie niestarzy, lecz uformowani w przeszłości, nawykli swe rachunki prowadzić nie w żadnych tam rublach transferowych, lecz właśnie w dolarach. Konieczność każdorazowego przeliczania na euro może nas wszystkich drogo kosztować.

Jakiś czas temu odwiedził Paryż minister kultury p. Waldemar Dąbrowski, który przy tej okazji spotkał się z miejscowymi Polakami mającymi związki z kulturą. Uczestniczyłem w tym spotkaniu nie żywiąc żadnych uprzedzeń wobec osoby, co więcej, mając w pamięci uwagę zanotowaną w ,,Dzienniku" Jerzego Stajudy pod datą 18 II 1989 o ówczesnym dyrektorze Teatru Studio w Warszawie (,,D. Bardzo inteligentny, nie bez zalet, zorientowany w Ameryce"). Gdy oblężenie ministra zaczęło słabnąć, zbliżyłem się, by zadać jedno tylko pytanie. Nie chadzam z ukrytym magnetofonem, ale rozmowa, która się odbyła, brzmiała dokładnie tak:

Ja: - Co będzie z VAT-em na książki, gdy wejdziemy do Unii?

Minister Dąbrowski żywo: - No, dokładnie tak jak tutaj: siedem procent.

Ja: - A nie! We Francji jest to jedynie pięć i pół procenta.

Tu nastąpiły lekkie skinienia głów.

Być może pertraktacje, by przedłużyć książkom okres ochronny, byłyby trudne, beznadziejne. D. objął zresztą tekę, gdy już było po wszystkim. Jednak to, że dla jednego z nienajgorszych ministrów w tym rządzie dalsze podrożenie książek jest czymś normalnym, a różnica 1,5 procenta jest absolutnym drobiazgiem, wydaje się godne odnotowania.

Zobaczyłem ostatnio nowe francuskie wydanie książki Sterlinga ,,Martwa natura". Pierwsze wydanie francuskie pochodzi z roku 1952. Po polsku rzecz się ukazała dopiero w roku 1998 w naprawdę znakomitym przekładzie Wiktora Dłuskiego i Joanny Pollakówny. W cyfrach bezwzględnych oba wydania są w zbliżonej cenie, tyle że mój przyjaciel, rówieśnik, urodzony i podobnie jak ja wykształcony w Warszawie, będący jednak francuskim emerytem, musiałby wydać na Sterlinga jedną osiemdziesiątą swojej miesięcznej emerytury. Ja, emeryt polski - jedną dwunastą.

Istnieją zresztą w Polsce już dwie ceny niemal połowy tych samych dobrych tytułów (Sterlinga, którego oczywiście mam, to nie dotyczy). Nowo wydane tytuły są bardzo kosztowne, po czym często już po roku można je znaleźć w specjalnych, coraz lepiej urządzonych lokalach z tanią i naprawdę dobrą książką. Są równocześnie po dawnych cenach w renomowanych księgarniach, płacących hurtownikom pierwotne jeszcze ceny. Radość inteligentów mogących się obkupić ma jednak swoją ciemną stronę. Tanie, dobre książki można znaleźć w Warszawie, w Krakowie, może jeszcze w jakimś dużym mieście. W ten sposób pogłębia się dystans między szansami ludzi z dużych miast i z prowincji.

I jeszcze jedno. Wydawca, który musi sprzedać część nakładu dużo poniżej zbyt wysoko skalkulowanej przez siebie ceny, przez lata nie zechce wznowić takiego tytułu. Tymczasem codziennie rodzi się człowiek. Rodzi się, dorasta i czasem chciałby przeczytać także i to, co czytali poprzednicy. We Francji jest jakieś piętnaście tysięcy ważnych, stale dostępnych tytułów. Jest wśród nich cały Kartezjusz, Montaigne w różnych wydaniach, i w Plejadzie, i w kieszonkowych. Właśnie ,,Próby" są dziełem, którego nie wystarczy przeczytać w bibliotece, lecz trzeba z nim obcować, mając je pod ręką na wiele życiowych wypadków. A Montaigne'a nie mamy już na rynku od ponad 20 lat. Wydanie go na nowo jest jednym z paru setek najpilniejszych rzeczy do zrobienia, jeśli, na miejscu w Europie, chcemy mieć nowe pokolenie Europejczyków, obok europejskich ekspertów znających Europę, bo działali w niej jako funkcjonariusze tajnych służb PRL.


PS. W zeszłym tygodniu przekręciłem tytuł omawianego podręcznika, który brzmi: ,,Między tekstami, Język polski. Podręcznik dla liceum i technikum. Zakres podstawowy i rozszerzony. Część 1: Początki. Średniowiecze (echa współczesne)".


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny